Jak widzicie to nie rodział ani nic tylko nowy wielopartowy (bo trochę za bardzo się rozpisałam) one-shot z alterami Shizayi z Durarara!!! Dla "zielonych" odsyłam ich do tej oto stronki- link.
Taa... wiem, że nic nie dodaję systematycznie i wgl, ale mam wakacje i chcę trochę z nich korzystać. Oczywiście piszę, piszę, tylko mam ostatnio taki mały zastój i coraz ciężej pisze mi się rozdziały. Wiem też, że obiecałam nową serię po 10. rozdziale "Świat ma dziwne poczucie humoru" i dotrzymam tej obietnicy, ale musicie uzbroić się w cierpliwość i czekać. Pop prostu muszę jeszcze dopracować "pewne szczegóły i szczególiki". Nom.
To ja już się zmywam, a Wy czytajcie, komentujcie i róbcie co tam chcecie- nie mój interes xD
Ciao~!
~koniec zrzędzenia~
-I na co ci to było? Na co?- zawsze melodyjny głos Psyche był teraz zachrypnięty od płaczu. Perliste łzy skapywały pojedynczo na dłoń, którą tak pieczołowicie owijał bandażem. Ja natomiast milczałem. Sam nie wiem dlaczego to zrobiłem Wyszło to chyba z braku lepszego zajęcia. Jak nałóg, który odezwał się po bardzo długim czasie. Spojrzałem beznamiętnym wzrokiem na zapuchniętą twarz Psyche i wzruszyłem delikatnie ramionami. Słowa nie były potrzebne.
oOo
Obudziłem się z silnym przeczuciem, że za chwilę wydarzy się coś dziwnego. Bardzo dziwnego. Nie myliłem się. Ledwie zdążyłem podnieść się do siadu na posłaniu, gdy nagle, bez zapowiedzi, wparował do pokoju roześmiany Psyche z tacą w dłoniach, a za nim Tsugaru. Oboje uśmiechali się do mnie, a ja jakoś próbowałem skojarzyć wczorajszy dzień. Jednak jedno spojrzenie na moje nadgarstki i już nie miałem żadnych pytań. Wczoraj był drugi, a dziś jest trzeci dzień nieobecności Tsukiego. Blondyn przebywał aktualnie w głuchej dziczy, na pięciodniowej wycieczce z klasą. Westchnąłem ciężko. Już na samą wieść o tym miałem pewne wątpliwości co do tego pomysłu. Gorzej, że nie miałem jak się z nim skontaktować. Brak zasięgu. Z rozmyślań wyrwał mnie radosny głos Psyche, który zdążył się już rozsiąść na moim łóżku. Tacę ze śniadaniem (owsianka z roczynkami-ble!) położył sobie na kolanach i nabrawszy trochę jedzenia na łyżkę, próbował mnie nakarmić. Zaczął powolnym ruchem przybliżać ją do moich ust, aż w końcu krzyknął wesoło:
-Uwaga! Samolocik leci~!- zapiał brunet i naśladował odgłos silnika. Przewróciłem oczami i zacisnąłem usta w wąską kreskę. Psyche zrobił najpierw zdziwioną, a później nieszczęśliwą minę. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.
-Psyche, daj Roppi'emu trochę odetchnąć po wczorajszym dniu.- aksamitny głos Tsugaru odciągnął uwagę Psyche od mojej osoby. W duchu odetchnąłem z ulgą. Blondyn podszedł do niego i położył delikatnie swoją dłoń na jego ciemnej czuprynie uśmiechając się lekko. Na twarzy Psyche również zajaśniał uśmiech, tylko dużo szerszy.
- Oke~!- odparł i odłożył tacę na szafkę nocną.- Tylko zjedz zanim wystygnie!- polecił mi zanim wyszedł w podskokach z pokoju. Wychodząc Tsugaru szepnął cicho:
- On wróci.
Zmrużyłem oczy i mruknąłem:
- Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego przez Tsukiego.
Blondyn tylko uśmiechnął się smutno i skinął głową. Gdy zatrzasnęły się za nim drzwi, natychmiast opadłem na poduszkę. Wystarczyło już tylko czekać na NIEGO.
oOo
Jego dłonie spokojnie pogładziła mnie plecach, gdy nasze usta się zetknęły. Zarzuciłem mu mimowolnie ramiona na szyję. On odsunął się delikatnie i spojrzał na mnie przenikliwie swoimi czerwonymi tęczówkami. Uśmiechnął się przebiegle i mruknął:
- Nigdy nie sądziłem, że zacznie ci się to podobać, Roppi.
Wywróciłem teatralnie oczami. Miał rację. Jeszcze kilka miesięcy temu broniłem się jak tylko mogłem, ale i tak zawsze przegrywałem. Zawsze, to znaczy wtedy, gdy Tsukiego nie było dłużej w domu. Wtedy on mnie odwiedzał i zawsze jest ten sam scenariusz. I zawsze nie mogę się po tym długo pozbierać.
- Martwemu wszystko jedno.- odparowałem. Jego uśmiech był pełen kpiny.
- Coś nie sądzę by aż tak zależało ci na zakończeniu swojej marnej egzystencji.
- Dlaczego tak sądzisz?- mój głos lekko zadrżał. Coraz mniej podobała mi się ta rozmowa. On natomiast ujął moją brodę w dwa palce i przybliżył do swojej. Gorący oddech owionął moje poróżowiałe policzki.
- Gdy ci tak zależało to rozegrałbyś to zupełnie inaczej.- jego spokojny głos przeobraził się w konspiracyjny szept.- Najpierw wybrałbyś się na bardzo długi spacer. Ot, tak sobie. Mała przykrywka dla innych. Przechadzając się po mieście udawał, że wszystko jest OK. Dla kogoś znajomego była by to dobra wymówka dlaczego tak często nie ma cię w domu.-pogładził mnie kciukiem po policzku.- Później zacząłbyś schodzić do tych "ciemniejszych" uliczek. Tam przecież nikt nie zagląda, prawda? Poza takimi jak ty.- przejechał językiem po zębach.- Szedłbyś dalej i dalej, aż w końcu natrafiłbyś na odpowiednie dla ciebie miejsce. Rozejrzałbyś się trochę, obmyślił jakiś zarys planu i zwyczajnie wrócił do domu. Odczekałbyś te kilka dni, zawsze odwiedzając tamte miejsce. Przecież tutaj chodzi tylko o pozory, prawda?- spojrzał mi głęboko w oczy i zaśmiał się szyderczo.- Spotkałbyś się z Psyche i pozostałymi, by nie dać im żadnego powodu do podejrzeń. W domu, gdy zapadnie zmrok, usiadłbyś przy biurku, wziął długopis i kartkę, a na niej napisał długi i wylewny list do Tsukishimy. Wychodząc z domu obejrzałbyś się jeszcze ten ostatni raz za siebie i zamknął za sobą dokładnie drzwi. Reszty się chyba domyślasz, nie?
Jego uśmiech był przerażający. Zaczerpnąłem głęboko powietrza, ale to wciąż było za mało. Zacząłem oddychać coraz szybciej, próbując rozpaczliwie uspokoić rozszalałe serce. Nagle przed oczami zaczęły pojawiać się cienie, a ja sam czułem, że słabnę. Głowa ciążyła mi od nadmiaru myśli. Zmarszczyłem brwi i przymknąłem oczy. Rana w moim sercu stale się pogłębiała. Miałem coraz bardziej dosyć.
- Odpuść dziś.-Te słowa zapaliły w jego szkarłatnych oczach ogień pożądania. Już wiedziałem, że popełniłem błąd. Ogromny błąd. Gdy jego usta zaczęły znów się przybliżać do moich, zdążyłem jeszcze w panice jęknąć- Izaya...!- zanim moje słowa utonęły w przebrzydłym pocałunku.
Jego uśmiech był przerażający. Zaczerpnąłem głęboko powietrza, ale to wciąż było za mało. Zacząłem oddychać coraz szybciej, próbując rozpaczliwie uspokoić rozszalałe serce. Nagle przed oczami zaczęły pojawiać się cienie, a ja sam czułem, że słabnę. Głowa ciążyła mi od nadmiaru myśli. Zmarszczyłem brwi i przymknąłem oczy. Rana w moim sercu stale się pogłębiała. Miałem coraz bardziej dosyć.
- Odpuść dziś.-Te słowa zapaliły w jego szkarłatnych oczach ogień pożądania. Już wiedziałem, że popełniłem błąd. Ogromny błąd. Gdy jego usta zaczęły znów się przybliżać do moich, zdążyłem jeszcze w panice jęknąć- Izaya...!- zanim moje słowa utonęły w przebrzydłym pocałunku.
oOo
Mój oddech był spokojny i miarowy. Jak u kogoś pogrążonego w głębokim śnie. Ale ja nie spałem. Mimo zamkniętych oczu "widziałem" co się dzieje wokół. Nie wiedziałem tylko, która jest godzina, ale zapewne dość wczesna skoro Izaya jeszcze tu siedział. Zawsze wynosił się równo ze świtem. Jak jakiś kochanek-w moim przypadku- koszmar na dwóch nogach. Poruszyłem się lekko i otworzyłem oczy. Izaya siedział na fotelu Tsuki'ego i przyglądał mi się z kpiącym uśmiechem na wargach. Zgryzłem dolną wargę, którą i tak już miałem przegryzioną do krwi i mruknąłem:
- Nie masz przypadkiem "pracy" czy jak to tam nazywasz?
Uśmiech poszerzył się bardziej i jego właściciel wstał z fotela. Podszedł do mnie powolnym krokiem i usiadł na łóżku. Opuszkiem palca pogładził mnie za uchem. Wzdrygnąłem się mimowolnie i odtrąciłem rękę. Wtedy on nachylił się w moją stronę i skubnął zębami płatek mojego ucha. Zirytowany odepchnąłem go lekko i podniosłem się do siadu. Oparłem się na ramionach i przekrzywiłem głowę.
- Masz to co chciałeś, więc możesz już iść.- odezwałem się ponownie. Mój głos był lekko zachrypnięty. Izaya westchnął i odparł:
- Aż tak mnie nie lubisz, czy może boisz się, że ktoś może nas nakryć?
Prychnąłem pod nosem i wstałem, ciągnąc za sobą kołdrę. Informator roześmiał się na ten widok.
- Po co to robisz? Przecież już wszystko widziałem.
- Mimo to wolę nie chodzić roznegliżowany w twojej obecności.- odparłem ze spokojem.- To trochę krępujące, nie uważasz?
Izaya w odpowiedzi przeciągnął się jak kot i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nadało mu to dość psychopatyczny wygląd, ale można przywyknąć.
- Twój tok myślenia jest interesujący.- wstał i skierował się okna.- Wpadnę później.
Otworzył okno i już go nie było. Pozostała tylko chłodne uczucie pustki.
______________________________________________________
Wiem. Zjebałam po całości, ale no... przepraszam! Napisałam to w aucie, gdy jechałam w góry i nudziło mi się. Jakoś nie miała czasu (ani ochoty) coś tam zmieniać, więc zrobiłam tylko kopiuj-wklej i po sprawie :D Leń ze mnie, niom?
Ale ten, no.... koffam Was i do zobaczenia!
Peace&Love
Kaomi
P.S: Napiszcie w komentarzu jak Wam mijają wakacje i takie tam xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz