Jakim cholernym cudem ja przez całe dwa tygodnie nic tutaj nie dodałam?!! No to ja Wam zaraz wyjaśnię czemu zwiałam na pół miecha.
Otóż może mi nie uwierzycie, ale przez te -okropne- dwa tygodnie miałam aż 5-6 sprawdzianów! Dosłownie!
Pon: Biologia i polski ( lektura), & ( kartkówka z fizyki)
Wt: Niemiecki(!!!) & muzyka ( też kartkówka, a raczej mini-sprawdzian),
Śr: Historia & i tu wolne xD
Czw: Matematyka ( praktyki z Czarnej magii- normalka xD)& wolne :D
Pt: Chemia... z którą radzę sobie "całkiem dobrze" & wolne.
Tak, więc wyglądają moje dwa ostanie tygodnie przed feriami. Psorzy dosłownie powariowali i wciskali nam na łeb na szyję tyle sprawdzianów, że to powinno się zgłosić do Ministerstwa Oświaty ( czy jak tam to się zwie xD).
Yghrrr... dobra, wyładowałam swoją złość na biednym Shimie, bo akurat weny miałam aż za nadto, więc nie wystraszcie się jak tam dojdzie to jakiś "poważnych scen". Próbowałam to jakoś załagodzić, ale wiecie... takie życie....
Tak więc ja zapraszam na nowy rozdział i bardzo, bardzo Was przepraszam za taką MEGA obsuwę, ale sami widzicie, że nie miałam nawet czasu by wejść na komputer dla własnej przyjemności... :c
Enjoy~!
~koniec nudzenia~
Stałem w tej łazience nadal nie pojmując o co tutaj tak dokładnie chodzi. Tsuki nie udzielił mi żadnych konkretnych wyjaśnień, a ja jako wielki fan literatury fantasy i do tego mag (No i sam jesteś jak z jakiejś taniej opowieści fantasy xD dop.Kaomi), wyobrażałem sobie najczarniejsze scenariusze dotyczące mojego tajemniczego znamienia. Wyszedłem z toalety i skierowałem się do salonu gdzie brat rozmawiał ściszonym, ale lekko poddenerwowanym głosem. Nie mogłem zrozumieć o czym mówił, ale udało mi się wychwycić jakieś pojedyncze słowa. ,, Przyjedź", ,, znamię" ,, miałaś rację"- po tym ostatnim mogłem śmiało stwierdzić, że rozmawia z kobietą. Może ze swoją dziewczyną? Wstrzymałem oddech i w ukryciu próbowałem wykminić o co chodzi. Po kilku minutach brat rozłączył się i skierował się do swojego pokoju. Ja z kompletnym mętlikiem w głowie poszedłem do swojego. Rzuciłem się ociężale na łóżko, przedtem dokładnie zamykając za sobą drzwi, i leżałem tak bez ruchu. Myślałem o tym jak to dobrze by było gdyby była tutaj moja matka. Ona na pewno wiedziałaby co zrobić w takiej sytuacji. Westchnąłem cicho, uświadamiając sobie jak bardzo mi jej brakuje.
Wtem zadzwoniła moja komórka. Spojrzałem na wyświetlacz i westchnąłem ponownie. Tristan- ten to wie kiedy zadzwonić i po co. Odrzuciłem połączenie i rzuciłem aparatem gdzieś w kąt. Jednak znów usłyszałem dobiegającą z niego melodię. Zignorowałem. Potem znowu, znowu i znowu... Wściekły zerwałem się z posłania i poszedłem po telefon. Odebrałem tym razem i warknąłem:
- Czego?!
W odpowiedzi usłyszałem dziewczęcy chichot. Zamarłem. Skąd ja znam ten głos?
- To tak odzywasz się do ludzi, gdy do ciebie dzwonią z przyjacielską radą?- odezwała się ów dziewczyna. Zmarszczyłem brwi i powiedziałem już spokojniejszym tonem, ale stanowczym:
- Jeśli mogę wiedzieć: Kim jesteś i skąd masz mój numer?
- Kyaa... Skąd ja wiedziałam, że oto zapytasz? Skoro już na prawdę chcesz wiedzieć....- zrobiła efektowną pauzę-... to ja Eloise! Przyznaj, że się tego nie spodziewałeś!
Tym razem to zdębiałem do końca. Eloise? Ta sama Eloise Yagami, która wyglądała jak posąg przybierając swoją pokerową twarz? Nawet mi przez głowę nie przeszło, że ona umiałaby się uśmiechać!
- Ymmm... No muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś! O co chodzi?- zapytałem zaciekawiony. Byłem naprawdę ciekaw czego ona może ode mnie chcieć.
- Huh? Jaa... nic ,a nic od ciebie nie chcę! A raczej chcę tylko nie w tym znaczeniu. Ogółem to nie jest temat na rozmowę przez telefon. Może chciałbyś się spotkać ze mną w uroczej kawiarence ,,Anteiku"* przy ulicy...
- Tak, tak znam ją! Nie musisz mi tłumaczyć!- byłem nieźle poirytowany. Ta cała rozmowa zaczęła mi działać na nerwy. Chce coś, nie chce! I jeszcze odnosi się do mnie jak do jakiegoś szczeniaka!
I znów usłyszałem jej wdzięczny chichot. Prychnąłem.
- No o co ci chodzi, Shima-kun? Stało się coś?- zapytała, a w jej głosie usłyszałem rozbawienie.
- O nic. Zupełnie o nic. O której mamy się spotkać?- zmieniłem szybko temat. Wolałem nie roztrząsać tematu. Ostatnio zaufałem zbyt dużej liczbie osób, a Eloise nie wzbudzała jakoś mojego zaufania.
