Jak obiecałam to macie! Rozdzialik lekko sentymentalny, ale mam nadzieję, że nie będzie to zbytnio Wam przeszkadzać. Ja jakoś nie przepadam zbytnio nad nadmiarem uczuć i wgl dziwna jestem... >.<
Jeszcze dodam, że ten post miał być wczoraj, ale z braku weny, czasu i pewnych środków nie było to możliwe. Wybaczcie~! ;_____;
Hmm... no to zapraszam do czytania i komentowania~!
P.S: Mam dziś troszkę lepszy humorek, bo moja beta wreszcie wróciła do domku i niedługo wznowimy współpracę( nad horrorkiem dla mojego Pyszczunia też xD).
~koniec~
Leżałem na swoim łóżku głową w dół, a gorzkie łzy spływały mi po twarzy. Wciąż nie mogłem otrząsnąć się z szoku po ostatnich wydarzeniach. Czułem się okropnie...
****
~Cześć, synku...- odezwał się dobrze mi znany głos w słuchawce. Odruchowo wstrzymałem oddech nie mogąc pojąć co się dzieje. W mojej głowie w jednej sekundzie zapanował chaos, a ja nie mogłem go opanować. Te dwa słowa, te dwa niepozorne słowa zdołały w jednej chwili wyprowadzić mnie z równowagi. Byłem na swój sposób rozdarty między ogromną radością, a bezgraniczną nienawiścią.
~Co się stało, Shima?- zapytała lekko zdziwiona moja matka.- Nie cieszysz się, że mnie słyszysz?
Ja jednak uparcie milczałem próbując powstrzymać wybuch złości. Nie mogłem nawet myśleć o tym co ona robiła przez te wszystkie lata, gdy ja wędrowałem po świecie jak jakiś... tramp. Jak jakiś niechciany bachor. Zamrugałem szybko oczami by powstrzymać piekące mnie łzy, które zaczęły napływać z powodu tych wszystkich emocji. Po kilku minutach ciszy po obu stronach odezwałem się:
~Czy ty chociaż przez te wszystkie lata...- głos ugrzązł mi w gardle.- ... chociaż raz pomyślałaś o mnie i o tym... jak się czuję...?- dokończyłem chrapliwie. Mój oddech był ciężki i urywany. Jak ona mogła? Tak po prostu po kilku latach milczenia pewnego dnia zadzwonić do mnie i pytać co się dzieje? W ogóle co ją to jeszcze obchodzi? Mimo, że nadal ją kocham to czuję do niej pewien rodzaj żalu. Zostawiła mnie. Zostawiła mnie, bo za bardzo jej przeszkadzałem. A ja byłem za młody i zbyt bezbronny by się temu sprzeciwić. Nie miałem nawet czasu by się pożegnać czy nawet porządnie spakować. Nic nie mogłem. Jedynie patrzeć i słuchać.
~ Shima... to nie tak, że cię zostawiłam na pastwę losu, bo tak mi się podobało...- mówiła tak jakby czytała w moich myślach-... Ja po prostu nie miałam zbytniego wyboru. Życie albo śmierć.
Życie albo śmierć. Jak to okrutnie brzmiało, a zarazem tak jakoś melodyjnie. Wręcz paradoksalnie. Wciągnąłem powietrze ze świstem i powiedziałem:
~I niby postawiono ci takie ultimatum? Dlaczego ktoś groził ci śmiercią?
Tym razem to ona milczała przez dłuższy czas. Byłem ciekaw jaką to wymówkę dla mnie teraz wymyśla.
- To nie mnie grożono śmiercią, ale tobie. Musiałam cię jakoś uratować i jedynym wyjściem była: ucieczka. Jak wiesz Idylla to dość małe państwo w naszym świecie, a w innych także szybko by cię znaleźli. Jedynym sposobem na kupienie ci trochę czasu było... przeprowadzka do świata śmiertelników. Nie mogłam wyjawić ci zbyt wiele wtedy, ale teraz odpowiem na wszystkie twoje pytania. Wiem, że mam już znamię. I od tego może zaczniemy, co?- jej głos przybrał łagodny ton, wręcz radosny.
Prychnąłem w odpowiedzi. I to ma być wszystko? Całe wyjaśnienie? Odpowiem na wszystkie twoje pytania? Serio? Ona chyba nie zdaje sobie sprawy, że lekko się spóźniła. Wiem już wystarczająco dużo i dowiem się jeszcze więcej.
Dopiero teraz zorientowałem się, że ostatnią myśl wypowiedziałem na głos.
- Kto? Kto ci ,,to" wszystko powiedział? I jak dużo wiesz?- głos matki był teraz twardy i lodowaty.
- To nie twoja sprawa!- zawołałem zuchwało.- Nie kupisz mnie swoimi następnymi kłamstwami! Przestałem ci już w ogóle ufać!- po tych słowach rozłączyłem się i rzuciwszy telefon na biurko to samo zrobiłem ze sobą i położyłem się gwałtownie na łóżko.
****
Bolało. Bardzo bolało. Nie chciałem tego tak rozegrać. Popełniłem błąd i to kolosalny. Miałem okazję dowiedzenia się czegoś konkretnego, ale moja złość przyćmiła mi ten cel. Byłem w kropce. Nawet nie mam szczególnej pewności czy Luna mówi mi wszystko, czy przypadkiem czegoś przede mną nie ukrywa.
Przewróciłem się na plecy i pogrążyłem się całkowitej apatii.
Nie wiem nawet ile czasu upłynęło, gdy wreszcie Tsuki zaczął dobijać się do drzwi z prośbą bym otworzył.
Wreszcie podniosłem się ociężale i podszedłem powolnym krokiem do drzwi. Otworzyłem je na oścież i mój brat prawie na mnie nie wpadł. Zwinnie wyminąłem go w milczeniu i poszedłem do kuchni. Tam otworzyłem lodówkę i wyjąłem kanapkę. Ugryzłem kęs, ale jakoś nie mogłem zmusić się by go przełknąć. Wydawało mi się, że mam w ustach kawałek drewna. Stałem tak w całkowitym bezruchu i powoli próbowałem jakoś dojść do siebie. Następnie usłyszałem energiczne kroki Tsukiego, który poszedł za mną. Zauważywszy mój tragiczny stan, podszedł do mnie cicho i uścisnąć od tyłu delikatnie. Ja natomiast nadal stałem jak sparaliżowany i niezdolny do jakiegokolwiek ruchu czy też gestu.
W końcu zdołałem jakoś odwrócić się do niego i gdy spojrzałem w jego oczy to coś we mnie pękło. Tak: pękło i rozlało się po całym moim ciele. W oczach Tsukiego była troska przepełniona współczuciem. To coś czego nie ciepię od kiedy moja matka postanowiła wysłać mnie w świat. Zawsze gdy z kimś mieszkałem w jego oczach dostrzegałem współczucie. Ludziom było mnie żal. Litowali się nade mną. Z dnia na dzień starałem się jakoś od tego izolować i nawet mi to wychodziło. Do czasu mojej przeprowadzki do Tokio. Tutaj już nie mogłem udawać odludka. Brat zacząłby się martwić i dociekać przyczyny mojego zachowania, a ja jakoś nie jestem rozmowny w tym temacie. Wolałem zostawić to jako zamknięty na zawsze rozdział swojego nędznego życia. Nie udało się. Gdy tylko spostrzegłem ten wzrok, który czułem na sobie przez tyle zmarnowanych lat, poczułem coś w rodzaju nienawiści zmieszaną z bezradnością.
Spojrzałem ze złością na brata i wyrwałem się z jego objęć. Poszedłem do przedpokoju i ubrałem się do wyjścia. Gdy wychodziłem, znów poczułem palące mnie łzy, który spływa mi do gardła. Przełknąłem je głośno i szybkim ruchem zatrzasnąłem za sobą drzwi i zbiegłem na dół.
Biegłem przed siebie. Był już wieczór. Dość późno jak na jakąś spokojną przechadzkę po okolicy. Parę lamp słabo oświetlało ulicę, którą szedłem. Nawet nie wiedziałem gdzie idę. Kierowałem się tylko instynktem i doprowadził mnie do... mieszkania Tristana.
Stałem tak pod jego drzwiami i nie wiedziałem co zrobić.
Wreszcie zdobyłem się na odwagę i zapukałem do drzwi. Po chwili usłyszałem zgrzyt klucza, który otwierał drzwi i sekundę później ukazała się w nich postać Tristana. Był w całkowitym nieładzie. Miał na sobie wyciągnięty T-shirt i stare spodnie od dresu. Na stopach plastikowe klapki. Włosy były jak blond tornado, a oczy jakby lekko zaspane. Spoglądał na mnie zdziwiony, ale z pewną dozą radości. Przełknąłem nerwowo ślinę i rzekłem:
- Hej... Mogę u ciebie przenocować?
****
Mieszkanie Tristana było dosyć skromne, ale panował tutaj dość znośny porządek. Dwa pokoje, łazienka i mała kuchnia. Nic nadzwyczajnego, ale czułem się tu dość przytulnie. W powietrzu unosił się słodki zapach wanilii. Ściany w pierwszym pokoju- salonie, były koloru czerwonego wina. Meble były kolorystycznie dobrane, a duże okna bez zasłon pokazywały w oddali piękną panoramę miasta. Rozejrzałem się niepewnie. Na stole stały różne naczynia i jakieś bzdety. Dość sporej wielkości telewizor wisiał na ścianie i w jego ciemnym odbiciu mogłem ukradkowo się przejrzeć. Blondyn kazał mi się rozgościć i poszedł po pościel dla mnie. W czasie gdy on był zajęty ja myślałem o swojej beznadziejnej sytuacji. Pierwsze co mi przeszło przez głowę był Tsuki. Przecież on zawału dostanie jak nie wrócę na noc do domu! Z drugiej strony na pewno rozmawiał z matką i pewnie jest teraz zły, że tak się z nią pokłóciłem. Następnie pomyślałem o Tristanie. Mimo, że zapewniał mnie, że całkowicie nie sprawiam mu kłopotu to i tak czułem się okropnie wobec niego. Zachowuję się jak jakiś snobek, który tylko jak jest jakiś kłopot to leci do pierwszego lepszego frajera i prosi go o pomoc, a następnego dnia ma go gdzieś. Westchnąłem ciężko i czułem jak dopada mnie ogromne zmęczenie. Moim jedynym marzeniem było tylko znaleźć się w łóżku i zasnąć snem wiecznym, by nie doświadczać tych wszystkich trosk jakie szykuje dla mnie życie.
Chwilę później pojawił się Trsitan i zaczął przygotowywać mi posłanie na kanapie cały czas gadając o tym jak się cieszy, że wreszcie się pogodziliśmy, bo przez ostanie kilka dni miał wrażenie, że jestem na niego zły czy coś w tym stylu. Potakiwałem za każdym razem i jednocześnie walczyłem z ogromną falą zmęczenia. Blondyn widząc mój stan od razu gdy skończył, wycofał się do swojego pokoju. Na odchodnym powiedział:
- W łazience na pralce zostawiłem ci coś do spania i ubrania na jutro. Jakbyś miał z czymś problem to wołaj.- ostatnie zdanie wypowiedział z dwuznacznym uśmieszkiem. Taa... napewno posłucham twojej rady.
Podziękowałem cicho i poszedłem do łazienki. Ku mojemu zaskoczeniu była ona cała czarna, nie licząc muszli klozetowej, umywalki, pralki i prysznica, które były koloru śnieżnobiałego. Zdjąłem swoje ciuchy i walnąłem je gdzieś w kąt. Następnie wszedłem do kabiny i odkręciłem ciepły strumień. Woda przyjemnie spływała mi po plecach, a ja miałem wrażenie jakby zmywała ze sobą wszystkie moje uczucia i wydarzenia z ostatnich kilku dni.
Gdy już się umyłem, wytarwszy się do sucha, ubrałem się w starą, czarną koszulkę z logo Jimmy Eat World i szare gimnastyczne spodenki. Zebrałem swoje ubranie i ułożyłem je w kostkę na pralce. Później przemknąłem na boso do salonu i ułożywszy się wygodnie zgasiłem światło i od razu zasnąłem.
______________________________________________________
No hejka~! Wybaczcie, że tak krótko, ale boli mnie głowa, więc nie chciałam już na siłę przedłużać. Ogółem na tylko nadzieję, że się podobało i liczę na pozytywne komentarze( ogółem liczę na jakiekolwiek komentarze!!!).
Kaomi :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz