niedziela, 4 czerwca 2017

Reaktywcja i te sprawy

No elo.
Wróciłam. Chyba już na dłużej, bo ostatnio udało mi się w końcu załatwić swoje sprawy, zapomnieć o dawnych przykrościach i jakoś poukładać swoje życie. Szczerze, to już od jakieś czasu myślałam nad powrotem. Wiem, że raczej mało kto tu zagląda, więc chyba ten powrót obejdzie się bez imprezy powitalnej, ale jednak to miłe uczucie wrócić gdzieś po tak długim czasie. Mam tylko nadzieję, że uda mi się wstawiać coś tutaj częściej niż raz na rok i ta strona będzie jakoś prosperować.
Tak więc ten...
Uznałam, że rozwinęłam się choć trochę pod względem pisania - ortografia, gramatyka, itp., więc moje nowe pracę mogą się bardzo różnić od tych poprzednich. Nie będę ich usuwać, bo w żaden sposób nie wstydzę się swojej twórczość. Wkładałam w nią wiele pracy, choć zapewne tego nie widać, ale ci, co mnie znają, to wiedzą ile zajmuje mi napisanie choćby najkrótszego rozdziału albo one shota. Poprawię te starsze posty pod względem interpunkcji i gramatyki, ale nie będę zmieniała jej treści. Myślę, że to było by nie fair w stosunku do siebie samej, skoro uznałam, że nie będę się wypierała swoich prac.
Uff... Ciężko mi trochę zebrać myśli, pisząc to, ale muszę jakoś ogarnąć ten bajzel, który tu pozostawiłam, nie?
Mam kilka niedokończonych serii, które mam zamiar doprowadzić do końca i - jak już wcześniej wspomniałam - mogą się różnic stylem. Jednak liczę, że będzie do miało ręce i nogi XD
Dzięki za wszystko i do zobaczenia w następnym poście~!
Love&Peace
Kaomi :*

środa, 30 grudnia 2015

[Alter Drrr!!!] Roppi x Tsuki x Izaya- Chwytając się cienia.../part 2

Czee~eść!!!
Wracam tak po tej kilkumiesięcznej przerwie. Boże, jak dobrze znów mieć kontakt ze światem! *całuje komputer* Ekhem... Na razie wstawiam to, ale "niedługo" dodam coś EKSTRA, więc nie musicie się martwić, że znów Was opuszczam xD
Tak, więc nie przedłużając- zapraszam do czytania (i komentowania ^^)~!


~idzie pohasać sobie na swoim magicznym jednorożcu~

 Odetchnąłem głęboko, nadal próbując uspokoić skołatane nerwy. Izaya jak zawsze miewał te swoje "wielkie" wizje i chce skłonić mnie to wypełnienia ich. Widocznie tym razem ma zamiar sprawdzić czy mu (znów) ulegnę. Ponownie wziąłem głęboki oddech i postanowiłem wreszcie wyjść z łóżka. Dochodziło już południe, a ja nie mam pojęcia co dziś będę robić. 
Może przejdę się na spacer...?

 ***
- D-Delic-kun, prze-estań...!-wyjąkałem ze strachem i cofnąłem się bardziej. Blondyn jedynie zaśmiał się okrutnie i wyciągnął bliżej dłoń na której siedział sobie spokojnie pająk. Pisnąłem cicho i rzuciłem się do ucieczki. Usłyszałem za sobą wołanie Haru:
- Oi, Tsukishima-sempai! To tylko zwykły pajączek. Nie zrobi ci krzywdy!
Ja jednak wolałem tego nie sprawdzać i nadal stałem w bezpiecznej odległości od Delica, który miał bardzo nieprzyjemny wyraz twarzy. Roppi-kun, dlaczego cię tutaj nie ma?!

***

Ikebukuro jak zawsze tętniło życiem. Czy to dzień, czy to noc- zawsze było tak samo. Tysiące ludzi przechodziło obok mnie zajęci swoimi sprawami i myślami. Ja natomiast przemykam przez ten cały schemat i idę swoją własną drogą. Jednak nie mogę powstrzymać tej jednej natarczywej myśli: "A co jeśli Izaya ma rację?". Nie, na pewno nie jej ma. Gdy miał to już dawno świat nękałaby apokalipsa- nieważne jaka, może i wszystkie na raz. 
Spojrzałem na swoje nadgarstki, nadal owinięte bandażem, myśląc, że to się chyba nigdy nie skończy. Zawsze będzie tak samo. Zawsze.
Rozglądam się mało dyskretnie szukając oznak niedawnej obecności Izayi i Shizuo, ale poza wczorajszymi śladami, nie było nic nowego. Widocznie jeszcze nie mieli okazji się spotkać, albo Izaya jeszcze nie "stworzył" okazji by się spotkali. 
Nagle mój telefon zawibrował. Sięgnąłem do kieszeni kurtki i wyciągnąłem go z niej. Ledwie spojrzałem na wyświetlacz, a już wiedziałem kto do mnie pisał. Uśmiechnąłem się kpiąco. Jakimś cudem wie, że on nim myślę. No cóż... jedna z wielu umiejętności "boga". Wystukałem pospiesznie odpowiedź i schowałem telefon. Jak na razie mogę go zbywać, ale to długo nie potrwa. Mam tylko kilka godzin by rozkoszować się tą tymczasową wolnością. Przeciągnąłem się z lubością niczym kot i szybkim krokiem skręciłem w dobrze znaną sobie uliczkę. 

***

 Czy wiesz czym jest strach?
Czy znasz to szybkie bicie serca, gdy wiesz, że koniec jest bliski?
Czy wiesz jak to jest umierać...?

 Stałem tak samotnie na krawędzi dachu, starego jak świat, budynku i zastanawiałem się. Zastanawiałem się o czym pomyślałby Tsuki, gdyby mnie teraz zobaczył? Powiedziałby coś? A może strach nie pozwoliłby mu nic powiedzieć? Może zacząłby po prostu wrzeszczeć z bezsilności, bo nie mógłby mi w tej chwili pomóc? Nie wiem. Chyba jednak wolałbym tego nie wiedzieć. 
Odetchnąłem głęboko i uniosłem głowę. Spoglądając przed siebie, wprost na tą całą panoramę miasta, które jest już tak zatrute, myślę, że gdzieś tam daleko jest ktoś kto być może myśli podobnie do mnie, ale nigdy nie będzie dane nam się spotkać. Bo los nigdy nie jest łaskawy dla takich jak ja. Dla tych, którzy usilnie mu się sprzeciwiają. 
Nagle poczułem na plecach czyjąś dłoń i stanowcze pchniecie. Wszystko wokół się rozmazało, a wiatr szumiał mi w uszach.Nawet nie zdążyłem ogarnąć co się właściwie dzieje, gdy niespodziewanie ta sama dłoń złapała mnie za przedramię i przyciągnęła z powrotem do siebie. Czyjeś ramiona oplotły mnie zaborczo w pasie, a usta wyszeptały mi do ucha:
- Cześć.
Drgnąłem i wyszarpnąłem się z uścisku. Odwróciłem się i zobaczyłem uśmiechniętego Izayę, który trzymał w dłoni mój telefon. Pomachał mi nim przed nosem i mruknął:
- Po co ci on, skoro nie używasz go należycie?
- O czym ty pieprzysz?- burknąłem i wyciągnąłem rękę po telefon. Izaya wykrzywił usta w kpiącym uśmieszku i szybkim ruchem schował moją komórkę do kieszeni. 
- Izaya...- westchnąłem.- Nie mam nastroju do zabaw z tobą, jasne?
- Bo w tym czasie planujesz w jaki sposób skoczysz z dachu.- prychnął rozbawiony.- Polecam na bombę.
Wywróciłem oczami i milczałem. Skąd on w ogóle wiedział, że tu jestem? Przecież zazwyczaj tędy nie chodzi. Wiem, bo specjalnie wybrałem takie miejsce w którym się na niego nie natknę. Widać znów się pomyliłem.
- A tak w ogóle to czemu nie odebrałeś?- drążył temat, przyglądając się mi uważnie. 
- To aż takie istotne?- odpowiedziałem pytaniem. Izaya uśmiechnął się krzywo. Nie lubił, gdy go ignorowano. Cały czas zasługuje na uwagę. Jak dziecko. Podszedł jeszcze bliżej. Stykaliśmy się torami, ale to on był wyższy o ten jeden centymetr. Mimo, że się uśmiechał to w jego spojrzeniu było można dostrzec chłód. Mimowolnie zadrżałem. Aż nad zbyt dobrze znałem tego typu spojrzenie. 
- Czegoś chcesz ode mnie, czy coś...?- próbowałem zwrócić jego uwagę na konkrety. Izaya westchnął jakby cały świat zwalił mu się na głowę i odparł:
- Za dwa dni wraca Tsukishima, prawda?- tym razem jego uśmiech był drwiący. Odwróciłem wzrok i prychnąłem:
- Co to ma do rzeczy?- znów pytanie jako odpowiedź. 
- To znaczy, że zostało nam niewiele czasu i musimy go dobrze spożytkować.- szepnął mi do ucha, a jego ciepły oddech wywarł na mojej lodowatej skórze gęsią skórkę. Odsunąłem się na kilka kroków i spojrzałem na niego spode łba.
- Akurat mam już plany, więc-
- Ja również mam plany.- przerwał mi i chwycił za nadgarstek, ściskając go mocno, że aż syknąłem.- Wolałbym żebyśmy zrobili po mojemu.- ten groźny ton ani trochę nie pasował do wizerunku beztroskiego, samozwańczego boga Ikebukuro. Nie żebym się bał, ale trochę mnie to zaniepokoiło. Nawet jeśli Izaya jest psychopatą- bo jest- to i tak nie powinien się tak zachowywać. A może powinien? Brunet uważa się za zupełnie odrębną jednostkę. To oczywiste, że nie będzie się mieścił w ludzkim schemacie chorych psychicznie. Ja również się w nich nie mieszczę. 
- Niech będzie.- skapitulowałem po chwili namysłu.- Jednak to ostatni raz. Później masz dać mi spokój.
Informator uśmiechnął się lekko asymetrycznie, ale można to uznać za oznakę tego, że akceptuje obecne warunki. Mimo, że na początku to on sam jej miał stawiać. 
- No cóż... Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy to może oddasz mi wreszcie telefon?- wyciągnąłem rękę po swoją własność. 
- Jaki jest dziś dzień tygodnia?
- Śrobota!- warknąłem. To kolejna zabawa z listy "Podenerwujmy-trochę-Roppi'ego." Izaya mruknął coś pod nosem typu "Za grosz poczucia humoru", ale oddał mi komórkę. Spojrzałem na wyświetlacz. Tysiące nieodebranych połączeń od Izayi, drugie tyle wiadomości głosowych. Skrzynka mail'owa pęka w szwach. Zorientowałem się, że Tsuki dziś ani razu nie zadzwonił. A podobno powinien być dziś w miejscu, gdzie będzie mógł łatwo złapać zasięg. Może jeszcze nie dotarł? 
- Jeśli chodzi ci o twojego "Tsukishimusia"...
-Nie nazywaj go tak!- warknąłem rozeźlony. Rzadko okazywałem uczucia, ale przy Izayi wszystkie zapory idą w gruzy. Przy nim nie da się opanować emocji.
-... to zawsze możesz go odstawić.- dokończył beztrosko Izaya. 
- Po co? Żeby zostać twoją nową zabaweczką?- strzeliłem kostkami u rąk. Izaya nawet się nie skrzywił. Przeciągnął się niczym kot, który dopiero co wybudził się z drzemki na słonecznym ganku i mruknął:
- Nie rozumiem po co te nerwy, Roppi. Przecież nawet nie wspomniałem o sobie, czy też o tym, że chciałbym się z tobą wiązać. 
- Nawet jeśli nie wspomniałeś to i tak wiem, że to miałeś na myśli.- strzeliłem z kolejnego palca. Pstryk!
- Nie wiedziałem, że potrafisz odczytywać czyjeś myśli, Roppi.- uśmiechnął się szerzej.- Bo widzisz- podszedł i objął mnie ramieniem. Nie odsunąłem się.- ja nie widzę sensu bycia w "związku" w którym jedna połówka nie potrafi dochować "wierności".- spojrzał na mnie wymownie. Zgrzytnąłem zębami.
- Ty w niczym nie widzisz sensu, poza własnymi "ideałami". 
- Możliwe, ale tacy są chyba ludzie. Każdy z nas myśli inaczej, więc nie zawsze się we wszystkim zgadzamy. 
- Mówisz ciągle "my", "nasza", "nas". Czyżbyś zaczął znów uważać się za człowieka?- zrobiłem unik. Kolejny raz.
- Napisane jest, że ludzie zostali stworzeni na podobieństwo Stworzyciela, więc to chyba nie dziwne, że utożsamiam się z istotami podobnymi mnie.
- A gdzież ta twoja niezachwiana wiara w to, że tylko ty jesteś bogiem? Gdzie te twoje płonące deklaracje na temat własnej boskości?- drwiłem dalej, kompletnie nie zauważając tego, że oczy Izayi przysłonił cień. Chwycił mnie za ramię i przyciągnął w stronę krawędzi dachu. Pchnął mnie i ponownie zawisłem kilkanaście metrów nad ziemią. Przełknąłem nerwowo ślinę. Samemu pchnąć się w chłodne objęcia śmierci, to jedno, ale zostać posłanym do piachu przez kogoś innego- w tym przypadku przez dupka - to drugie. Tsuki by się wściekł. 
- Masz coś jeszcze do powiedzenia?- syknął Izaya, a zerknąłem ostrożnie przez ramię, na ile pozwalała mi obecna sytuacja. Brunet wyglądał normalnie. Lekko kpiący wyraz twarzy, luźna postawa. Jednak oczy ciskały "boskie" gromy. Urażona duma boli, a Izaya widocznie musi również odpłacić się tym samym. W moim wypadku- zrzucenie z dachu jakiegoś opuszczonego wieżowca. 
- N-nie...- mruknąłem. Tchórz, przemknęło mi przez myśli. Dumny uśmieszek Izayi podziałał na mnie jak policzek. Jestem aż takim śmieciem, że nie mogę z nim wygrać chociaż raz? Pieprzyć to wszystko.
- Od tego myślenia rozboli cię głowa.- wytknął mi po chwili milczenia.- A wiesz, że ja nie przyjmuję takiej wymówki.- wyszczerzył się. Przewróciłem oczami i mruknąłem pilnując by nie zadrżał mi głos:
- Może byś mnie łaskawie wciągnął na górę? Trochę mi już ramię drętwieje.- znów prychnięcie z jego strony, ale spełnił moje "życzenie". Gdy już stanąłem w pionie, rzuciłem mu ostatnie wrogie spojrzenie i wyminąłem go. Uznałem rozmowę za zakończoną. Nie odszedłem nawet na kilka metrów, gdy nagle usłyszałem za sobą wołanie informatora:
- Nie zapomniałeś czegoś?
Odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem jak wyjmuje z kieszeni swojej kurtki mój telefon. Wzruszyłem ramionami i odparłem obojętnie:
- Na razie nie jest mi potrzebny. Podrzuć mi go wieczorem.- już ponownie miałem się odwrócić, gdy coś mnie tknęło.- Tylko ani mi się waż do kogoś pisać!- zastrzegłem. Wolałem nie myśleć co ten kretyn mógłby nagadać Tsukiemu, gdyby jednak zadzwonił. Nie, nie powiedziałby mu prawdy. Ale zapewne zacząłby tworzyć jakieś chore, jak na niego, aluzje. Zgryzłem dolną wargę. 
- Dobra, oddawaj mi go.- wyciągnąłem przed siebie dłoń. Izaya przewrócił oczami i westchnął:
- Wiecznie niezdecydowany, co? Normalnie jak Shizuś.
Uniosłem pytająco brew, ale on zbył moje nieme pytanie. Jego sprawa. Brunet rzucił niedbałym ruchem telefon w moim kierunku. Złapałem go i natychmiast schowałem do kieszeni spodni. Ponownie odwróciłem się i odszedłem. 
Pieprzyć to wszystko, zabrzmiało jak tekst jakiejś piosenki. Raz po raz powtarzałem sobie ten zwrot aż dotarłem do domu. Nie kłopotałem się otwarciem drzwi frontowych. Wszedłem oknem. 
Już miałem rozebrać się i usadowić się w swoim ulubionym fotelu, ale już ktoś tam siedział. Zatrzymałem się w pół kroku i wpatrywałem z niedowierzaniem w swojego gościa. Nieproszonego, tak dla uściślenia. 
- Witaj, Roppi-san!


***

Gwizd czajnika oderwał mnie od niechcianych myśli. Mimo to na krótko. Co, największa- zaraz po Izayi- menda, robi w moim domu? Pokręciłem głową i sięgnąłem do zmywarki po szklanki. Rano zapomniałem ją opróżnić. Postawiłem je na blacie i wrzuciłem torebki z herbatą. Mam nadzieję, że się nią udławi, pomyślałem mściwie. Wróciłem do salonu z tacą, na której stały szklanki i postawiłem ostrożnie na stoliku. Sam usiadłem jak najdalej na kanapie i wpatrywałem się w intruza. Ten natomiast, ze stoickim spokojem, wziął do rąk kubek z gorącym napojem i upił łyk. Nie dosypał nawet grama cukru. Obserwowałem uważnie jego ruchy, w każdej chwili gotów by się bronić. Gość, widząc moje zachowanie, uśmiechnął się znad kubka i mruknął:
- Nie ma się czego bać, Roppi-san. Przyszedłem tutaj w interesach. 
Zmarszczyłem brwi i syknąłem:
- Nie sądzę, żebym był zainteresowany czymkolwiek, co masz mi do zaoferowania.- ten uśmiechnął się szerzej.
- Już od dzieciństwa byłeś taki nieufny. W żaden sposób nie można się było do ciebie zbliżyć.- spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczami. Zadrżałem.- To było takie zabawne. Zawsze miałeś minę, jakbyś chciał nas wszystkich załatwić. 
- Skąd wiesz, że nie chciałem?- oparłem, siląc się na spokój. Nie mam szans z nim wygrać. Dostrzegłem w jego oczach iskierkę rozbawienia. Dla niego życie to ciągła zabawa. 
- Zrobiłbyś to.- przybrał poważny wyraz twarzy.- Tylko zawsze brakło co odwagi. 
Zgrzytnąłem zębami, a przed oczami przebiegły mi krwawe sceny rodem z horrorów. Oczywiście główną ofiarą był on. Wygiąłem wargi w ironicznym uśmieszku i odparłem:
- Możliwe, ale to chyba dla WAS dobrze, nie?
Zmrużył oczy i odstawił gwałtownie szklankę. Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął z niej szarą kopertę. Westchnąłem. A więc to takie interesy. Rzucił nią we mnie i zmierzył pogardliwym spojrzeniem. Następnie wstał i patrząc na mnie z góry- o ile to jest możliwe przy swoim wzroście- powiedział:
- Jedyne co potrafisz to niszczyć, ale nie myśl, że zawsze będzie ci tak łatwo to szło.- zacisnął dłonie w pięści na znak swojej irytacji.- Pewnego dnia, omsknie ci się noga, a ja będę z przyjemnością się temu przyglądał. I jestem pewien, że nawet On nie będzie w stanie ci wtedy pomóc.- po tych słowach, jeszcze raz zmierzył mnie wrogim spojrzeniem i ruszył w stronę wyjścia. Chwilę później usłyszałem trzaśnięcie drzwi, a po tym już tylko pozostałą głucha cisza.

Czy wiesz, czym jest śmierć?
Czy znasz, jej prawdziwe imię?
Czy umiesz, ją poznać?

______________________________________________________
Hej, hej!
Ja wiem, że się cholernie długo mnie nie było, ale na prawdę nie miałam czasu. Teraz były święta, wiec złapałam trochę dystansu i rozdzialik jest! Ogółem nwm kiedy pojawi się coś nowego, bo po tej przerwie znów narzucą nam tempo, a ja ledwo nadążam xD Takie życie półmózga...heh.
Oczywiście, teraz to moje województwo (Pomorskie) ma jako ostatnie ferie, więc do połowy lutego muszę się wyrabiać. Jak będę miała czas to coś skrobnę, jak nie będę- to nic nie dodam. 
Dobra, ja tu kończę te swoje wywody i żale, a Wam dziękuję za nadludzką cierpliwość. 
Pozdro, 
Kaomi :*




czwartek, 13 sierpnia 2015

[Alter Drrr!!!] Roppi x Tsuki +?- Gdybym tylko mógł.../part 1.

Kounichiwa minna~! (nie wiem czy dobrze to napisałam, ale nie chce mi się sprawdzać xD)
Jak widzicie to nie rodział ani nic tylko nowy wielopartowy (bo trochę za bardzo się rozpisałam) one-shot z alterami Shizayi z Durarara!!! Dla "zielonych" odsyłam ich do tej oto stronki- link.
Taa... wiem, że nic nie dodaję systematycznie i wgl, ale mam wakacje i chcę trochę z nich korzystać. Oczywiście piszę, piszę, tylko mam ostatnio taki mały zastój i coraz ciężej pisze mi się rozdziały. Wiem też, że obiecałam nową serię po 10. rozdziale "Świat ma dziwne poczucie humoru" i dotrzymam tej obietnicy, ale musicie uzbroić się w cierpliwość i czekać. Pop prostu muszę jeszcze dopracować "pewne szczegóły i szczególiki". Nom.
To ja już się zmywam, a Wy czytajcie, komentujcie i róbcie co tam chcecie- nie mój interes xD
Ciao~!
~koniec zrzędzenia~


 -I na co ci to było? Na co?- zawsze melodyjny głos Psyche był teraz zachrypnięty od płaczu. Perliste łzy skapywały pojedynczo na dłoń, którą tak pieczołowicie owijał bandażem. Ja natomiast milczałem. Sam nie wiem dlaczego to zrobiłem Wyszło to chyba z braku lepszego zajęcia. Jak nałóg, który odezwał się po bardzo długim czasie. Spojrzałem beznamiętnym wzrokiem na zapuchniętą twarz Psyche i wzruszyłem delikatnie ramionami. Słowa nie były potrzebne. 
oOo
Obudziłem się z silnym przeczuciem, że za chwilę wydarzy się coś dziwnego. Bardzo dziwnego. Nie myliłem się. Ledwie zdążyłem podnieść się do siadu na posłaniu, gdy nagle, bez zapowiedzi, wparował do pokoju roześmiany Psyche z tacą w dłoniach, a za nim Tsugaru. Oboje uśmiechali się do mnie, a ja jakoś próbowałem skojarzyć wczorajszy dzień. Jednak jedno spojrzenie na moje nadgarstki i już nie miałem żadnych pytań. Wczoraj był drugi, a dziś jest trzeci dzień nieobecności Tsukiego. Blondyn przebywał aktualnie w głuchej dziczy, na pięciodniowej wycieczce z klasą. Westchnąłem ciężko. Już na samą wieść o tym miałem pewne wątpliwości co do tego pomysłu. Gorzej, że nie miałem jak się z nim skontaktować. Brak zasięgu. Z rozmyślań wyrwał mnie radosny głos Psyche, który zdążył się już rozsiąść na moim łóżku. Tacę ze śniadaniem (owsianka z roczynkami-ble!) położył sobie na kolanach i nabrawszy trochę jedzenia na łyżkę, próbował mnie nakarmić. Zaczął powolnym ruchem przybliżać ją do moich ust, aż w końcu krzyknął wesoło:
-Uwaga! Samolocik leci~!- zapiał brunet i naśladował odgłos silnika. Przewróciłem oczami i zacisnąłem usta w wąską kreskę. Psyche zrobił najpierw zdziwioną, a później nieszczęśliwą minę. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. 
-Psyche, daj Roppi'emu trochę odetchnąć po wczorajszym dniu.- aksamitny głos Tsugaru odciągnął uwagę Psyche od mojej osoby. W duchu odetchnąłem z ulgą. Blondyn podszedł do niego i położył delikatnie swoją dłoń na jego ciemnej czuprynie uśmiechając się lekko. Na twarzy Psyche również zajaśniał uśmiech, tylko dużo szerszy. 
- Oke~!- odparł i odłożył tacę na szafkę nocną.- Tylko zjedz zanim wystygnie!- polecił mi zanim wyszedł w podskokach z pokoju. Wychodząc Tsugaru szepnął cicho:
- On wróci. 
Zmrużyłem oczy i mruknąłem:
- Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego przez Tsukiego. 
Blondyn tylko uśmiechnął się smutno i skinął głową. Gdy zatrzasnęły się za nim drzwi, natychmiast opadłem na poduszkę. Wystarczyło już tylko czekać na NIEGO.
oOo
 Jego dłonie spokojnie pogładziła mnie plecach, gdy nasze usta się zetknęły. Zarzuciłem mu mimowolnie ramiona na szyję. On odsunął się delikatnie i spojrzał na mnie przenikliwie swoimi czerwonymi tęczówkami. Uśmiechnął się przebiegle i mruknął:
- Nigdy nie sądziłem, że zacznie ci się to podobać, Roppi.
Wywróciłem teatralnie oczami. Miał rację. Jeszcze kilka miesięcy temu broniłem się jak tylko mogłem, ale i tak zawsze przegrywałem. Zawsze, to znaczy wtedy, gdy Tsukiego nie było dłużej w domu. Wtedy on mnie odwiedzał i zawsze jest ten sam scenariusz. I zawsze nie mogę się po tym długo pozbierać. 
- Martwemu wszystko jedno.- odparowałem. Jego uśmiech był pełen kpiny. 
- Coś nie sądzę by aż tak zależało ci na zakończeniu swojej marnej egzystencji. 
- Dlaczego tak sądzisz?- mój głos lekko zadrżał. Coraz mniej podobała mi się ta rozmowa. On natomiast ujął moją brodę w dwa palce i przybliżył do swojej. Gorący oddech owionął moje poróżowiałe policzki.
- Gdy ci tak zależało to rozegrałbyś to zupełnie inaczej.- jego spokojny głos przeobraził się w konspiracyjny szept.- Najpierw wybrałbyś się na bardzo długi spacer. Ot, tak sobie. Mała przykrywka dla innych. Przechadzając się po mieście udawał, że wszystko jest OK. Dla kogoś znajomego była by to dobra wymówka dlaczego tak często nie ma cię w domu.-pogładził mnie kciukiem po policzku.- Później zacząłbyś schodzić do tych "ciemniejszych" uliczek. Tam przecież nikt nie zagląda, prawda? Poza takimi jak ty.- przejechał językiem po zębach.- Szedłbyś dalej i dalej, aż w końcu natrafiłbyś na odpowiednie dla ciebie miejsce. Rozejrzałbyś się trochę, obmyślił jakiś zarys planu i zwyczajnie wrócił do domu. Odczekałbyś te kilka dni, zawsze odwiedzając tamte miejsce. Przecież tutaj chodzi tylko o pozory, prawda?- spojrzał mi głęboko w oczy i zaśmiał się szyderczo.- Spotkałbyś się z Psyche i pozostałymi, by nie dać im żadnego powodu do podejrzeń. W domu, gdy zapadnie zmrok, usiadłbyś przy biurku, wziął długopis i kartkę, a na niej napisał długi i wylewny list do Tsukishimy. Wychodząc z domu obejrzałbyś się jeszcze ten ostatni raz za siebie i zamknął za sobą dokładnie drzwi. Reszty się chyba domyślasz, nie?
Jego uśmiech był przerażający. Zaczerpnąłem głęboko powietrza, ale to wciąż było za mało. Zacząłem oddychać coraz szybciej, próbując rozpaczliwie uspokoić rozszalałe serce. Nagle przed oczami zaczęły pojawiać się cienie, a ja sam czułem, że słabnę. Głowa ciążyła mi od nadmiaru myśli. Zmarszczyłem brwi i przymknąłem oczy. Rana w moim sercu stale się pogłębiała. Miałem coraz bardziej dosyć. 
- Odpuść dziś.-Te słowa zapaliły w jego szkarłatnych oczach ogień pożądania. Już wiedziałem, że popełniłem błąd. Ogromny błąd. Gdy jego usta zaczęły znów się przybliżać do moich, zdążyłem jeszcze w panice jęknąć- Izaya...!- zanim moje słowa utonęły w przebrzydłym pocałunku. 
oOo
 Mój oddech był spokojny i miarowy. Jak u kogoś pogrążonego w głębokim śnie. Ale ja nie spałem. Mimo zamkniętych oczu "widziałem" co się dzieje wokół. Nie wiedziałem tylko, która jest godzina, ale zapewne dość wczesna skoro Izaya jeszcze tu siedział. Zawsze wynosił się równo ze świtem. Jak jakiś kochanek-w moim przypadku- koszmar na dwóch nogach. Poruszyłem się lekko i otworzyłem oczy. Izaya siedział na fotelu Tsuki'ego i przyglądał mi się z kpiącym uśmiechem na wargach. Zgryzłem dolną wargę, którą i tak już miałem przegryzioną do krwi i mruknąłem:
- Nie masz przypadkiem "pracy" czy jak to tam nazywasz? 
Uśmiech poszerzył się bardziej i jego właściciel wstał z fotela. Podszedł do mnie powolnym krokiem i usiadł na łóżku. Opuszkiem palca pogładził mnie za uchem. Wzdrygnąłem się mimowolnie i odtrąciłem rękę. Wtedy on nachylił się w moją stronę i skubnął zębami płatek mojego ucha. Zirytowany odepchnąłem go lekko i podniosłem się do siadu. Oparłem się na ramionach i przekrzywiłem głowę. 
- Masz to co chciałeś, więc możesz już iść.- odezwałem się ponownie. Mój głos był lekko zachrypnięty. Izaya westchnął i odparł:
- Aż tak mnie nie lubisz, czy może boisz się, że ktoś może nas nakryć?
Prychnąłem pod nosem i wstałem, ciągnąc za sobą kołdrę. Informator roześmiał się na ten widok.
- Po co to robisz? Przecież już wszystko widziałem. 
- Mimo to wolę nie chodzić roznegliżowany w twojej obecności.- odparłem ze spokojem.- To trochę krępujące, nie uważasz? 
Izaya w odpowiedzi przeciągnął się jak kot i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nadało mu to dość psychopatyczny wygląd, ale można przywyknąć.
- Twój tok myślenia jest interesujący.- wstał i skierował się okna.- Wpadnę później.
Otworzył okno i już go nie było. Pozostała tylko chłodne uczucie pustki. 
______________________________________________________
Wiem. Zjebałam po całości, ale no... przepraszam! Napisałam to w aucie, gdy jechałam w góry i nudziło mi się. Jakoś nie miała czasu (ani ochoty) coś tam zmieniać, więc zrobiłam tylko kopiuj-wklej i po sprawie :D Leń ze mnie, niom?
Ale ten, no.... koffam Was i do zobaczenia!
Peace&Love
Kaomi
P.S: Napiszcie w komentarzu jak Wam mijają wakacje i takie tam xD