- Um, pasuje ci tak... za godzinę? Mam parę spraw do załatwienia, więc na wcześniej się nie wyrobię. Na dodatek mogę się trochę spóźnić.
Zgodziłem się i następnie zakończyłem rozmowę. Później zszedłem na dół do kuchni i otworzyłem lodówkę. Nawet nie zauważyłem jaki byłem głodny. Zrobiłem sobie kanapkę z serem.
Gdy już zjadłem spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze sporo czasu. Poszedłem do siebie i włączyłem komputer. Oczywiście wszedłem na chat.
Saidoku: Ohayou~!
Hoshi: Ohayou, ohayou~!!! Co tam?
Saidoku: Um, różnie, że tak to ujmę. A u ciebie? Sami jesteśmy?
Hoshi: Nom, Tachi-san jest ostatnio bardzo zajęty pracą, więc nie ma nawet czasu by z nami pogadać. U mnie także bywa różnie. Kiedy się w końcu zobaczymy?
Saidoku: No, już przecież ci mówiłem, że może poczekajmy z tym jak będziemy wszyscy razem, ok? Źle bym się z tym czuł gdybyśmy omawiali tak ważne sprawy bez Tachi'ego-san.
Hoshi: Ale ty zawsze uciekasz! Ostatnio byliśmy w komplecie to zaraz się ulotniłeś! To niesprawiedliwe Sai!
Westchnąłem ciężko. Miała rację- uciekałem. Szczerze mówiąc to bałem się tego całego spotkania. Jako anonimy jesteśmy bezpieczni i czyści. Nie patrzymy na siebie pod kątem fizycznym, ale charakterów. Boję się, że gdy ich zobaczę zburzę wszystkie swoje oczekiwania i nadzieję, że mogę przestać mieć ochotę na naszą dalszą znajomość. Pokręciłem głową. Nie, to nie tak musi wyglądać. Znamy się dosyć długo i bez względu na to czego doświadczę postaram się ich zaakceptować.
Saidoku: Masz rację. Wybacz. Ja po prostu nie mogę się pogodzić z tym, że kiedyś mogę Was tak minąć na ulicy i w ogóle. To dość trudne do przyswojenia.
Hoshi: Wybacz.
Saidoku: O co ci chodzi?
Hoshi: Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. W ogóle nie przejęłam się tym jak Wy możecie się z tym czuć.... Jestem okropna... -.-""
Saidoku: Nie mów tak! To nieprawda! Ja również nie zdałem sobie sprawy z tego, że Tobie i Tachi'emu-san może na tym tak bardzo zależeć!
Tachi-san: Hoho~! Czemu mnie obgadujecie? O co tutaj chodzi? Jak tak czytam to wszystko to przypominacie mi młode małżeństwo i ich pierwszą kłótnię po której natychmiast się godzą.
Hoshi: Tachi-san, Ohayou!!!
Saidoku: Małżeństwo? Ja i Hoshi? Żartujesz. A tak w ogóle, to witaj!
Tachi-san: Ohayou! A co w tym złego? Może akurat los Was tak pokieruje, że spotkacie się na ślubnym kobiercu. Nigdy nic niewiadmo, Sai.
Hoshi: Kyaa..! To by było super~! Taki ślub "w ciemno", co?
Tachi-san: A czemu akurat "w ciemno"?
Saidoku: Hoshi chodzi o to, że jeszcze nie ustaliliśmy daty naszego spotkania i w ogóle.
Hoshi: Właśnie, właśnie~! To jak?
Tachi-san: Teraz zbliża się sporo przerw u mnie w pracy, więc prawie każdy dzień mi odpowiada. Decyzję powierzam Wam, kochani!
Saidoku: Może tak w następny weekend?
Hoshi: Odpada. Mam wtedy występ. Gram na wiolonczeli i nasz zespół będzie grał właśnie swój pierwszy występ. Może... W przyszły czwartek?
Tachi-san: Mi pasuje, a tobie Sai?
Saidoku: Zależy na którą godzinę.
Akurat w tym momencie spojrzałem na zegarek. Cholera! Miałem tylko niecałe 20 minut na przygotowanie się i dotarcie na miejsce spotkania! Szybko odpisałem im aby sami ustali datę i wylogowałem się. Wyłączyłem komputer i poszedł do łazienki umyć zęby. Następnie stanąłem przed otwartą szafą i panikowałem jakbym szedł na pierwszą randkę. W pewnym sensie można to tak uznać. Dla niewtajemniczonych to na pewno będzie tak wyglądać. Potrząsnąłem głową i założyłem tylko białe, wytarte dżinsy i czarną koszulkę z logo Nirvany. Przejrzałem się w lustrze i pokiwałem z uznaniem głową. Wyglądałem całkiem nieźle. Ubrałem szybko stare trampki i wyszedłem z mieszkania. Wychodząc z klatki wysłałem tylko Tsukiemu esemesa, że wyszedłem, bo w całym tym zamieszaniu zapomniałem go o tym powiadomić. Odpisał mi tylko:,, Spoko. Zadzwoń do mnie jak będziesz wracał. Uważaj na siebie i... udanej randki." Wypuściłem powietrze ze świstem i przyspieszyłem. W końcu zacząłem biec i w około 10 minut byłem już na miejscu.
Wszedłem do małej i cichej kawiarenki urządzonej dość skromnie. Ściany były koloru kremowego, a meble dawały ładny kontrast swoim ciemnym odcieniem. Na ścianach wisiało kilka obrazów, a w kącie stała duża i okazała palma, która częściowo zasłaniała stojący obok niej stolik. Wybrałam właśnie ten kąt i usiadłem przy nim czekając na Eloise. Po kilku minutach podeszła do mnie niska kelnerka o ciemnych, kręconych włosach i zielonych oczach. Odprawiłem ją i nadal cierpliwie spoglądałem na zegarek wiszący na ścianie naprzeciwko. Minęło 10 minut, później 20, a następnie minęła mi cała godzina. Zrezygnowany i pełny złości podnosiłem się z miejsca, gdy nagle do pomieszczenia szybkim i zdecydowanym ruchem weszła Eloise. Zacisnąłem dłonie w pięści i już otwierałem usta by zrugać ją za to ,,spóźnienie", gdy ona przewidując co się święci uprzedziła mnie wylewając prawdziwy potok słów przeplatanych z przeprosinami:
- Wybacz mi Shima-kun! Nie sądziłam, że to tak długo mi zejdzie, ale mogłam cię o tym uprzedzić. Nie pomyślałam, wybacz! Na dodatek, gdy chciałam właśnie do ciebie zadzwonić, by odwołać nasze spotkanie to okazało się, że rozładowała mi się komórka! - wyciągnęła z kieszeni spodni swój telefon na dowód- A na dodatek zaczepiła mnie sąsiadka i musiałam iść z nią po sukienkę, którą uszyła mojej mamie, bo wiesz ona jest krawcową i szyje różne rzeczy na zamówienie i w ogóle tak mi się to długo zeszło, że nawet nie zauważyłam! Przepraszam!- jęknęła żałośnie i pochyliła głowę w geście najszczerszej skruchy. Ja natomiast powoli przetrawiałem jej słowa, bo mówiła tak szybko, że nie mogłem za nią nadążyć. Po kilku sekundach położyłem jej dłoń na ramieniu i powiedziałem:
- Nic nie szkodzi. Los czasem płata na figle.
Ona natychmiast wyprostowała się i uśmiechnięta na całą szerokość twarzy, tanecznym krokiem skierowała się do stolika przy którym siedziałem wcześniej. Gdy już usiedliśmy kelnerka od razu do nas podeszła i złożyliśmy zamówienie. Eloise wzięła białą herbatę i kawałek szarlotki, a ja gorącą czekoladę i ciasto czekoladowe. W czasie oczekiwania na nasze zamówienie Eloise zaczęła objaśniać mi cel naszego spotkania:
- Wiesz, Shima-kun.... Na świcie dzieją się różne rzeczy, ale nigdy nie są spowodowane przez jakiejkolwiek przyczyny, prawda?
Jej wzrok był tak przenikliwy, że nie mogłem go dłużej wytrzymać. Próbowałem skupić swoją uwagę na czymś innym i wtedy spostrzegłem małą plamkę na jej nadgarstku.
- Co to?- spytałem Eloise, która szybkim ruchem obciągnęła rękawy w dół by zasłonić tamto miejsce i powiedziała:
- Najpierw odpowiedz na moje pytanie, a ja później udzielę odpowiedzi na twoje, dobra?
Skinąłem głową i powiedziałem najszczerzej jak potrafiłem:
- Tak, to prawda. Na świecie nie istnieje coś takiego jak... magia na przykład albo czary czy też zwykły przypadek.
Reakcja Eloise była zadziwiająca. Śmiała się. Tak po prostu się śmiała. Patrzyłem na nią pełen zdumienia.
- O co ci chodzi? Przecież chciałaś abym opowiedział na twoje pytanie, wiec to zrobiłem. Teraz twoja kolej.- powiedziałem lekko rozzłoszczony.
Gdy już otarła łzy, które zdążyły nagromadzić się w kącikach jej kocich oczu, rzekła:
- Wybacz mi za tamto, ale twoja odpowiedź mnie bardzo rozbawiła, wiesz? Wcześniej gdy przyszłam powiedziałeś: ,,Los czasem płata figle", a teraz zaprzeczasz, że istniej coś takiego jak zarządzenie losu, czary, czy też...- zrobiła małą pauzę-... magia. Po tym mogę śmiało stwierdzić, że tak długo już przebywasz w świecie śmiertelników, że w ogóle nie zważasz na to co mówisz. Radzę ci uważać.
Wstrzymałem oddech. "W świecie śmiertelników"? Kim ona jest, że mówi o tym z taki spokojem i w ogóle co ona chce mi przez to przekazać? Nagle zauważyłem, że zaczynam drżeć. Spoglądałem w hipnotyzujące oczy Eloise i nagle uświadomiłem sobie kim ona jest. Wziąłem głęboki oddech i rzekłem:
- Jesteś czarownicą, prawda? A ta ,,plamka" na twoim nadgarstku to znamię. Zgadłem, nie?
Ona uśmiechnęła się szerzej co dało jej lekko psychopatyczny wygląd i powiedziała innym głosem, pełnym mocy:
- Zgadza się. Jak na to wpadłeś? Miałam nadzieję, że dłużej ci to zejdzie, ale widocznie cię nie doceniłam, wybacz.
- Czego ode mnie oczekujesz?- zapytałem gniewnie.
Tym razem jej twarz przybrała poważny wyraz, a jej głos był spokojny, ale stanowczy:
- Wiem, że masz znamię.- palcem pokazała na mój brzuch i na swoje ramię.- I wiem, że nadal ukrywają przed tobą prawdę.
- S-skąd ty..?- wyjąkałem. Nie spodziewałem się tego po niej. Mimo, że jest czarownicą to na pewno nie dowiedziała się o ,,tym" od tak po prostu. Kryształowe kule to zwykłe bajki dla dzieci. Czarownice posługują się.... sam nie wiem czym. Jakoś nieszczególnie się tym interesuję, wiec nie wiem.
- Mam swoje źródła. Powinieneś bardzo na siebie uważać, Shima-kun. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie gotowe by cię złapać i... unicestwić.- ostatnie słowo podkreśliła zaciśnięciem dłoni w pięść tak, że strzeliły jej kostki.
- Powiedz mi jedną rzecz: Po co to właściwie robisz? Ja jestem magiem, a ty czarownicą. Od wieków toczymy boje o różne rzeczy. To chyba trochę dziwne, że próbujesz mnie ostrzec.
- Ty chyba na prawdę nie zdajesz sobie sprawy co się wokół ciebie dzieje! Nawet nie jesteś świadom tego jak dużo zależy teraz od tego abyś żył. Nie możemy teraz pozwolić sobie na jakieś głupie wojny w obliczu takiego zagrożenia!- jej głos był przepełniony irytacją i gniewem. Oczy iskrzyły się złowrogo, a usta były wykrzywione w paskudnym grymasie.
- Nie obraziłbym się gdybyś od razu mi powiedziała o co tutaj dokładnie chodzi. Mój brat zachowuje się bardzo dziwnie odkąd pokazałem mu to znamię. Nic z tego nie pojmuję i liczę, że może ty spróbujesz mi to wyjaśnić.- tym razem to ja gotowałem się z gniewu i bezradności jaka mnie otaczała.
Eloise znów przybrała spokojny wyraz twarzy i rzekła bezbarwnym głosem:
- Dobrze. Jest tylko jeden warunek: Musisz uwierzyć we wszystko co mówię i mi zaufać.
Zgodziłem się, a ona zaczęła mówić dalej:
- Najpierw wyjawię ci moje prawdziwe imię, ale zastrzegam, że możesz go używać tylko wtedy gdy jesteśmy sami lub otaczają nas nasi najbardziej zaufani ludzie, jasne?- znów pokiwałem głową.- Tak naprawdę nazywam się Luna. Zapewne już skądś kojarzysz to imię, prawda?- uśmiechnęła się lekko.- Pamiętasz jak opowiadałeś mi o tym swoim koszmarze? Od razu spostrzegłam z kim mam doczynienia i tak właśnie trafiłam na twój trop. Jesteś największym idiotą jakiego widział ten świat. Masz w ogóle szczęście, że to byłam ja, a nie ktoś z Łowców, bo inaczej sprawy potoczyłyby się w zupełnie inną stronę...
- Zaraz, zaraz! Jacy ,,Łowcy"?- przerwałem jej.- I dlaczego na mnie polują?
- Shima, czy ty w ogóle coś pamiętasz z tych lat kiedy mieszkałeś w Idylli? Nie pamiętasz tych strasznych historyjek, które opowiadało się dzieciom, które były nieposłuszne? Łowcy to przecież prywatny oddział króla, który zajmuje się całą "brudną robotą". Ja jak była dzieckiem osobiście mogłam doświadczyć ich brutalności...- w tym momencie na sekundę zaszkliły jej się oczy.-... i wielkiej mocy. Są bezwzględni i nie znają granic. Nie spoczną póki nie wypełnią do końca rozkazów swojego władcy. Akurat teraz przebywają w Tokio. Szukają cię.
Jakaś wielka gula utknęła mi gardle blokując dopływ powietrza. Łowcy mnie szukają? Dlaczego? Przecież nie popełniłem żadnego przestępstwa!
- Na pewno chcesz tego dalej słuchać? Możemy obgadać to kiedy indziej, bo widzę, że już nieznacznie pobladłeś...
-Nie!- powiedziałem szybko- Musisz mi powiedzieć wszystko lub najwięcej jak możesz! To nie może dłużej zwlekać.
Luna, bo tak teraz wolałem ją nazywać, skinęła głową na znaj zgody i ponownie zabrała głos:
- Tak, więc gdy już wiedziałam mniej więcej o co chodzi zaczęłam dokładniej się tobie przyglądać. Dość szybko spostrzegłam, ze nie jesteś śmiertelnikiem. Ten sen, te znamię- to bardzo dużo dało mi do myślenia. Na początku miałam nadzieję, że jesteś może czarownikiem, ale jednak szybko pozbyłam się wątpliwości. Później próbowałam znaleźć sposób jak się do ciebie dostać. Oczywiście rozmowa na chat'cie nie wchodziła w grę, więc postanowiłam, że zapiszę się do twojej szkoły, ale nie do klasy, bo to by było zbyt oczywiste i szybko by mnie wykryto. Obserwowałam cię przez kilka dni, aż wreszcie na siebie wpadliśmy w szkole. Wtedy postanowiłam dać ci jakiś sygnał. Nie było łatwo, bo uczennica z równoległej klasy nie mogła tak po prostu sobie wejść do waszej sali i szperać ci po rzeczach. Dlatego poprosiłam którąś z moich zaufanych koleżanek ze szkoły, aby podrzuciła ci ten liścik. Prawda, że sprytne?- tutaj zrobiła przerwę oczekując ode mnie owacji, jednak ja byłem bardziej zły niż zachwycony- Ogółem jak na razie żaden z Łowców nie kręci się wokół ciebie, więc masz na razie spokój, ale to tylko kwestia czasu gdy cię już namierzą i wtedy nie będzie przyjemnie.
- Myślisz, że już to zrobili?- zapytałem drżącym głosem.
Luna zamyśliła się na chwilę i po dłuższej pauzie rzekła cicho:
- Niewykluczone, że mają cię w kręgu podejrzanych. Trochę rzucasz się w oczy, ale bez obaw. W Tokio mieszka tyle dezerterów, że minie jeszcze trochę czasu zanim wreszcie się do ciebie dobiorą. Najpierw sprawdzają te najbardziej oczywiste dla nich przypadki. W przepowiedni nic nie wspomnieli o wieku, więc...
- Jakiej przepowiedni? Jest jakaś przepowiednia?- przerwałem jej któryś raz z kolei, ale cóż poradzić.
Luna delikatnie uderzyła się w czoło wnętrzem dłoni i powiedziała:
- Ach, całkiem bym zapomniała ci o tym powiedzieć! Oczywiście, że jest jakaś przepowiednia! O tym porozmawiamy innym razem, bo to dość długi temat i w ogóle. Nie martw się! Obiecuję, że wytłumaczę ci to najlepiej jak potrafię, więc szybko ogarniesz o co chodzi!
Spoglądałem na nią z pewnym zwątpieniem. Sam do końca nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie dość, że Łowcy na mnie polują, to jeszcze jest jakaś przepowiednia, która na pewno nie wróży mi nic dobrego.
- Dobra, wracając do tematu to jak już wspomniałam to szukają najpierw tych co najbardziej pasują do opisu. Ogółem nie musimy się zbytnio jeszcze tak tym martwić, ale mimo wszystko zachowajmy czujność, ok?- Luna spojrzała na mnie z jak największą uwagą na jaką ją było stać.
- Oczywiście... tylko co dalej?- spytałem.- A co będzie z moją rodziną, przyjaciółmi? Skoro już uda im się jakoś dojść do mnie to na pewno też do ludzi z mojego otoczenia! Oni są najbardziej zagrożeni!- wołałem cały rozgorączkowany.
- Spokojnie. Mamy jeszcze czas by dokładnie obmyślić plan działania. Najpierw musisz dowiedzieć się na czym dokładnie stoisz. Ja nie mogę udzielić ci odpowiedzi na wszystkie twoje pytania, ale to na pewno może.- poszperała w swojej torebce i wyciągnęła z niej małą, ale dosyć grubą książeczkę w czarnej, skórzanej oprawie i podała mi ją. Na okładce nie było tytułu ani autora i na dodatek emanowała jakimś dziwnym blaskiem. Spojrzałem na nią z niedowierzeniem. Udało jej się przemycić do świata ludzi księgę z Idylii! To było niezgodne z prawem i uważane za propagowanie wśród śmiertelników informacji o naszym świecie. Po chwili uświadomiłem sobie jedną rzecz i chwilę później moje szczęście przemieniło się we wściekłość.
- Jak możesz! Twierdzisz, że mi pomagasz, a mimo to chcesz mnie wydać! I po co mi to wszystko mówiłaś? Chciałaś mnie uświadomić o tym, że i tak zginę?!- całkowicie nad sobą nie panowałem.- Ile ci za mnie dadzą?
Ku mojej irytacji Luna zaczęła się trząść... ze śmiechu! Śmiała się jak opętana, aż wydyszała z wysiłkiem:
- Kheheh...Chyba się nie... zrozumieliśmy... khehe...!
- Ukradłaś tą książkę i na dodatek przemyciłaś ją tutaj! Dlatego się mnie uczepiłaś, bo ścigają cię za to Łowcy i na pewno chcesz mnie im wydać, by cię nie ukarali, prawda?- spojrzałem jej srogo w jej kocie oczy, które patrzyły na mnie z niedowierzeniem.
- Czy ty... naprawdę sądzisz, że chcę cię ot tak po prostu wydać, bo Łowcy chcą mnie zabić? Gdyby tak było to nie zadałabym sobie tyle trudu by cię chronić i nie mówiłabym ci tego wszystkiego tylko od razu zaprowadziła do nich. To trochę przykre, nie uważasz, Shima-kun?
Tym razem to ja byłem zbity z pantykału. Miała rację, a ja niepotrzebnie się uniosłem.
- Wybacz... ja..- głos ugrzązł mi w gardle.
- Spoko, wybaczam.- uśmiechnęła się.- Oj, chyba musimy się już pożegnać, bo mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia.- wstała i szykowała się do wyjścia- Radzę ci to dokładnie przeczytać.- powiedziała na odchodnym.
Gdy już opuściła lokal ja poprosiłem o rachunek i zapłaciłem za zamówienie, które przyniosła nam kelnerka w międzyczasie.
Wracając do domu zadzwoniła moja komórka. Odebrałem, nie sprawdzając numeru, i to był mój błąd:
- Ohayou~! Co tam, Shima?- zawołał Tristan.
Westchnąłem w duchu i odpowiedziałem równie radosnym tonem co mój rozmówca:
- Siemka. U mnie nic ciekawego. Właśnie wracam ze... spaceru.- jakoś nie miałem ochoty dzielić się z Apollem informacją o moim spotkaniu z Luną Eloise.
- Huh? Sam? No wiesz co? Mogłeś wcześniej odebrać to wybralibyśmy się razem! Taka... randka, nie?- zachichotał cicho.
Prychnąłem pod nosem i burknąłem:
- Jesteś idiotą, wiesz?
- No, coś tam słyszałem od paru nauczycielek, ale wiesz... plotki i plotki...
- Gadasz całkowicie bez sensu.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o jutrzejszym sprawdzianie aż Tristan zaproponował:
- Wiesz, a może przyjdziesz do mnie się pouczyć? Trochę mi pomożesz, bo ja... niezbyt ogarniam temat...
- Eee... wybacz, ale nie mam już czasu.... obiecałem Tsukiemu, że... pomogę mu sprzątać w gabinecie i ogółem lubię uczyć się sam...- wykręcałem się jak mogłem. Oczywiście był ze mnie dobry kłamca, więc blondyn gładko przełknął moją wymówkę.
Pożegnaliśmy się i gdy już się rozłączyłem spostrzegłem, że dotarłem pod drzwi mojego mieszkania. Już w progu wpadłem na Tsukiego, który był... nie w humorze.
- Gdzieś ty się podziewał tyle czasu?!- wrzasnął.
Spojrzałem na niego przestraszony. Ostatnio tak na mnie krzyczał gdy miałem sześć lat i podarłem jego komiks z limitowanej edycji.
- Przecież ci mówiłem, że wychodzę... byłem na spotkaniu...- wyjąkałem.
- Trzy godziny?! Nie odbierałeś ode mnie telefonu! Coś ty sobie myślał?!
- Gomene... Tsuki... nie chciałem...serio...- spojrzałem na niego ze skruchą.
Tsuki potarł czoło wierzchem dłoni i westchnął ciężko:
- Ja również przepraszam. Ostatnio tyle się dzieje, więc wiesz...
Skinąłem głową i przytuliłem się do niego, a on odwzajemnił mój uścisk. Później poszedłem do siebie i zamknąłem dokładnie drzwi na klucz. Następnie wyjąłem z kieszeni bluzy książkę od Luny i przekartkowałem ją niedbale. Nagle spośród jej stronic wypadł mały kartonik. Było na niej napisanej tylko trzy słowa:
No, to do zoba~!- Ymmm... No muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś! O co chodzi?- zapytałem zaciekawiony. Byłem naprawdę ciekaw czego ona może ode mnie chcieć.
- Huh? Jaa... nic ,a nic od ciebie nie chcę! A raczej chcę tylko nie w tym znaczeniu. Ogółem to nie jest temat na rozmowę przez telefon. Może chciałbyś się spotkać ze mną w uroczej kawiarence ,,Anteiku"* przy ulicy...
- Tak, tak znam ją! Nie musisz mi tłumaczyć!- byłem nieźle poirytowany. Ta cała rozmowa zaczęła mi działać na nerwy. Chce coś, nie chce! I jeszcze odnosi się do mnie jak do jakiegoś szczeniaka!
I znów usłyszałem jej wdzięczny chichot. Prychnąłem.
- No o co ci chodzi, Shima-kun? Stało się coś?- zapytała, a w jej głosie usłyszałem rozbawienie.
- O nic. Zupełnie o nic. O której mamy się spotkać?- zmieniłem szybko temat. Wolałem nie roztrząsać tematu. Ostatnio zaufałem zbyt dużej liczbie osób, a Eloise nie wzbudzała jakoś mojego zaufania.
- Um, pasuje ci tak... za godzinę? Mam parę spraw do załatwienia, więc na wcześniej się nie wyrobię. Na dodatek mogę się trochę spóźnić.
Zgodziłem się i następnie zakończyłem rozmowę. Później zszedłem na dół do kuchni i otworzyłem lodówkę. Nawet nie zauważyłem jaki byłem głodny. Zrobiłem sobie kanapkę z serem.
Gdy już zjadłem spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze sporo czasu. Poszedłem do siebie i włączyłem komputer. Oczywiście wszedłem na chat.
Saidoku: Ohayou~!
Hoshi: Ohayou, ohayou~!!! Co tam?
Saidoku: Um, różnie, że tak to ujmę. A u ciebie? Sami jesteśmy?
Hoshi: Nom, Tachi-san jest ostatnio bardzo zajęty pracą, więc nie ma nawet czasu by z nami pogadać. U mnie także bywa różnie. Kiedy się w końcu zobaczymy?
Saidoku: No, już przecież ci mówiłem, że może poczekajmy z tym jak będziemy wszyscy razem, ok? Źle bym się z tym czuł gdybyśmy omawiali tak ważne sprawy bez Tachi'ego-san.
Hoshi: Ale ty zawsze uciekasz! Ostatnio byliśmy w komplecie to zaraz się ulotniłeś! To niesprawiedliwe Sai!
Westchnąłem ciężko. Miała rację- uciekałem. Szczerze mówiąc to bałem się tego całego spotkania. Jako anonimy jesteśmy bezpieczni i czyści. Nie patrzymy na siebie pod kątem fizycznym, ale charakterów. Boję się, że gdy ich zobaczę zburzę wszystkie swoje oczekiwania i nadzieję, że mogę przestać mieć ochotę na naszą dalszą znajomość. Pokręciłem głową. Nie, to nie tak musi wyglądać. Znamy się dosyć długo i bez względu na to czego doświadczę postaram się ich zaakceptować.
Saidoku: Masz rację. Wybacz. Ja po prostu nie mogę się pogodzić z tym, że kiedyś mogę Was tak minąć na ulicy i w ogóle. To dość trudne do przyswojenia.
Hoshi: Wybacz.
Saidoku: O co ci chodzi?
Hoshi: Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam. W ogóle nie przejęłam się tym jak Wy możecie się z tym czuć.... Jestem okropna... -.-""
Saidoku: Nie mów tak! To nieprawda! Ja również nie zdałem sobie sprawy z tego, że Tobie i Tachi'emu-san może na tym tak bardzo zależeć!
Tachi-san: Hoho~! Czemu mnie obgadujecie? O co tutaj chodzi? Jak tak czytam to wszystko to przypominacie mi młode małżeństwo i ich pierwszą kłótnię po której natychmiast się godzą.
Hoshi: Tachi-san, Ohayou!!!
Saidoku: Małżeństwo? Ja i Hoshi? Żartujesz. A tak w ogóle, to witaj!
Tachi-san: Ohayou! A co w tym złego? Może akurat los Was tak pokieruje, że spotkacie się na ślubnym kobiercu. Nigdy nic niewiadmo, Sai.
Hoshi: Kyaa..! To by było super~! Taki ślub "w ciemno", co?
Tachi-san: A czemu akurat "w ciemno"?
Saidoku: Hoshi chodzi o to, że jeszcze nie ustaliliśmy daty naszego spotkania i w ogóle.
Hoshi: Właśnie, właśnie~! To jak?
Tachi-san: Teraz zbliża się sporo przerw u mnie w pracy, więc prawie każdy dzień mi odpowiada. Decyzję powierzam Wam, kochani!
Saidoku: Może tak w następny weekend?
Hoshi: Odpada. Mam wtedy występ. Gram na wiolonczeli i nasz zespół będzie grał właśnie swój pierwszy występ. Może... W przyszły czwartek?
Tachi-san: Mi pasuje, a tobie Sai?
Saidoku: Zależy na którą godzinę.
Akurat w tym momencie spojrzałem na zegarek. Cholera! Miałem tylko niecałe 20 minut na przygotowanie się i dotarcie na miejsce spotkania! Szybko odpisałem im aby sami ustali datę i wylogowałem się. Wyłączyłem komputer i poszedł do łazienki umyć zęby. Następnie stanąłem przed otwartą szafą i panikowałem jakbym szedł na pierwszą randkę. W pewnym sensie można to tak uznać. Dla niewtajemniczonych to na pewno będzie tak wyglądać. Potrząsnąłem głową i założyłem tylko białe, wytarte dżinsy i czarną koszulkę z logo Nirvany. Przejrzałem się w lustrze i pokiwałem z uznaniem głową. Wyglądałem całkiem nieźle. Ubrałem szybko stare trampki i wyszedłem z mieszkania. Wychodząc z klatki wysłałem tylko Tsukiemu esemesa, że wyszedłem, bo w całym tym zamieszaniu zapomniałem go o tym powiadomić. Odpisał mi tylko:,, Spoko. Zadzwoń do mnie jak będziesz wracał. Uważaj na siebie i... udanej randki." Wypuściłem powietrze ze świstem i przyspieszyłem. W końcu zacząłem biec i w około 10 minut byłem już na miejscu.
Wszedłem do małej i cichej kawiarenki urządzonej dość skromnie. Ściany były koloru kremowego, a meble dawały ładny kontrast swoim ciemnym odcieniem. Na ścianach wisiało kilka obrazów, a w kącie stała duża i okazała palma, która częściowo zasłaniała stojący obok niej stolik. Wybrałam właśnie ten kąt i usiadłem przy nim czekając na Eloise. Po kilku minutach podeszła do mnie niska kelnerka o ciemnych, kręconych włosach i zielonych oczach. Odprawiłem ją i nadal cierpliwie spoglądałem na zegarek wiszący na ścianie naprzeciwko. Minęło 10 minut, później 20, a następnie minęła mi cała godzina. Zrezygnowany i pełny złości podnosiłem się z miejsca, gdy nagle do pomieszczenia szybkim i zdecydowanym ruchem weszła Eloise. Zacisnąłem dłonie w pięści i już otwierałem usta by zrugać ją za to ,,spóźnienie", gdy ona przewidując co się święci uprzedziła mnie wylewając prawdziwy potok słów przeplatanych z przeprosinami:
- Wybacz mi Shima-kun! Nie sądziłam, że to tak długo mi zejdzie, ale mogłam cię o tym uprzedzić. Nie pomyślałam, wybacz! Na dodatek, gdy chciałam właśnie do ciebie zadzwonić, by odwołać nasze spotkanie to okazało się, że rozładowała mi się komórka! - wyciągnęła z kieszeni spodni swój telefon na dowód- A na dodatek zaczepiła mnie sąsiadka i musiałam iść z nią po sukienkę, którą uszyła mojej mamie, bo wiesz ona jest krawcową i szyje różne rzeczy na zamówienie i w ogóle tak mi się to długo zeszło, że nawet nie zauważyłam! Przepraszam!- jęknęła żałośnie i pochyliła głowę w geście najszczerszej skruchy. Ja natomiast powoli przetrawiałem jej słowa, bo mówiła tak szybko, że nie mogłem za nią nadążyć. Po kilku sekundach położyłem jej dłoń na ramieniu i powiedziałem:
- Nic nie szkodzi. Los czasem płata na figle.
Ona natychmiast wyprostowała się i uśmiechnięta na całą szerokość twarzy, tanecznym krokiem skierowała się do stolika przy którym siedziałem wcześniej. Gdy już usiedliśmy kelnerka od razu do nas podeszła i złożyliśmy zamówienie. Eloise wzięła białą herbatę i kawałek szarlotki, a ja gorącą czekoladę i ciasto czekoladowe. W czasie oczekiwania na nasze zamówienie Eloise zaczęła objaśniać mi cel naszego spotkania:
- Wiesz, Shima-kun.... Na świcie dzieją się różne rzeczy, ale nigdy nie są spowodowane przez jakiejkolwiek przyczyny, prawda?
Jej wzrok był tak przenikliwy, że nie mogłem go dłużej wytrzymać. Próbowałem skupić swoją uwagę na czymś innym i wtedy spostrzegłem małą plamkę na jej nadgarstku.