piątek, 17 lipca 2015

,,Świat ma dziwne poczucie humoru"#9: Od drugiej strony.

Hay~!
Miło mi w końcu do Was coś napisać! Wiem, wiem, że przez prawie trzy miesiące nic nie pisałam, ale miałam tyle rzeczy na głowie, że nie mogła nic ogarnąć i żyłam, jakby to powiedzieć- w ciągłym biegu! Serio. Na pewno nie jest to żadne wytłumaczenie, ale innego nie mam, a kłamać nie lubię (?!).
Ogółem pisząc ten rozdział myślałam na wieloma wariantami i wybrałam ten najodpowiedniejszy dla tej historii, bo uwierzcie mi- miałam ich całkiem sporo! Jeszcze dodam, że dorwałam się do taj fajnej mangi ,,Special A" i tak mnie wciągnęła, że zaczęłam kupować ją po dwa tomy naraz.
Dobra, kończąc te moje zbyteczne"mielenie jęzorem", zapraszam do czytania i komentowania- bo jak ostatnio zauważyłam to od kiedy przestałam się o nie upominać to nastała cisza na tym blogu. Hej, pobudka kochani~!!!

~Koniec zrzędzenia~

kursywa- perspektywa Tristana
czcionka Times- perspektywa Shimy
pogrubienie- perspektywa Luny

-Oi, Tristan! Zatrzymaj się!- zawołał za mną Shima. Nie obejrzałem się. Musieliśmy ja najszybciej stąd zniknąć. Iz i tak za dużo już wiedział i na dodatek zobaczył. Skierowałem się do najbezpieczniejszego dla nas miejsca.

Trsitan biegł jakby nas ktoś gonił, ale ja, ciągle rozglądając się wokół, nikogo nie dostrzegłem. Być może utrudniało mi to, że od jakiegoś czasu przekroczyliśmy dobrze mi znane granice Shinagawy i wkroczyliśmy w labirynt ciemnych uliczek i zaułków. Przełknąłem głośno ślinę na myśl co mogło tak bardzo wystraszyć Tristana. Co chwila przystawaliśmy by blondyn mógł rozejrzeć się i znów zaczynaliśmy szaleńczy bieg. Próbowałem też dowiedzieć się szczegółów, ale Apollo uparcie mnie zbywał, więc w końcu dałem sobie spokój. 

Mamy szczęście. I to cholerne! Dla nas obojga mogło się to skończyć wprost tragicznie. Shima w ogóle nie powinien opuszczać swojego domu! No, ale cóż... Stanąłem przed faktem dokonanym i muszę się jakoś z tym uporać. Jeśli uda na się dostać żywymi do "bazy" to będzie cud. Już czuję na karku chłodny oddech Łowców. Wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer Eloise. Odebrała już po drugim sygnale.
- Do cholery! Gdzie wy jesteście?!- wydarła się na powitanie. Skrzywiłem się i lekko odsunąłem aparat od ucha.
- Już niedaleko. Uspokój się.
- Jak mam się uspokoić?! Namierzyli was! Rozumiesz?- jej głos przeobraził się w wysoki pisk. Nawet nie podejrzewałem, że umie wydać z siebie takie tony. 
- Wiem, to moja wina.- mruknąłem cicho.- Zdam raport od razu jak już będziemy na miejscu, jasne?
- Jasne. Pospieszcie się!- po tych słowach rozłączyła się. Schowałem telefon do kieszeni bluzy i pociągnąłem za sobą Shimę. Musieliśmy się pospieszyć!

Chodziłam nerwowo w kółko, próbując uspokoić nerwy i poukładać myśli. Przecież nic nie wskazywało, że zaczęli przyglądać się akurat tej dzielnicy! Jakim cudem udało im się tak łatwo nas namierzyć? Westchnęłam ciężko i zawołałam Yume. W podskokach przybiegła do mnie i zarzuciwszy ciemną grzywką, która opadała jej stale na piwne oczy, zawołała radośnie:
- W czym mogę pomóc, szefowo?
- Przynieś mi szybko mocnej kawy i opakowanie lukrecji!- warknęłam. Irytowało mnie dziś jej zachowanie. Nie miała za grosz wyczucia taktu w żadnej sytuacji. Zawsze zachowywała się tak samo. Yume skinęła głową i z szerokim uśmiechem wybiegła z pokoju. Ja natomiast z głośnym klapnięciem opadłam na skórzany fotel i położyłam nogi na stoliku. Moja ulubiona pozycja do myślenia. Skup się, Luna! Co takiego mogło zwrócić ich uwagę? No co? Przymknęłam powieki i wciągnęłam głęboko powietrze nosem. Usłyszałem skrzypienie drzwi i otworzyłam jedno oko. Yume niosła moją kawę. Wzięłam nogi ze stolika, a ona postawiła na nim tackę. Skinęła głową w ramach podziękowania i odprawiłam ją ruchem dłoni. Posłusznie wyszła z pomieszczenia, zamykając dokładnie za sobą drzwi. Wzięłam kubek z parującym napojem i dmuchnęłam delikatnie, aby ostygł. Następnie biorąc laskę lukrecji, zamoczyłam ją w kawie i pomieszałam. Upiłam łyk i spojrzałam zamyślona przez okno. Co ja mam teraz zrobić?

Byłem już mocno zirytowany. Biegaliśmy tak po całym Tokio nie wiadomo po co! Nie dość, że byłem bezczelnie ignorowany przez Tristana, to na jeszcze zaczynałem mieć dziwne przeczucia. Miałem wrażenie, że...że zaraz wydarzy się coś nieprzyjemnego. I to bardzo. Blondyn jak na złość przyglądał mi się dziwnie. Co ja takiego zrobiłem? To on, do cholery, zaczął się do mnie dobierać! Westchnąłem cierpiętniczo i próbowałem jakoś zaakceptować tą całą sytuację. Tak w ogóle to kim był ten chłopak? Wiem, że spotkałem go już wcześniej, ale nadal nie znam jego imienia. Za to Tristan musi znać go na pewno. Zachował się wprost idiotycznie na jego widok. 
Biegliśmy jescze przez kilka minut aż wreszcie skręciliśmy w jakąś uliczkę i moim oczom ukazał się... ślepy zaułek. Tristan przystanął i spokojnym już krokiem podszedł do ściany. Wpatrywałem się w niego w totalnym osłupieniu. 
- Biegliśmy taki kawał drogi tylko po to aby popatrzeć sobie na jakąś ścianę?!- mój głos zabrzmiał bardzo piskliwie. Tristan uciszył mnie ruchem dłoni. Następnie oparł ją o wybraną cegłówkę i pchnął. Na moich oczach ceglana ściana się rozstąpiła ukazując tajemne przejście[ Przesadziłam? xD dop.Kaomi]. Przełknąłem ślinę i niepewnie podszedłem do blondyna, który zachęcająco skinął głową bym poszedł za nim. W jednej chwili miałem zamiar spełnić jego prośbę lub po prostu uciec gdzie pieprz rośnie. Wciągnąłem głęboko powietrze i przełamawszy się, poszedłem posłusznie za nim. Jednak w pewnym momencie zatrzymałem się i złapałem Tristana za rękaw. Ten odwrócił się w moim kierunku i spojrzał na mnie pytająco.
- Czy... czy możesz iść blisko mnie?- wymamrotałem speszony. 
- Boisz się ciemności?- zaśmiał się blondyn, ale posłusznie stanął obok mnie. Podziękowałem mu skinieniem głowy. "Nawet nie wiem jak bardzo...",pomyślałem i oboje ruszyliśmy w ciemny głąb mrocznego tunelu. 

 Urocze.
Nawet nie przypuszczałem, że Shima może obawiać się ciemności. Jednak patrząc na niego miałem wrażenie, że na serio znalazł się w jakimś horrorze. Był... delikatnie mówiąc, blady jak ściana. Na dodatek trochę drżał, ale ledwo zauważalnie. W nagłym poczuciu czułości objąłem go ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Nie protestował. Widać, że naprawdę się boi. Muszę chyba częściej zabierać go w takie miejsca, zaśmiałem się w duchu. Jeszcze tylko kawałek i znajdziemy się w najbezpieczniejszym znanym mi miejscu. Resztą zajmie się Eloise...

Wypuściłam ze światem powietrze i po raz setny spoglądałam na wyświetlacz komórki. Czemu nie dają żadnego znaku życia? Boże, a może coś im się stało?! 
-Yume! Chodź tutaj! Szybko!- zawołałam mocno spanikowana.
Dziewczyna przybiegła natychmiast i stanęła przede mną wyprostowana jak struna.
-Tak, szefie?
- Masz natychmiast sprawdzić lokalizację Tristana.- mój głos znów brzmiał piskliwie, co nie uszło uwadze Yume. Dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła i skinąwszy głową, wybiegła z pokoju. Moje palce nerwowo wystukiwały jakiś rytm na skórzanym oparciu fotela. 
-Rany! Czemu to tak długo trwa!- jęknęłam na skraju rozpaczy.- Co za idioci! Po cholerę wychodzili z domu? Mieli iść tylko na zakupy, a później nie wyściubiać nosa poza próg! Shima ty idioto!
- Szefie!- Yume wpadła do pomieszczenia jak burza.- Tristan Akahoshi i Shima Summaru dotarli na miejsce. Teraz czekają na ciebie w holu, w bloku C.
Zerwałam się z miejsca. Biegłam tak szybko, że mój oddech nie nadążał. Po chwili musiałam przystanąć, bo złapał mnie bolesny skurcz po żebrami. Oparłam się o ścianę i łapał coraz to większe oddechy. A więc są cali. Co za ulga!

 Gdy wreszcie wyszliśmy z mroku moim oczom ukazał się sterylnie biały hol ciągnący się w "nieskończoność". Przystanąłem z wrażenia i wpatrywałem się zupełnie oniemiały. Dla Tristana to zapewne żadna nowość, bo przyglądał mi się z rozbawieniem. Nagle zza rogu wypadła jak torpeda Eloise. Jej białe włosy latały we wszystkie strony, a oczy skrzyły się. Biegła prosto w moją stronę i zanim zdołałem ogarnąć co się dokładnie dzieje, ta wpadła na mnie i zostałem powalony na ziemię. 
-Shima!- wydarła mi się do ucha.- Jesteś.... największym głupkiem jakiego znam!
- Oi, o co tu chodzi?- zawołałem. Eloise, a raczej Luna, nigdy się tak nie zachowywała. No, znamy się dość krótko, ale nigdy nie wyglądała mi na osobę skłonną do takich zachowań. Wreszcie zeszła ze mnie i mogłem normalnie stanąć na nogi. Teraz Eloise swoją całą uwagę skierowała na Tristana, który szczerzył się do niej jak największy idiota.
- Jak mogłeś, do cholery, popełnić taki błąd!- wrzeszczała podskakując przy tym energicznie. Wyglądało to dość komicznie. 
- Luni, spokojnie. Sytuacja została natychmiastowo opanowana. Iz i jego poplecznicy nie mogą nam nic zrobić. Nie musisz się tak denerwować.- próbował ją jakoś uspokoić. Z marnym skutkiem.
- Jak ma się nie denerwować!? Jak!?- jej głos odbijał się echem od ścian holu. Wciągnąłem ze światem powietrze i rozejrzałem się za dobrym miejscem na kryjówkę. Zaraz mogło dojść do ostrej jatki, a ja nie chciałbym być w polu rażenia. Nagle moją uwagę zwrócił jakiś cień tańczący na ścianie. Zaciekawiony podszedłem w tamtym kierunku. Cień zaczął "uciekać". Niezrażony pobiegłem za nim. Skręciłem w lewo i dalej biegłem. W pewnym momencie cień się zatrzymał. Podszedłem bliżej i nagle coś ciężkiego przewróciło mnie na podłogę. Jakieś silne ręce złapały mnie za ramiona i przycisnęły do podłoża. Jęknąłem z bólu. 
- Kim jesteś?- ostry głos obił mi się o czaszkę. Dziewczęcy głos. Nieznajoma usiadła na mnie okrakiem i wykręciła boleśnie moje prawe ramię. Znów jęknąłem. 
- Jestem... Shima Summaru.- wystękałem. Ciężka jest.
Słysząc te słowa nieznajoma natychmiastowo zeszła ze mnie i pomogła wstać. Wymamrotała ciche "Przepraszam" i w milczeniu zaczęła mi się przypatrywać. Ja również nie pozostałem dłużnym Zlustrowałem ją od stóp do głów i oceniłem, że ma na oko jakieś piętnaście-szesnaście lat. Wysoka, szczupła, z blond włosami wyglądała jak światowej sławy modelka. Duże, zielone oczy dodawały jej dziewczęcego uroku, ale spojrzenie twarde jak stal skutecznie je łamało. Nie była Japonką, to pewne. Była ubrana w ciemno szary kombinezon, dopasowany do ciała i czarne tenisówki. Na dłoniach miała białe rękawiczki. Na biodrach miała skórzany pas i kaburę, a w niej groźnie wyglądający pistolet. Dostrzegłem jeszcze nóż i scyzoryk. Dziewczyna dostrzegła, że przyglądam się jej małemu arsenałowi łypnęła na mnie groźnie i warknęła:
- Wcale nie wyglądasz na jednego z nich!
Spojrzałem na nią zdziwiony. O kogo jej chodzi? Jacy "oni"? Z opresji wybawiła mnie Eloise, która w mgnieniu oka zmaterializowała się obok mnie. Spojrzała twardo na dziewczynę i mruknęła:
- Eques, zrób jeszcze jeden obchód i zajrzyj do zbrojowni.
- Rozkaz!- zasalutowała i natychmiast odmaszerowała. 
- Eques?- spytałem zdziwiony.- Dziwne imię.
-To nie imię.- odparła Eloise.- Kryptonim. Każdy kto pracuje tutaj musi wybrać sobie przezwisko. To na potrzebę misji. 
-Huh? Jakich misji?- wyjąkałem. 
- Shima, nie wiem czy jesteś tego świadom, ale znajdujesz się w tajnej agencji, która zajmuje się monitorowaniem stanu między światem "magicznym" i światem "normalnym". W razie jakichkolwiek kłopotów ingerujemy, by równowaga pomiędzy światami nie została zachwiana. Mamy agentów na całym świecie, a lokalizacja głównej bazy dowodzącej jest znana tylko mi i reszcie zaufanych agentów. Ja dowodzę tą jednostką, ale jest ich jeszcze dużo więcej.- spojrzała na mnie z uwagą.- Wiem, że popełniliśmy błąd nie wprowadzając cię w t wszystko dużo wcześniej, ale jak widzisz ze względu na pewne okoliczności nie daliśmy rady. Przepraszam.
- Eee... nic się nie stało. Po prostu ciężko mi jest jak na razie to wszystko ogarnąć, ale daj mi czas. Jakoś poskładam to do kupy i będzie dobrze.- podrapałem się po głowie i zrobiłem wyszczerz. Eloise również się uśmiechnęła i rzuciła:
- Aha i jeśli Tristan będzie ci się za bardzo "naprzykrzać" to wal do mnie. Uwierz mi, wiem jaki on potrafi być irytujący.
-Taa.. jasne.- mruknąłem. Nagle coś mnie tknęło.- A tak na marginesie to skąd się znasz z Tristanem?
- To już trudniej wytłumaczyć.- westchnęła.- Opowiem ci innym razem, jasne?
- Ok.

Otworzyłem ostrożnie drzwi i zajrzałem do środka. Eques siedziała na skrzyni i z beznamiętnym wyrazem twarzy ostrzyła swój scyzoryk. Gdy wszedłem do środka podniosła tylko wzrok i mruknęła cicho:
-A, to tylko ty...- i wróciła do swojego zajęcia. 
- Jak to "tylko ja"?- obruszyłem się.- Spodziewałaś się kogo innego?
Dziewczyna nie odpowiedziała i nadal uparcie wpatrywała się w swoje ostrze. Westchnąłem i klapnąłem na podłodze tuż obok skrzyni na której siedziała. Minęła kilka minut jak usłyszałem odgłos wsuwanego do pasa noża i jej cichy głos.
- Naprawdę, nie wiem co ty w nim widzisz.
- Widocznie mam lepszy wzrok i szersze spojrzenie na świat.- odparłem z rozbawieniem. 
- Zabawne. Przecież ON wcale nie wygląda jak... no wiesz...ONI!
Westchnąłem ciężko i zastanowiłem się na chwilę. Eques mogła mieć trochę racji, ale...
-Skąd możesz to wiedzieć skoro to pierwszy jakiego w ogóle spotkaliśmy? Nie mamy co porównywać. 
Blondwłosa spojrzała na mnie krzywo i zeskoczyła zgrabnie ze skrzyni. Otworzyła drzwi i na odchodnym rzuciła:
- Módl się, abyśmy znaleźli jeszcze jakiś...

- Dobra, opowiedz mi o tym jeszcze raz.- zarządziłam. Siedzieliśmy teraz z Shimą w moim "gabinecie" i rozmawialiśmy na temat zadziwiającego spotkania z tajemniczym brunetem. Szatyn spojrzał na mnie męczeńsko i jęknął:
- Luna-san! To już będzie chyba szósty raz! Przemagluj teraz Tristana.
- Ten gnojek niczego pożytecznego mi nie powie.- odparłam lekko.- Jedynie to potwierdzi twoją wersję i tyle. A ja muszę znać konkretne szczegóły, Shima. 
-Przecież opowiedziałem ci wszystko tak szczegółowo, że już bardziej się nie da!- wywrócił oczami i skrzyżował ręce na piersi. Westchnęłam i odparłam:
- No dobra. Na razie dam ci spokój, ale jeśli coś ci się przypomni, obojętnie co, to racz mi o tym natychmiast opowiedzieć, jasne?
Shima skinął głową i wstał pospiesznie z siedzenia. Wychodząc mruknął jeszcze pod nosem "Ach, te baby!". Uśmiechnęłam się delikatnie i zawołałam Yume. Jak zawsze błyskawicznie pojawiła się w pomieszczeniu, w pełnej gotowości do pracy.
- Yume, dogoń Shimę i zaprowadź go do jego tymczasowej kwatery. Niech tylko będzie jednoosobowo, jasne? Wolałabym uniknąć przykrych incydentów.
-Tak jest, szefie!- zasalutowała i z szerokim uśmiechem na twarzy, wybiegła z pokoju. "Jeszcze tylko sześciu." pomyślałam.

______________________________________________________
 Tak, wiem, że ciutek przesadziłam z tą całą "tajną agencją" i w ogóle, ale jak już mówiłam nie miałam zbytnio pomysłu, by jakoś to poukładać w miarę "normalnie". Chociaż z drugiej strony Shima jest magiem, a oni zazwyczaj nie mają lekkiego życia i nie zdarzają im się "normalne" sytuacje xD
Jeszcze dodam, że znów bardzooo Was przepraszam, że tak długo czekaliście na rozdział i tego typu rzeczy, ale okres kwiecień-czerwiec pod względem szkolnych obowiązków był zdecydowanie zbyt napiety i nie miałam czasu. Myślę, że teraz wszystko się jakoś ułoży. Zapewne dodałabym ten rozdział duużo wcześniej, ale miałam wyjazd na samym początku lipca, więc siła wyższa mi się postawiła. Mówię Wam, tylko wziąść i się powiesić... >.<""
Kaomi :*

poniedziałek, 13 lipca 2015

Drrr!- Kiedyś. [Izaya Orihara]

Kiedyś.
Kiedyś napewno... Kiedyś było...Zawsze tylko kiedyś. Niestaramy się zwracać uwagi na to, że składamy obietnice, które nie są wypełniane do końca. Nadużywamy tego słowa, nawet tego niezauważając. Ciągle tylko kiedyś.
A gdzie teraz? Gdzie tryb teraźniejszy? Czy wszystko musi być oparte na planach przyszlości? Na pytanie " Pójdziemy do tej kawiarni?" Dlaczego ludzie nie mogą powiedzieć "Jasne, chodźmy tam teraz!"? Tylko zawsze mówią " Może kiedyś pójdziemy.".
I jeszcze to może. To takie wygodne. Móc zamydlić komuś oczy swoją niepewną wizją przyszłości. A ludzie są tacy głupi. Wierzą w każde słowo. Dają się tak wykorzystywać. Żałosne.
Trzymamy się swoich wypranych schematów. Nic nie zmieniamy. Bo po co? Tak jest wygodniej. Nikt nie zwraca już na to uwagi. Mówimy wiele niepotrzebnych rzeczy. Zbyt wiele. Z czasem to robi sie nudne.
Patrzę na innych. Staram się zrozumieć dlaczego stawiają sobie tak ambitne cele, choć nie umieją dotrzeć do pierwszej bazy. To takie smutne.
Nie widzą. Nie zauważają jaki popełniają kolosalny błąd.
Żeby posmakować życia trzeba najpierw po nie sięgnąć. Trzeba się rozwijać. Umiejętnie kryć własne słabości.
Nie każdemu się to udaje. Poprawka. Nie każdemu się chce.
A ty Shizu-chan? Jesteś zadowolony ze swojego życia? Ze swojej pracy, rodziny czy też opini?
Potwór z Ikebukuro. To tak do Ciebie pasuje. Nieokrzesany. Dziki. Niewyobrażalnie silny.
Intrygujący.
Chcę wiedzieć, Shizu-chan. Chcę wiedzieć co cię tak napędza. Co daje ci tą siłe, by przetrwać kolejny dzień. Jak złamać tą monotonię? Ciągle tylko chodzisz do pracy, gonisz mnie, demolujesz pół miasta. Ciągle w kółko to samo. Praca-ja-jeść-spać-praca-ja-jeść-spać.
A może ty jeszcze niezauważyłeś? Niezauważyłeś, że toczysz wciąż ten sam dzień? Zabawne.
No cóż... Po kimś tak mało rozwiniętym nie można się zbyt wiele spodziewać, prawda?
Ten świat powoli traci kolory. Traci swój piękny smak.
Ludzie też powolutku stają w miejscu. Ludzkość upada.
Bóg chyba nie ma tu już nic do roboty poza obserwacją.
Jestem bogiem. Każdego dnia budzę się rano z tą myślą i obmyślam plan. Co tu jeszcze zrobić aby bardziej ubrawnić innym dzień? Jak przełamać to błedne koło?
Tak wiele pomysłów. Tak wiele możliwości. Tak mało czasu.
_____________________________________
Emmm.... Hej?
No, wiem, że nie było mnie przeszło trzy miesiące i wgl, ale miałam na prawdę dość ciężki okres w życiu i nie zabrakło mi po prostu siły. Wyjaśnię wszystko we wstępie do następnego rozdziału opowiadania.
Ogółem przepraszam za wszelakie błędy, ale pisałam to na telefonie o ok. 2 w nocy i nie chciało mi się już tego sprawdzć.
Tak, więc dziękuję za wytrwałość i proszę uniżenie o komentarze.
Koami :*

wtorek, 7 kwietnia 2015

,,Świat ma dziwne poczucie humoru #8: Kim on jest?

Yeach~!
Kao-chan powraca i to już na zawsze! Obiecuję, że już nigdy Was na tak długo nie zostawię( hahahahahaha....!!!!)!
Ogółem jak wiecie szkoła to czyste zuo z którym musimy walczyć w dzień w dzień i to nie bez poświeceń. Jednak wróciłam cała i zdrowa z frontu i mam masę niewykorzystanych pokładów weny, więc zabieram się już do roboty!!!
Zapraszam do oceniania i komentowania~! :)
Aha! Jeszcze bym zapomniała podziękować Izumi za te wszystkie komentarze!
I jak zawsze rozdział niezbetowany, bo zakończyłam już współpracę z moją K. i teraz szukam nowej bety... ;___;
Doobra~! Nie przedłużając już bardziej tych moich żalów, smutków itp. ponownie zapraszam do czytania~!
~koniec~

 Coś złośliwie łaskotało mnie po nosie. Ze względu na to, że byłem zbyt zaspany by sprawdzić co to lub kto to, więc ograniczyłem się tylko do cichego warknięcia:
- Spadaj!
Ku mojemu zdumieniu usłyszałem miauknięcie. Obrażone miauknięcie. Otworzyłem oczy i mój wzrok padł na czarnego jak skrzydła kruka kota o złotych ślepiach patrzących na mnie z niemym wyrzutem. Jego długi ogon natarczywie smyrał mnie no twarzy co wywołało głośne kichnięcie z mojej strony. Gwałtownym ruchem zgoniłem kocisko z mojego torsu i wstałem z kanapy. Rozejrzałem się jeszcze na wpół przytomny po pomieszczeniu i z każdą sekundą powracały do mnie zdarzenia z wczorajszego dnia. Wszystko było jakieś takie pomieszane.
Spotkanie z Luną.
Dziwne zachowanie Tsukiego.
Rozmowa z matką.
Znamię.
Tristan i jego mieszkanie.
Przetarłem pięścią oczy i rozejrzałem się dokładniej. Spojrzałem na zegar naścienny i uświadomiłem sobie, że jest już grubo po dziewiątej. Czyli spóźniłem się do szkoły. A co mi tam! Raz chyba mogę do niej nie pójść. Ogółem sam nawet nie wiem jak bym wytrzymał taki normalny dzień szkolny z głową pełną nienormalnych myśli. Nie. Lepiej sobie dziś odpuścić i zostać w domu... a raczej u Tristana. 
Przeciągnąłem się i leniwym krokiem udałem się do łazienki. Natknąłem się na Apolla, który lekko przygarbiony i na palcach również się do niej kierował. Gdy mnie zobaczył jego twarz pojaśniała w jego słynnym uśmiechu, a w oczach zaiskrzyły się iskierki radości. Ja również odpowiedziałem mu tym samym gestem tylko, że mniej energicznym. Takim bledszym. 
- Wyspałeś się Shima?- zapytał radośnie blondyn lustrując mnie od stóp do głów. No tak... Byłem w krótkich spodenkach i zwykłej koszulce, a Tristan był na mnie... delikatnie mówiąc NAPALONY. Przegryzłem dolną wargę , odwróciłem wzrok i bez słowa wszedłem do łazienki.Czułem, że blondyn nadal stał pod drzwiami. Na wszelki wypadek zablokowałem drzwi.
Wszedłem pod prysznic i umyłem się dokładnie. Następnie sięgnąłem po ręcznik by się wytrzeć. Gdy już to zrobiłem sięgnąłem do kosza z czystymi ubraniami (moimi) by się ubrać, lecz nagle zgasło światło. Usłyszałem nieudolnie zduszony chichot Tristana. Prychnąłem i zawołałem:
- Bardzo śmieszne! A teraz Władco Włącznika zrób tak by znów było światło! Nie mogę się ubrać!
- Ooo... to może ci pomogę, Shima-kun?
- Poradzę sobie.- wycedziłem przez zęby.- Tylko włącz to cholerne światło!
- A nie znasz słowa ,,Proszę"?
Zagotowałem się ze złości i na oślep wymacałem bokserki. Założyłem je i znów usłyszałem rozbawiony głos Apolla:
- No, dobra. Zrobimy taki układ: Ja włączam światło, a ty podasz mi moje bokserki, jasne? Zapomniałem je stamtąd wziąć, gdy odkładałem bieliznę, a  chcę się ubrać, jednak ty teraz okupujesz łazienkę i...
- Dobra, dobra! Rozumiem! Włącz to światło!
I znów stała się światłość. Rozejrzałem się i sięgnąłem do kosza z bielizną. Było tam kilka par.
- Ej, a które chcesz?- zawołałem w jego stronę wyraźnie zażenowany całą tą sytuacją. Prowokacja- to jedne z wielu określeń, aby nazwać... to co się tutaj wyprawia.
- Zielone z czarnymi pieskami!- odkrzyknął.
Poszperałem głębiej i nagle... zobaczyłem swoje białe bokserki. Z bijącym sercem rozejrzałem się za tymi zielonymi. Cholera! Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że mam je na sobie!!! Podwójne CHOLERA!!!!
- Masz je?!- dobiegł mnie ponownie jego głos. 
Chcę. Umrzeć.
* * *
- Ne, Shima-kun? Co chciałbyś zjeść na śniadanko?- wydarł mi się do ucha. Siedzieliśmy teraz w kuchni, a ja przeglądałem jakiś magazyn sportowy. O sprawie z bokserkami nie pisnąłem nawet słowem. Gwałtownie wyrwany z zamyślenia mruknąłem bez zastanowienia:
- Naleśniki.
Blondyn uśmiechnął się i szepnął mi do ucha:
- Mamy zbyt mało czasu, ale zrobię ci kanapki. 
- Czemu mówisz szeptem?- powiedziałem głośniej.
- Ćśśś...! Lucyfer się na nas patrzy! On kocha naleśniki, a jeśli zobaczy, że je robię to zaraz nam wszystkie zje.
- Lucyfer?- obejrzałem się za siebie i zobaczyłem czarnego kota siedzącego na blacie i wpatrując się we mnie swoimi złotymi ślepiami. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały ten najeżył się i syknął. Następnie zeskoczył na dół i z podniesionym ogonem majestatycznie wyszedł z kuchni. 
- Trafnie dobrałeś imię. To nie kot.- mruknąłem ze zgrozą.
Tristan zaśmiał się i nic nie powiedział. 
* * *
Po śniadaniu Tristan usiadł wygodnie w fotelu w salonie i powiedział:
- Kontaktowałeś się z bratem?
- Nie...- mruknąłem cicho wbijając się mocniej w sofę na której siedziałem. Miałem ogromne poczucie winy z tego powodu, ale jakoś nie mogłem przemóc się by się go pozbyć. Wtedy musiałbym ,,coś" zrobić, a na to jak na razie nie miałem ochoty. 
- Wiesz... ja nie wnikam co się dokładnie wtedy wydarzyło między wami, ale mimo wszystko chyba powinieneś mu powiedzieć co się z tobą dzieje, nie? 
Pokręciłem głową nic nie mówiąc i powoli obmyślając plan działania. Muszę to jakoś tak rozegrać, aby Tsuki nie zdążył mi wszystkiego wygarnąć. Jak na razie nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. 
- Pójdziemy do miasta?- zaproponował nagle blondyn.- Muszę zrobić duże zakupy. Coś ostatnio lodówka zaczęła świecić pustkami. 
Wzruszyłem ramionami i mruknąłem:
- Możemy się wybrać.
Blondyn zachwycony klasnął w dłonie i zawołał:
- Niech żyje moc zakupów!
* * * 

Od jakiś dwóch godzin łaziliśmy po centrum handlowym i zahaczaliśmy ciągle o jakiś sklep odzieżowy, bo Tristan w przypływie euforii (i gotówki) postanowił odświeżyć sobie zawartość szafy, Ja natomiast robiłem za osła, który niósł ,,nasze" zakupy. Byłem już na skraju wyczerpania. Ileż to można łazić po sklepach? Serio, nie doceniałem Tristana. 
- Może już skończymy na dziś?- jęczałem co chwilę. Miałem już powoli tego dosyć.
- Już, już! Jeszcze tylko ten sklep i zaraz kończymy!- wołał za każdym razem w odpowiedzi. 
- Shima? Jak w tym wyglądam?- Tristan wyszedł z przymierzalni w czarnej marynarce. Szczerzę mówiąc to prezentowała się na ni, całkiem nieźle.
- Ujdzie.- rzuciłem krótko, bez żadnych emocji. 
- A w tym?- zapytał po chwili. Tym razem miał na sobie eleganckie spodnie od garnituru.
- Nieźle.- odpowiedziałem znudzony.- A po co ci one? Idziesz na bal czy ślub?
- Czy trzeba mieć specjalną okazję by ładnie i elegancko się ubrać?- zawołał opryskliwie.
- Okej, okej! Tak tylko zapytałem...
 * * *

Wreszcie wróciliśmy do mieszkania Tristana. Tam od razu usiadłem na sofie i westchnąłem ciężko. Blondyn widząc moje zachowanie zaśmiał się i powiedział:
- Przyznaj, czy aż tak  było źle na tych małych zakupach? Przecież obejrzeliśmy tylko połowę tych sklepów do których ja zawsze chodzę!
- Połowę?- jęknąłem. 
Tristan zaśmiał się ponownie i odrzekł:
- Myślisz, że jak jest się mężczyzną to nie powinno się dbać o image? 
- No trzeba dbać, ale bez przesady! To było... dziwne i nawet lekko straszne.
- Oi, chyba już więcej cię nie zabiorę ze sobą na zakupy.
- Uwierz mi, jakoś nie będę z tego powodu zbyt rozpaczał. 
* * * 

Później po zjedzeniu obiadu poszliśmy razem na krótki spacer. Pogoda dopisywała. Było słonecznie i ciepło. Widać każdy mieszkaniec Tokio tak uważa, bo również postanowili wybrać na małą przechadzkę. Szliśmy rozmawiając o różnych rzeczach. Śmialiśmy się i żartowaliśmy na przemian. 
- Shima, a może wybierzemy się trochę w bardziej zaciszne miejsce? Takie bardziej intymne?- zapytał Apollo ściszonym głosem.
- Na przykład?
Tristan bez słowa pociągnął mnie w jakąś uliczkę, a później w następną i następną. Szliśmy tak w milczeniu aż wreszcie stanęliśmy na przeciw siebie. Ja byłem odwrócony plecami do ściany, a blondyn z przymrużonymi  powiekami nachylił się do mnie. Jego twarz była bardzo blisko mojej. Mój oddech przyspieszył, a w środku zacząłem ostro panikować. Znów dałem się nabrać! Jestem idiotą! Już miałem delikatnie, ale stanowczo go od siebie odsunąć, gdy nagle usłyszałem jakiś chichot. Oboje spojrzeliśmy w górę i zobaczyłem wysokiego bruneta z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Miałem dziwne wrażenie, że już go gdzieś spotkałem. Ten przyglądał się nam i cały czas chichotał. Nagle mnie olśniło! To ten sam chłopak na którego wpadłem jakiś czas temu na ulicy.  
- Ej, Tristan! Znowu próbujesz polować? Coś słabo ci idzie!- zawołał do blondyna, który złość miał bardzo wyraźnie wypisaną na twarzy. Spojrzałem na niego ponownie, a nasze spojrzenie się skrzyżowały. W jednej chwili spoważniał i spoglądał na mnie surowo.
- Zamiast szwędać się z tym dupkiem, powinieneś siedzieć w domu!- zawołał do mnie, a w jego głosie wyczułem wściekłość. 
- A co ci do tego?- odpowiedziałem zaczepnie. 
- Nawet nie jesteś świadom konsekwencji swoich czynów, Shima. Masz coś co "tamci" chcą mieć, a ty na dodatek sam nadstawiasz im karku. Radzę ci wracać do domu.- po tych słowach odszedł.
Tristan odwrócił się do mnie i złapał mnie za rękę ciągnąc do domu. Przez całą drogę próbowałem dowiedzieć się o co chodzi, ale blondyn uparcie milczał. Byłem podwójnie wściekły. I na Tristana, i na tego tam. Skąd on znał moje imię? I o co mu chodziło? Nagle przyszła mi do głowy myśl, że on może wiedzieć kim naprawdę jestem, jednak szybko ją odrzuciłem. To byłby jakiś absurd!
______________________________________________________
Jeszcze kilka słów ode mnie!
1. Jeszcze raz bardzo przepraszam za tą długą nieobecność, ale wynikło to z przyczyn, które zwyczajnie mnie przerosły.
2. Założyłam drugiego bloga, który jest dopiero w pierwszych fazach tworzenia, więc na razie nic tam się jeszcze nie pojawiło. Jednak już wkrótce będzie oficjalne otwarcie!
3. Już niedługo zacznę publikować dalsze rozdziały ,,Cel podróży"! Po prostu pogubiłam notatki z zapisanymi chapterami i nie mogę ich znaleźć! Ale bez obaw- akcja poszukiwacza jest w drodze!
4. Umm... no co tam jeszcze... aha! Jeszcze dodam, że ma nowe opowiadanko, ale zacznę je wydawać dopiero po 10. rozdziale tego opka, że był jakiś tam odstęp itd.itp.
Tak, więc to by było na tyle!
Dziękuję za cierpliwość!
Kaomi :*

poniedziałek, 16 lutego 2015

Info#4: Krótkie cięcie~!

No hejka~!!!
Szczerze? W tej chwili mam informatykę xD I na plus postanowiłam Wam wyjaśnić moją dość długą nieobecność. Mianowicie skończyły mi się już ferie i na dodatek mam już masę roboty. Ogółem coś mi się stało z lapkiem, ale to taki szczegół ( od czego są komputery w szkole, nie? >~<)
Mam nadzieję, że szybko o Was wrócę i wgl.. ;)
Kaomi :*

sobota, 7 lutego 2015

,,Świat ma dziwne poczucie humoru" #7- Powrót do przeszłości...

Siemaa~neeczko~!!!
Jak obiecałam to macie! Rozdzialik lekko sentymentalny, ale mam nadzieję, że nie będzie to zbytnio Wam przeszkadzać. Ja jakoś nie przepadam zbytnio nad nadmiarem uczuć i wgl dziwna jestem... >.<
Jeszcze dodam, że ten post miał być wczoraj, ale z braku weny, czasu i pewnych środków nie było to możliwe. Wybaczcie~! ;_____;
Hmm... no to zapraszam do czytania i komentowania~!
P.S: Mam dziś troszkę lepszy humorek, bo moja beta wreszcie wróciła do domku i niedługo wznowimy współpracę( nad horrorkiem dla mojego Pyszczunia też xD).

~koniec~
  Leżałem na swoim łóżku głową w dół, a gorzkie łzy spływały mi po twarzy. Wciąż nie mogłem otrząsnąć się z szoku po ostatnich wydarzeniach. Czułem się okropnie...

****
~Cześć, synku...- odezwał się dobrze mi znany głos w słuchawce. Odruchowo wstrzymałem oddech nie mogąc pojąć co się dzieje. W mojej głowie w jednej sekundzie zapanował chaos, a ja nie mogłem go opanować. Te dwa słowa, te dwa niepozorne słowa zdołały w jednej chwili wyprowadzić mnie z równowagi. Byłem na swój sposób rozdarty między ogromną radością, a bezgraniczną nienawiścią. 
~Co się stało, Shima?- zapytała lekko zdziwiona moja matka.- Nie cieszysz się, że mnie słyszysz? 
Ja jednak uparcie milczałem próbując powstrzymać wybuch złości. Nie mogłem nawet myśleć o tym co ona robiła przez te wszystkie lata, gdy ja wędrowałem po świecie jak jakiś... tramp. Jak jakiś niechciany bachor. Zamrugałem szybko oczami by powstrzymać piekące mnie łzy, które zaczęły napływać z powodu tych wszystkich emocji. Po kilku minutach ciszy po obu stronach odezwałem się:
~Czy ty chociaż przez te wszystkie lata...- głos ugrzązł mi w gardle.- ... chociaż raz pomyślałaś o mnie i o tym... jak się czuję...?- dokończyłem chrapliwie. Mój oddech był ciężki i urywany. Jak ona mogła? Tak po prostu po kilku latach milczenia pewnego dnia zadzwonić do mnie i pytać co się dzieje? W ogóle co ją to jeszcze obchodzi? Mimo, że nadal ją kocham to czuję do niej pewien rodzaj żalu. Zostawiła mnie. Zostawiła mnie, bo za bardzo jej przeszkadzałem. A ja byłem za młody i zbyt bezbronny by się temu sprzeciwić. Nie miałem nawet czasu by się pożegnać czy nawet porządnie spakować. Nic nie mogłem. Jedynie patrzeć i słuchać. 
~ Shima... to nie tak, że cię zostawiłam na pastwę losu, bo tak mi się podobało...- mówiła tak jakby czytała w moich myślach-... Ja po prostu nie miałam zbytniego wyboru. Życie albo śmierć. 
Życie albo śmierć. Jak to okrutnie brzmiało, a zarazem tak jakoś melodyjnie. Wręcz paradoksalnie. Wciągnąłem powietrze ze świstem i powiedziałem:
~I niby postawiono ci takie ultimatum? Dlaczego ktoś groził ci śmiercią?
Tym razem to ona milczała przez dłuższy czas. Byłem ciekaw jaką to wymówkę dla mnie teraz wymyśla. 
- To nie mnie grożono śmiercią, ale tobie. Musiałam cię jakoś uratować i jedynym wyjściem była: ucieczka. Jak wiesz Idylla to dość małe państwo w naszym świecie, a w innych także szybko by cię znaleźli. Jedynym sposobem na kupienie ci trochę czasu było... przeprowadzka do świata śmiertelników. Nie mogłam wyjawić ci zbyt wiele wtedy, ale teraz odpowiem na wszystkie twoje pytania. Wiem, że mam już znamię. I od tego może zaczniemy, co?- jej głos przybrał łagodny ton, wręcz radosny.
Prychnąłem w odpowiedzi. I to ma być wszystko? Całe wyjaśnienie? Odpowiem na wszystkie twoje pytania? Serio? Ona chyba nie zdaje sobie sprawy, że lekko się spóźniła. Wiem już wystarczająco dużo i dowiem się jeszcze więcej. 
Dopiero teraz zorientowałem się, że ostatnią myśl wypowiedziałem na głos.
- Kto? Kto ci ,,to" wszystko powiedział? I jak dużo wiesz?- głos matki był teraz twardy i lodowaty. 
- To nie twoja sprawa!- zawołałem zuchwało.- Nie kupisz mnie swoimi następnymi kłamstwami! Przestałem ci już w ogóle ufać!- po tych słowach rozłączyłem się i rzuciwszy telefon na biurko to samo zrobiłem ze sobą i położyłem się gwałtownie na łóżko.
****
Bolało. Bardzo bolało. Nie chciałem tego tak rozegrać. Popełniłem błąd i to kolosalny. Miałem okazję dowiedzenia się czegoś konkretnego, ale moja złość przyćmiła mi ten cel. Byłem w kropce. Nawet nie mam szczególnej pewności czy Luna mówi mi wszystko, czy przypadkiem czegoś przede mną nie ukrywa. 
Przewróciłem się na plecy i pogrążyłem się całkowitej apatii.
Nie wiem nawet ile czasu upłynęło, gdy wreszcie Tsuki zaczął dobijać się do drzwi z prośbą bym otworzył.
Wreszcie podniosłem się ociężale i podszedłem powolnym krokiem do drzwi. Otworzyłem je na oścież i mój brat prawie na mnie nie wpadł. Zwinnie wyminąłem go w milczeniu i poszedłem do kuchni. Tam otworzyłem lodówkę i wyjąłem kanapkę. Ugryzłem kęs, ale jakoś nie mogłem zmusić się by go przełknąć. Wydawało mi się, że mam w ustach kawałek drewna. Stałem tak w całkowitym bezruchu i powoli próbowałem jakoś dojść do siebie. Następnie usłyszałem energiczne kroki Tsukiego, który poszedł za mną. Zauważywszy mój tragiczny stan, podszedł do mnie cicho i uścisnąć od tyłu delikatnie. Ja natomiast nadal stałem jak sparaliżowany i niezdolny do jakiegokolwiek ruchu czy też gestu. 
W końcu zdołałem jakoś odwrócić się do niego i gdy spojrzałem w jego oczy to coś we mnie pękło. Tak: pękło i rozlało się po całym moim ciele. W oczach Tsukiego była troska przepełniona współczuciem. To coś czego nie ciepię od kiedy moja matka postanowiła wysłać mnie w świat. Zawsze gdy z kimś mieszkałem w jego oczach dostrzegałem współczucie. Ludziom było mnie żal. Litowali się nade mną. Z dnia na dzień starałem się jakoś od tego izolować i nawet mi to wychodziło. Do czasu mojej przeprowadzki do Tokio. Tutaj już nie mogłem udawać odludka. Brat zacząłby się martwić i dociekać przyczyny mojego zachowania, a ja jakoś nie jestem rozmowny w tym temacie. Wolałem zostawić to jako zamknięty na zawsze rozdział swojego nędznego życia. Nie udało się. Gdy tylko spostrzegłem ten wzrok, który czułem na sobie przez tyle zmarnowanych lat, poczułem coś w rodzaju nienawiści zmieszaną z bezradnością. 
Spojrzałem ze złością na brata i wyrwałem się z jego objęć. Poszedłem do przedpokoju i ubrałem się do wyjścia. Gdy wychodziłem, znów poczułem palące mnie łzy, który spływa mi do gardła. Przełknąłem je głośno i szybkim ruchem zatrzasnąłem za sobą drzwi i zbiegłem na dół. 
Biegłem przed siebie. Był już wieczór. Dość późno jak na jakąś spokojną przechadzkę po okolicy. Parę lamp słabo oświetlało ulicę, którą szedłem. Nawet nie wiedziałem gdzie idę. Kierowałem się tylko instynktem i doprowadził mnie do... mieszkania Tristana. 
Stałem tak pod jego drzwiami i nie wiedziałem co zrobić. 
Wreszcie zdobyłem się na odwagę i zapukałem do drzwi. Po chwili usłyszałem zgrzyt klucza, który otwierał drzwi i sekundę później ukazała się w nich postać Tristana. Był w całkowitym nieładzie. Miał na sobie wyciągnięty T-shirt i stare spodnie od dresu. Na stopach plastikowe klapki. Włosy były jak blond tornado,  a oczy jakby lekko zaspane. Spoglądał na mnie zdziwiony, ale z pewną dozą radości. Przełknąłem nerwowo ślinę i rzekłem:
- Hej... Mogę u ciebie przenocować?
****
 Mieszkanie Tristana było dosyć skromne, ale panował tutaj dość znośny porządek. Dwa pokoje, łazienka i mała kuchnia. Nic nadzwyczajnego, ale czułem się tu dość przytulnie. W powietrzu unosił się słodki zapach wanilii. Ściany w pierwszym pokoju- salonie, były koloru czerwonego wina. Meble były kolorystycznie dobrane, a duże okna bez zasłon pokazywały w oddali piękną panoramę miasta. Rozejrzałem się niepewnie. Na stole stały różne naczynia i jakieś bzdety. Dość sporej wielkości telewizor wisiał na ścianie i w jego ciemnym odbiciu mogłem ukradkowo się przejrzeć. Blondyn kazał mi się rozgościć i poszedł po pościel dla mnie. W czasie gdy on był zajęty ja myślałem o swojej beznadziejnej sytuacji. Pierwsze co mi przeszło przez głowę był Tsuki. Przecież on zawału dostanie jak nie wrócę na noc do domu! Z drugiej strony na pewno rozmawiał z matką i pewnie jest teraz zły, że tak się z nią pokłóciłem. Następnie pomyślałem o Tristanie. Mimo, że zapewniał mnie, że całkowicie nie sprawiam mu kłopotu to i tak czułem się okropnie wobec niego. Zachowuję się jak jakiś snobek, który tylko jak jest jakiś kłopot to leci do pierwszego lepszego frajera i prosi go o pomoc, a następnego dnia ma go gdzieś. Westchnąłem ciężko i czułem jak dopada mnie ogromne zmęczenie. Moim jedynym marzeniem było tylko znaleźć się w łóżku i zasnąć snem wiecznym, by nie doświadczać tych wszystkich trosk jakie szykuje dla mnie życie. 
Chwilę później pojawił się Trsitan i zaczął przygotowywać mi posłanie na kanapie cały czas gadając o tym jak się cieszy, że wreszcie się pogodziliśmy, bo przez ostanie kilka dni miał wrażenie, że jestem na niego zły czy coś w tym stylu. Potakiwałem za każdym razem i jednocześnie walczyłem z ogromną falą zmęczenia. Blondyn widząc mój stan od razu gdy skończył, wycofał się do swojego pokoju. Na odchodnym powiedział:
- W łazience na pralce zostawiłem ci coś do spania i ubrania na jutro. Jakbyś miał z czymś problem to wołaj.- ostatnie zdanie wypowiedział z dwuznacznym uśmieszkiem. Taa... napewno posłucham twojej rady.
Podziękowałem cicho i poszedłem do łazienki. Ku mojemu zaskoczeniu była ona cała czarna, nie licząc muszli klozetowej, umywalki, pralki i prysznica, które były koloru śnieżnobiałego. Zdjąłem swoje ciuchy i walnąłem je gdzieś w kąt. Następnie wszedłem do kabiny i odkręciłem ciepły strumień. Woda przyjemnie spływała mi po plecach, a ja miałem wrażenie jakby zmywała ze sobą wszystkie moje uczucia i wydarzenia z ostatnich kilku dni. 
Gdy już się umyłem, wytarwszy się do sucha, ubrałem się w starą, czarną  koszulkę z logo Jimmy Eat World i szare gimnastyczne spodenki. Zebrałem swoje ubranie i ułożyłem je w kostkę na pralce. Później przemknąłem na boso do salonu i ułożywszy się wygodnie zgasiłem światło i od razu zasnąłem.
______________________________________________________
 No hejka~! Wybaczcie, że tak krótko, ale boli mnie głowa, więc nie chciałam już na siłę przedłużać. Ogółem na tylko nadzieję, że się podobało i liczę na pozytywne komentarze( ogółem liczę na jakiekolwiek komentarze!!!).

Kaomi :*


czwartek, 5 lutego 2015

,,Świat ma dziwne poczucie humoru" #6- Rozpoczęcie niebezpiecznej gry...

Ohayou..... * paczy na datę ostatniej notki i nie może wyjść z podziwu*
Jakim cholernym cudem ja przez całe dwa tygodnie nic tutaj nie dodałam?!! No to ja Wam zaraz wyjaśnię czemu zwiałam na pół miecha.
Otóż może mi nie uwierzycie, ale przez te -okropne- dwa tygodnie miałam aż 5-6 sprawdzianów! Dosłownie!
Pon: Biologia i polski ( lektura), & ( kartkówka z fizyki)
Wt: Niemiecki(!!!) & muzyka ( też kartkówka, a raczej mini-sprawdzian),
Śr: Historia & i tu wolne xD
Czw: Matematyka ( praktyki z Czarnej magii- normalka xD)& wolne :D
Pt: Chemia... z którą radzę sobie "całkiem dobrze" & wolne.
Tak, więc wyglądają moje dwa ostanie tygodnie przed feriami. Psorzy dosłownie powariowali i wciskali nam na łeb na szyję tyle sprawdzianów, że to powinno się zgłosić do Ministerstwa Oświaty ( czy jak tam to się zwie xD).
Yghrrr... dobra, wyładowałam swoją złość na biednym Shimie, bo akurat weny miałam aż za nadto, więc nie wystraszcie się jak tam dojdzie to jakiś "poważnych scen". Próbowałam to jakoś załagodzić, ale wiecie... takie życie....
Tak więc ja zapraszam na nowy rozdział i bardzo, bardzo Was przepraszam za taką MEGA obsuwę, ale sami widzicie, że nie miałam nawet czasu by wejść na komputer dla własnej przyjemności... :c
Enjoy~!
~koniec nudzenia~

 Stałem w tej łazience nadal nie pojmując o co tutaj tak dokładnie chodzi. Tsuki nie udzielił mi żadnych konkretnych wyjaśnień, a ja jako wielki fan literatury fantasy i do tego mag (No i sam jesteś jak z jakiejś taniej opowieści fantasy xD dop.Kaomi), wyobrażałem sobie najczarniejsze scenariusze dotyczące mojego tajemniczego znamienia. Wyszedłem z toalety i skierowałem się do salonu gdzie brat rozmawiał ściszonym, ale lekko poddenerwowanym głosem. Nie mogłem zrozumieć o czym mówił, ale udało mi się wychwycić jakieś pojedyncze słowa. ,, Przyjedź", ,, znamię" ,, miałaś rację"- po tym ostatnim mogłem śmiało stwierdzić, że rozmawia z kobietą. Może ze swoją dziewczyną? Wstrzymałem oddech i w ukryciu próbowałem wykminić o co chodzi. Po kilku minutach brat rozłączył się i skierował się do swojego pokoju. Ja z kompletnym mętlikiem w głowie poszedłem do swojego. Rzuciłem się ociężale na łóżko, przedtem dokładnie zamykając za sobą drzwi, i leżałem tak bez ruchu. Myślałem o tym jak to dobrze by było gdyby była tutaj moja matka. Ona na pewno wiedziałaby co zrobić w takiej sytuacji. Westchnąłem cicho, uświadamiając sobie jak bardzo mi jej brakuje. 
Wtem zadzwoniła moja komórka. Spojrzałem na wyświetlacz i westchnąłem ponownie. Tristan- ten to wie kiedy zadzwonić i po co. Odrzuciłem połączenie i rzuciłem aparatem gdzieś w kąt. Jednak znów usłyszałem dobiegającą z niego melodię. Zignorowałem. Potem znowu, znowu i znowu... Wściekły zerwałem się z posłania i poszedłem po telefon. Odebrałem tym razem i warknąłem:
- Czego?!
W odpowiedzi usłyszałem dziewczęcy chichot. Zamarłem. Skąd ja znam ten głos?
- To tak odzywasz się do ludzi, gdy do ciebie dzwonią z przyjacielską radą?- odezwała się ów dziewczyna. Zmarszczyłem brwi i powiedziałem już spokojniejszym tonem, ale stanowczym:
- Jeśli mogę wiedzieć: Kim jesteś i skąd masz mój numer?
- Kyaa... Skąd ja wiedziałam, że oto zapytasz? Skoro już na prawdę chcesz wiedzieć....- zrobiła efektowną pauzę-... to ja Eloise! Przyznaj, że się tego nie spodziewałeś!
Tym razem to zdębiałem do końca. Eloise? Ta sama Eloise Yagami, która wyglądała jak posąg przybierając swoją pokerową twarz? Nawet mi przez głowę nie przeszło, że ona umiałaby się uśmiechać! 
- Ymmm... No muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś! O co chodzi?- zapytałem zaciekawiony. Byłem naprawdę ciekaw czego ona może ode mnie chcieć.
- Huh? Jaa... nic ,a nic od ciebie nie chcę! A raczej chcę tylko nie w tym znaczeniu. Ogółem to nie jest temat na rozmowę przez telefon. Może chciałbyś się spotkać ze mną w uroczej kawiarence ,,Anteiku"* przy ulicy...
- Tak, tak znam ją! Nie musisz mi tłumaczyć!- byłem nieźle poirytowany. Ta cała rozmowa zaczęła mi działać na nerwy. Chce coś, nie chce! I jeszcze odnosi się do mnie jak do jakiegoś szczeniaka! 
I znów usłyszałem jej wdzięczny chichot. Prychnąłem. 
- No o co ci chodzi, Shima-kun? Stało się coś?- zapytała, a w jej głosie usłyszałem rozbawienie. 
- O nic. Zupełnie o nic. O której mamy się spotkać?- zmieniłem szybko temat. Wolałem nie roztrząsać tematu. Ostatnio zaufałem zbyt dużej liczbie osób, a Eloise nie wzbudzała jakoś mojego zaufania. 
- Um, pasuje ci tak... za godzinę? Mam parę spraw do załatwienia, więc na wcześniej się nie wyrobię. Na dodatek mogę się trochę spóźnić.
Zgodziłem się i następnie zakończyłem rozmowę. Później zszedłem na dół do kuchni i otworzyłem lodówkę. Nawet nie zauważyłem jaki byłem głodny. Zrobiłem sobie kanapkę z serem.
Gdy już zjadłem spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze sporo czasu. Poszedłem do siebie i włączyłem komputer. Oczywiście wszedłem na chat.
Saidoku: Ohayou~!
Hoshi: Ohayou, ohayou~!!! Co tam?
Saidoku: Um, różnie, że tak to ujmę. A u ciebie? Sami jesteśmy?
Hoshi: Nom, Tachi-san jest ostatnio bardzo zajęty pracą, więc nie ma nawet czasu by z nami pogadać. U mnie także bywa różnie. Kiedy się w końcu zobaczymy?
Saidoku: No, już przecież ci mówiłem, że może poczekajmy z tym jak będziemy wszyscy razem, ok? Źle bym się z tym czuł gdybyśmy omawiali tak ważne sprawy bez Tachi'ego-san.
Hoshi: Ale ty zawsze uciekasz! Ostatnio byliśmy w komplecie to zaraz się ulotniłeś! To niesprawiedliwe Sai!
 Westchnąłem ciężko. Miała rację- uciekałem. Szczerze mówiąc to bałem się tego całego spotkania. Jako anonimy jesteśmy bezpieczni i czyści. Nie patrzymy na siebie pod kątem fizycznym, ale charakterów. Boję się, że gdy ich zobaczę zburzę wszystkie swoje oczekiwania i nadzieję, że mogę przestać mieć ochotę na naszą dalszą znajomość. Pokręciłem głową. Nie, to nie tak musi wyglądać. Znamy się dosyć długo i bez względu na to czego doświadczę postaram się ich zaakceptować. 
 Saidoku: Masz rację. Wybacz. Ja po prostu nie mogę się pogodzić z tym, że kiedyś mogę Was tak minąć na ulicy i w ogóle. To dość trudne do przyswojenia. 
 Hoshi: Wybacz. 
Saidoku: O co ci chodzi? 
Hoshi: Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. W ogóle nie przejęłam się tym jak Wy możecie się z tym czuć.... Jestem okropna... -.-""
Saidoku: Nie mów tak! To nieprawda! Ja również nie zdałem sobie sprawy z tego, że Tobie i Tachi'emu-san może na tym tak bardzo zależeć! 
 Tachi-san: Hoho~! Czemu mnie obgadujecie? O co tutaj chodzi? Jak tak czytam to wszystko to przypominacie mi młode małżeństwo i ich pierwszą kłótnię po której natychmiast się godzą. 
 Hoshi: Tachi-san, Ohayou!!!
 Saidoku: Małżeństwo? Ja i Hoshi? Żartujesz. A tak w ogóle, to witaj!
Tachi-san: Ohayou! A co w tym złego? Może akurat los Was tak pokieruje, że spotkacie się na ślubnym kobiercu. Nigdy nic niewiadmo, Sai.
Hoshi: Kyaa..! To by było super~! Taki ślub "w ciemno", co?
Tachi-san: A czemu akurat "w ciemno"?
Saidoku: Hoshi chodzi o to, że jeszcze nie ustaliliśmy daty naszego spotkania i w ogóle. 
Hoshi: Właśnie, właśnie~! To jak?
Tachi-san: Teraz zbliża się sporo przerw u mnie w pracy, więc prawie każdy dzień mi odpowiada. Decyzję powierzam Wam, kochani!
Saidoku: Może tak w następny weekend? 
Hoshi: Odpada. Mam wtedy występ. Gram na wiolonczeli i nasz zespół będzie grał właśnie swój pierwszy występ. Może... W przyszły czwartek?
Tachi-san: Mi pasuje, a tobie Sai?
Saidoku: Zależy na którą godzinę. 
 Akurat w tym momencie spojrzałem na zegarek. Cholera! Miałem tylko niecałe 20 minut na przygotowanie się i dotarcie na miejsce spotkania! Szybko odpisałem im aby sami ustali datę i wylogowałem się. Wyłączyłem komputer i poszedł do łazienki umyć zęby. Następnie stanąłem przed otwartą szafą i panikowałem jakbym szedł na pierwszą randkę. W pewnym sensie można to tak uznać. Dla niewtajemniczonych to na pewno będzie tak wyglądać. Potrząsnąłem głową i założyłem tylko białe, wytarte dżinsy i czarną koszulkę z logo Nirvany. Przejrzałem się w lustrze i pokiwałem z uznaniem głową. Wyglądałem całkiem nieźle. Ubrałem szybko stare trampki i wyszedłem z mieszkania. Wychodząc z klatki wysłałem tylko Tsukiemu esemesa, że wyszedłem, bo w całym tym zamieszaniu zapomniałem go o tym powiadomić. Odpisał mi tylko:,, Spoko. Zadzwoń do mnie jak będziesz wracał. Uważaj na siebie i... udanej randki." Wypuściłem powietrze ze świstem i przyspieszyłem. W końcu zacząłem biec i w około 10 minut byłem już na miejscu. 
Wszedłem do małej i cichej kawiarenki urządzonej dość skromnie. Ściany były koloru kremowego, a meble dawały ładny kontrast swoim ciemnym odcieniem. Na ścianach wisiało kilka obrazów, a w kącie stała duża i okazała palma, która częściowo zasłaniała stojący obok niej stolik. Wybrałam właśnie ten kąt i usiadłem przy nim czekając na Eloise. Po kilku minutach podeszła do mnie niska kelnerka o ciemnych, kręconych włosach i zielonych oczach. Odprawiłem ją i nadal cierpliwie spoglądałem na zegarek wiszący na ścianie naprzeciwko. Minęło 10 minut, później 20, a następnie minęła mi cała godzina. Zrezygnowany i pełny złości podnosiłem się z miejsca, gdy nagle do pomieszczenia szybkim i zdecydowanym ruchem weszła Eloise. Zacisnąłem dłonie w pięści i już otwierałem usta by zrugać ją za to ,,spóźnienie", gdy ona przewidując co się święci uprzedziła mnie wylewając prawdziwy potok słów przeplatanych z przeprosinami:
- Wybacz mi Shima-kun! Nie sądziłam, że to tak długo mi zejdzie, ale mogłam cię o tym uprzedzić. Nie pomyślałam, wybacz! Na dodatek, gdy chciałam właśnie do ciebie zadzwonić, by odwołać nasze spotkanie to okazało się, że rozładowała mi się komórka! - wyciągnęła z kieszeni spodni swój telefon na dowód- A na dodatek zaczepiła mnie sąsiadka i musiałam iść z nią po sukienkę, którą uszyła mojej mamie, bo wiesz ona jest krawcową i szyje różne rzeczy na zamówienie i w ogóle tak mi się to długo zeszło, że nawet nie zauważyłam! Przepraszam!- jęknęła żałośnie i pochyliła głowę w geście najszczerszej skruchy. Ja natomiast powoli przetrawiałem jej słowa, bo mówiła tak szybko, że nie mogłem za nią nadążyć. Po kilku sekundach położyłem jej dłoń na ramieniu i powiedziałem:
- Nic nie szkodzi. Los czasem płata na figle.
Ona natychmiast wyprostowała się i uśmiechnięta na całą szerokość twarzy, tanecznym krokiem skierowała się do stolika przy którym siedziałem wcześniej. Gdy już usiedliśmy kelnerka od razu do nas podeszła i złożyliśmy zamówienie. Eloise wzięła białą herbatę i kawałek szarlotki, a ja gorącą czekoladę i ciasto czekoladowe. W czasie oczekiwania na nasze zamówienie Eloise zaczęła objaśniać mi cel naszego spotkania:
- Wiesz, Shima-kun.... Na świcie dzieją się różne rzeczy, ale nigdy nie są spowodowane przez jakiejkolwiek przyczyny, prawda?
Jej wzrok był tak przenikliwy, że nie mogłem go dłużej wytrzymać. Próbowałem skupić swoją uwagę na czymś innym i wtedy spostrzegłem małą plamkę na jej nadgarstku. 
- Co to?- spytałem Eloise, która szybkim ruchem obciągnęła rękawy w dół by zasłonić tamto miejsce i powiedziała:
- Najpierw odpowiedz na moje pytanie, a ja później udzielę odpowiedzi na twoje, dobra?
Skinąłem głową i powiedziałem najszczerzej jak potrafiłem:
- Tak, to prawda. Na świecie nie istnieje coś takiego jak... magia na przykład albo czary czy też zwykły przypadek.
Reakcja Eloise była zadziwiająca. Śmiała się. Tak po prostu się śmiała. Patrzyłem na nią pełen zdumienia. 
- O co ci chodzi? Przecież chciałaś abym opowiedział na twoje pytanie, wiec to zrobiłem. Teraz twoja kolej.- powiedziałem lekko rozzłoszczony.
Gdy już otarła łzy, które zdążyły nagromadzić się w  kącikach jej kocich oczu, rzekła:
- Wybacz mi za tamto, ale twoja odpowiedź mnie bardzo rozbawiła, wiesz? Wcześniej gdy przyszłam powiedziałeś: ,,Los czasem płata figle", a teraz zaprzeczasz, że istniej coś takiego jak zarządzenie losu, czary, czy też...- zrobiła małą pauzę-... magia. Po tym mogę śmiało stwierdzić, że tak długo już przebywasz w świecie śmiertelników, że w ogóle nie zważasz na to co mówisz. Radzę ci uważać.
Wstrzymałem oddech. "W świecie śmiertelników"? Kim ona jest, że mówi o tym z taki spokojem i w ogóle co ona chce mi przez to przekazać? Nagle zauważyłem, że zaczynam drżeć. Spoglądałem w hipnotyzujące oczy Eloise i nagle uświadomiłem sobie kim ona jest. Wziąłem głęboki oddech i rzekłem:
- Jesteś czarownicą, prawda? A ta ,,plamka" na twoim nadgarstku to znamię. Zgadłem, nie?
Ona uśmiechnęła się szerzej co dało jej lekko psychopatyczny wygląd i powiedziała innym głosem, pełnym mocy:
- Zgadza się. Jak na to wpadłeś? Miałam nadzieję, że dłużej ci to zejdzie, ale widocznie cię nie doceniłam, wybacz.
- Czego ode mnie oczekujesz?- zapytałem gniewnie.
Tym razem jej twarz przybrała poważny wyraz, a jej głos był spokojny, ale stanowczy:
- Wiem, że masz znamię.- palcem pokazała na mój brzuch i na swoje ramię.- I wiem, że nadal ukrywają przed tobą prawdę. 
- S-skąd ty..?- wyjąkałem. Nie spodziewałem się tego po niej. Mimo, że jest czarownicą to na pewno nie dowiedziała się o ,,tym" od tak po prostu. Kryształowe kule to zwykłe bajki dla dzieci. Czarownice posługują się.... sam nie wiem czym. Jakoś nieszczególnie się tym interesuję, wiec nie wiem.
- Mam swoje źródła. Powinieneś bardzo na siebie uważać, Shima-kun. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie gotowe by cię złapać i... unicestwić.- ostatnie słowo podkreśliła zaciśnięciem dłoni w pięść tak, że strzeliły jej kostki. 
- Powiedz mi jedną rzecz: Po co to właściwie robisz? Ja jestem magiem, a ty czarownicą. Od wieków toczymy boje o różne rzeczy. To chyba trochę dziwne, że próbujesz mnie ostrzec.
- Ty chyba na prawdę nie zdajesz sobie sprawy co się wokół ciebie dzieje! Nawet nie jesteś świadom tego jak dużo zależy teraz od tego abyś żył. Nie możemy teraz pozwolić sobie na jakieś głupie wojny w obliczu takiego zagrożenia!- jej głos był przepełniony irytacją i gniewem. Oczy iskrzyły się złowrogo, a usta były wykrzywione w paskudnym grymasie.
- Nie obraziłbym się gdybyś od razu mi powiedziała o co tutaj dokładnie chodzi. Mój brat zachowuje się bardzo dziwnie odkąd pokazałem mu to znamię. Nic z tego nie pojmuję i liczę, że może ty spróbujesz mi to wyjaśnić.- tym razem to ja gotowałem się z gniewu i bezradności jaka mnie otaczała.
Eloise znów przybrała spokojny wyraz twarzy i rzekła bezbarwnym głosem:
- Dobrze. Jest tylko jeden warunek: Musisz uwierzyć we wszystko co mówię i mi zaufać. 
Zgodziłem się, a ona zaczęła mówić dalej:
- Najpierw wyjawię ci moje prawdziwe imię, ale zastrzegam, że możesz go używać tylko wtedy gdy jesteśmy sami lub otaczają nas nasi najbardziej zaufani ludzie, jasne?- znów pokiwałem głową.- Tak naprawdę nazywam się Luna. Zapewne już skądś kojarzysz to imię, prawda?- uśmiechnęła się lekko.- Pamiętasz jak opowiadałeś mi o tym swoim koszmarze? Od razu spostrzegłam z kim mam doczynienia i tak właśnie trafiłam na twój trop. Jesteś największym idiotą jakiego widział ten świat. Masz w ogóle szczęście, że to byłam ja, a nie ktoś z Łowców, bo inaczej sprawy potoczyłyby się w zupełnie inną stronę...
- Zaraz, zaraz! Jacy ,,Łowcy"?- przerwałem jej.- I dlaczego na mnie polują?
- Shima, czy ty w ogóle coś pamiętasz z tych lat kiedy mieszkałeś w Idylli? Nie pamiętasz tych strasznych historyjek, które opowiadało się dzieciom, które były nieposłuszne? Łowcy to przecież prywatny oddział króla, który zajmuje się całą "brudną robotą". Ja jak była dzieckiem osobiście mogłam doświadczyć ich brutalności...- w tym momencie na sekundę zaszkliły jej się oczy.-... i wielkiej mocy. Są bezwzględni i nie znają granic. Nie spoczną póki nie wypełnią do końca rozkazów swojego władcy. Akurat teraz przebywają w Tokio. Szukają cię.
Jakaś wielka gula utknęła mi gardle blokując dopływ powietrza. Łowcy mnie szukają? Dlaczego? Przecież nie popełniłem żadnego przestępstwa!
- Na pewno chcesz tego dalej słuchać? Możemy obgadać to kiedy indziej, bo widzę, że już nieznacznie pobladłeś...
-Nie!- powiedziałem szybko- Musisz mi powiedzieć wszystko lub najwięcej jak możesz! To nie może dłużej zwlekać.
Luna, bo tak teraz wolałem ją nazywać, skinęła głową na znaj zgody i ponownie zabrała głos:
- Tak, więc gdy już wiedziałam mniej więcej o co chodzi zaczęłam dokładniej się tobie przyglądać. Dość szybko spostrzegłam, ze nie jesteś śmiertelnikiem. Ten sen, te znamię- to bardzo dużo dało mi do myślenia. Na początku miałam nadzieję, że jesteś może czarownikiem, ale jednak szybko pozbyłam się wątpliwości. Później próbowałam znaleźć sposób jak się do ciebie dostać. Oczywiście rozmowa na chat'cie nie wchodziła w grę, więc postanowiłam, że zapiszę się do twojej szkoły, ale nie do klasy, bo to by było zbyt oczywiste i szybko by mnie wykryto. Obserwowałam cię przez kilka dni, aż wreszcie na siebie wpadliśmy w szkole. Wtedy postanowiłam dać ci jakiś sygnał. Nie było łatwo, bo uczennica z równoległej klasy nie mogła tak po prostu sobie wejść do waszej sali i szperać ci po rzeczach. Dlatego poprosiłam którąś z moich zaufanych koleżanek ze szkoły, aby podrzuciła ci ten liścik. Prawda, że sprytne?- tutaj zrobiła przerwę oczekując ode mnie owacji, jednak ja byłem bardziej zły niż zachwycony- Ogółem jak na razie żaden z Łowców nie kręci się wokół ciebie, więc masz na razie spokój, ale to tylko kwestia czasu gdy cię już namierzą i wtedy nie będzie przyjemnie. 
- Myślisz, że już to zrobili?- zapytałem drżącym głosem.
Luna zamyśliła się na chwilę i po dłuższej pauzie rzekła cicho:
- Niewykluczone, że mają cię w kręgu podejrzanych. Trochę rzucasz się w oczy, ale bez obaw. W Tokio mieszka tyle dezerterów, że minie jeszcze trochę czasu zanim wreszcie się do ciebie dobiorą. Najpierw sprawdzają te najbardziej oczywiste dla nich przypadki. W przepowiedni nic nie wspomnieli o wieku, więc...
- Jakiej przepowiedni? Jest jakaś przepowiednia?- przerwałem jej któryś raz z kolei, ale cóż poradzić.
Luna delikatnie uderzyła się w czoło wnętrzem dłoni i powiedziała:
- Ach, całkiem bym zapomniała ci o tym powiedzieć! Oczywiście, że jest jakaś przepowiednia! O tym porozmawiamy innym razem, bo to dość długi temat i w ogóle. Nie martw się! Obiecuję, że wytłumaczę ci to najlepiej jak potrafię, więc szybko ogarniesz o co chodzi!
 Spoglądałem na nią z pewnym zwątpieniem. Sam do końca nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie dość, że Łowcy na mnie polują, to jeszcze jest jakaś przepowiednia, która na pewno nie wróży mi nic dobrego. 
- Dobra, wracając do tematu to jak już wspomniałam to szukają najpierw tych co najbardziej pasują do opisu. Ogółem nie musimy się zbytnio jeszcze tak tym martwić, ale mimo wszystko zachowajmy czujność, ok?- Luna spojrzała na mnie z jak największą uwagą na jaką ją było stać.
- Oczywiście... tylko co dalej?- spytałem.- A co będzie z moją rodziną, przyjaciółmi? Skoro już uda im się jakoś dojść do mnie to na pewno też do ludzi z mojego otoczenia! Oni są najbardziej zagrożeni!- wołałem cały rozgorączkowany.
- Spokojnie. Mamy jeszcze czas by dokładnie obmyślić plan działania. Najpierw musisz dowiedzieć się na czym dokładnie stoisz. Ja nie mogę udzielić ci odpowiedzi  na wszystkie twoje pytania, ale to na pewno może.- poszperała w swojej torebce i wyciągnęła z niej małą, ale dosyć grubą książeczkę w czarnej, skórzanej oprawie i podała mi ją. Na okładce nie było tytułu ani autora i na dodatek emanowała jakimś dziwnym blaskiem. Spojrzałem na nią z niedowierzeniem. Udało jej się przemycić do świata ludzi księgę z Idylii! To było niezgodne z prawem i uważane za propagowanie wśród śmiertelników informacji o naszym świecie. Po chwili uświadomiłem sobie jedną rzecz i chwilę później moje szczęście przemieniło się we wściekłość.
- Jak możesz! Twierdzisz, że mi pomagasz, a mimo to chcesz mnie wydać! I po co mi to wszystko mówiłaś? Chciałaś mnie uświadomić o tym, że i tak zginę?!- całkowicie nad sobą nie panowałem.- Ile ci za mnie dadzą? 
Ku mojej irytacji Luna zaczęła się trząść... ze śmiechu! Śmiała się jak opętana, aż wydyszała z wysiłkiem:
- Kheheh...Chyba się nie... zrozumieliśmy... khehe...!
- Ukradłaś tą książkę i na dodatek przemyciłaś ją tutaj! Dlatego się mnie uczepiłaś, bo ścigają cię za to Łowcy i na pewno chcesz mnie im wydać, by cię nie ukarali, prawda?- spojrzałem jej srogo w jej kocie oczy, które patrzyły na mnie z niedowierzeniem. 
- Czy ty... naprawdę sądzisz, że chcę cię ot tak po prostu wydać, bo Łowcy chcą mnie zabić? Gdyby tak było to nie zadałabym sobie tyle trudu by cię chronić i nie mówiłabym ci tego wszystkiego tylko od razu zaprowadziła do nich. To trochę przykre, nie uważasz, Shima-kun?
Tym razem to ja byłem zbity z pantykału. Miała rację, a ja niepotrzebnie się uniosłem. 
- Wybacz... ja..- głos ugrzązł mi w gardle.
- Spoko, wybaczam.- uśmiechnęła się.- Oj, chyba musimy się już pożegnać, bo mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia.- wstała i szykowała się do wyjścia- Radzę ci to dokładnie przeczytać.- powiedziała na odchodnym.
Gdy już opuściła lokal ja poprosiłem o rachunek i zapłaciłem za zamówienie, które przyniosła nam kelnerka w międzyczasie. 
Wracając do domu zadzwoniła moja komórka. Odebrałem, nie sprawdzając numeru, i to był mój błąd:
- Ohayou~! Co tam, Shima?- zawołał Tristan.
Westchnąłem w duchu i odpowiedziałem równie radosnym tonem co mój rozmówca:
- Siemka. U mnie nic ciekawego. Właśnie wracam ze... spaceru.- jakoś nie miałem ochoty dzielić się z Apollem informacją o moim spotkaniu z  Luną  Eloise. 
- Huh? Sam? No wiesz co? Mogłeś wcześniej odebrać to wybralibyśmy się razem! Taka... randka, nie?- zachichotał cicho.
Prychnąłem pod nosem i burknąłem:
- Jesteś idiotą, wiesz?
- No, coś tam słyszałem od paru nauczycielek, ale wiesz... plotki i plotki...
- Gadasz całkowicie bez sensu.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o jutrzejszym sprawdzianie aż Tristan zaproponował:
- Wiesz, a może przyjdziesz do mnie się pouczyć? Trochę mi pomożesz, bo ja... niezbyt ogarniam temat...
- Eee... wybacz, ale nie mam już czasu.... obiecałem Tsukiemu, że... pomogę mu sprzątać w gabinecie i ogółem lubię uczyć się sam...- wykręcałem się jak mogłem. Oczywiście był ze mnie dobry kłamca, więc blondyn gładko przełknął moją wymówkę.
Pożegnaliśmy się i gdy już się rozłączyłem spostrzegłem, że dotarłem pod drzwi mojego mieszkania. Już w progu wpadłem na Tsukiego, który był... nie w humorze.
- Gdzieś ty się podziewał tyle czasu?!- wrzasnął.
Spojrzałem na niego przestraszony. Ostatnio tak na mnie krzyczał gdy miałem sześć lat i podarłem jego komiks z limitowanej edycji.
- Przecież ci mówiłem, że wychodzę... byłem na spotkaniu...- wyjąkałem.
- Trzy godziny?! Nie odbierałeś ode mnie telefonu! Coś ty sobie myślał?!
- Gomene... Tsuki... nie chciałem...serio...- spojrzałem na niego ze skruchą.
Tsuki potarł czoło wierzchem dłoni i westchnął ciężko:
- Ja również przepraszam. Ostatnio tyle się dzieje, więc wiesz... 
Skinąłem głową i przytuliłem się do niego, a on odwzajemnił mój uścisk. Później poszedłem do siebie i zamknąłem dokładnie drzwi na klucz. Następnie wyjąłem z kieszeni bluzy książkę od Luny i przekartkowałem ją niedbale. Nagle spośród jej stronic wypadł mały kartonik. Było na niej napisanej tylko trzy słowa:

Nie ufaj nikomu.
Zmarszczyłem brwi i zamyśliłem się. Dlaczego akurat nikomu? Chociaż to jest dość oczywiste. Łowcy mogą czaić się wszędzie- nawet w mojej szkole. Muszę być bardziej ostrożny. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi i głos Tsukiego:
- Ne, Shima! Telefon do ciebie!
Schowałem książeczkę w poszewce poduszki i otworzyłem drzwi. Tsuki podał mi telefon. 
- Słucham?- powiedziałem do słuchawki.
- Cześć synku....
______________________________________________________
Kyooo~!!! I w tym monecie mogę dać ,,c.d.n.", ne? * uśmiecha się szatańsko*
No to skoro już porzuciliście chęć mordu względem mojej osoby to przechodzę do krótkich wyjaśnień: 
# Jak już wspomniałam na początku powodem moje długiej nieobecności była ta cholerna szkoła!
# Cieszę się, że moja ostania notka ,,Cel podróży" osiągnął taki mały, ale zawsze jakiś, sukces. Koleżanka ze szkoły powiedziała, że ,,genialne" ( ja ją tylko cytuję xD)
# Wybaczcie, że aż roi się od błędów, ale moja kochana becia wyjechała i muszę radzić sobie sama xD
# Etto.. chyba to już wszystko! Pozdrawiam Was wszystkich, a już szczególnie mojego pysczunia, który z wielką niecierpliwością wyczekiwał tego rozdziału i skakał po internetach jak z kijkiem w dupie xD <3
No, to do zoba~!
Kaomiś :*
P.S: Z racji, że mam takie zajebiste ferie, czyli, że mogę siedzeć przy kompie to jutro też dodam jakiś mały rozdzialik, albo bonus w którym wyjaśnię o co chodzi, bo nie chciałam zbytnio przedłużać, więc nie wyjaśniłam Wam wszystkiego!