- Co to?- spytałem Eloise, która szybkim ruchem obciągnęła rękawy w dół by zasłonić tamto miejsce i powiedziała:
- Najpierw odpowiedz na moje pytanie, a ja później udzielę odpowiedzi na twoje, dobra?
Skinąłem głową i powiedziałem najszczerzej jak potrafiłem:
- Tak, to prawda. Na świecie nie istnieje coś takiego jak... magia na przykład albo czary czy też zwykły przypadek.
Reakcja Eloise była zadziwiająca. Śmiała się. Tak po prostu się śmiała. Patrzyłem na nią pełen zdumienia.
- O co ci chodzi? Przecież chciałaś abym opowiedział na twoje pytanie, wiec to zrobiłem. Teraz twoja kolej.- powiedziałem lekko rozzłoszczony.
Gdy już otarła łzy, które zdążyły nagromadzić się w kącikach jej kocich oczu, rzekła:
- Wybacz mi za tamto, ale twoja odpowiedź mnie bardzo rozbawiła, wiesz? Wcześniej gdy przyszłam powiedziałeś: ,,Los czasem płata figle", a teraz zaprzeczasz, że istniej coś takiego jak zarządzenie losu, czary, czy też...- zrobiła małą pauzę-... magia. Po tym mogę śmiało stwierdzić, że tak długo już przebywasz w świecie śmiertelników, że w ogóle nie zważasz na to co mówisz. Radzę ci uważać.
Wstrzymałem oddech. "W świecie śmiertelników"? Kim ona jest, że mówi o tym z taki spokojem i w ogóle co ona chce mi przez to przekazać? Nagle zauważyłem, że zaczynam drżeć. Spoglądałem w hipnotyzujące oczy Eloise i nagle uświadomiłem sobie kim ona jest. Wziąłem głęboki oddech i rzekłem:
- Jesteś czarownicą, prawda? A ta ,,plamka" na twoim nadgarstku to znamię. Zgadłem, nie?
Ona uśmiechnęła się szerzej co dało jej lekko psychopatyczny wygląd i powiedziała innym głosem, pełnym mocy:
- Zgadza się. Jak na to wpadłeś? Miałam nadzieję, że dłużej ci to zejdzie, ale widocznie cię nie doceniłam, wybacz.
- Czego ode mnie oczekujesz?- zapytałem gniewnie.
Tym razem jej twarz przybrała poważny wyraz, a jej głos był spokojny, ale stanowczy:
- Wiem, że masz znamię.- palcem pokazała na mój brzuch i na swoje ramię.- I wiem, że nadal ukrywają przed tobą prawdę.
- S-skąd ty..?- wyjąkałem. Nie spodziewałem się tego po niej. Mimo, że jest czarownicą to na pewno nie dowiedziała się o ,,tym" od tak po prostu. Kryształowe kule to zwykłe bajki dla dzieci. Czarownice posługują się.... sam nie wiem czym. Jakoś nieszczególnie się tym interesuję, wiec nie wiem.
- Mam swoje źródła. Powinieneś bardzo na siebie uważać, Shima-kun. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie gotowe by cię złapać i... unicestwić.- ostatnie słowo podkreśliła zaciśnięciem dłoni w pięść tak, że strzeliły jej kostki.
- Powiedz mi jedną rzecz: Po co to właściwie robisz? Ja jestem magiem, a ty czarownicą. Od wieków toczymy boje o różne rzeczy. To chyba trochę dziwne, że próbujesz mnie ostrzec.
- Ty chyba na prawdę nie zdajesz sobie sprawy co się wokół ciebie dzieje! Nawet nie jesteś świadom tego jak dużo zależy teraz od tego abyś żył. Nie możemy teraz pozwolić sobie na jakieś głupie wojny w obliczu takiego zagrożenia!- jej głos był przepełniony irytacją i gniewem. Oczy iskrzyły się złowrogo, a usta były wykrzywione w paskudnym grymasie.
- Nie obraziłbym się gdybyś od razu mi powiedziała o co tutaj dokładnie chodzi. Mój brat zachowuje się bardzo dziwnie odkąd pokazałem mu to znamię. Nic z tego nie pojmuję i liczę, że może ty spróbujesz mi to wyjaśnić.- tym razem to ja gotowałem się z gniewu i bezradności jaka mnie otaczała.
Eloise znów przybrała spokojny wyraz twarzy i rzekła bezbarwnym głosem:
- Dobrze. Jest tylko jeden warunek: Musisz uwierzyć we wszystko co mówię i mi zaufać.
Zgodziłem się, a ona zaczęła mówić dalej:
- Najpierw wyjawię ci moje prawdziwe imię, ale zastrzegam, że możesz go używać tylko wtedy gdy jesteśmy sami lub otaczają nas nasi najbardziej zaufani ludzie, jasne?- znów pokiwałem głową.- Tak naprawdę nazywam się Luna. Zapewne już skądś kojarzysz to imię, prawda?- uśmiechnęła się lekko.- Pamiętasz jak opowiadałeś mi o tym swoim koszmarze? Od razu spostrzegłam z kim mam doczynienia i tak właśnie trafiłam na twój trop. Jesteś największym idiotą jakiego widział ten świat. Masz w ogóle szczęście, że to byłam ja, a nie ktoś z Łowców, bo inaczej sprawy potoczyłyby się w zupełnie inną stronę...
- Zaraz, zaraz! Jacy ,,Łowcy"?- przerwałem jej.- I dlaczego na mnie polują?
- Shima, czy ty w ogóle coś pamiętasz z tych lat kiedy mieszkałeś w Idylli? Nie pamiętasz tych strasznych historyjek, które opowiadało się dzieciom, które były nieposłuszne? Łowcy to przecież prywatny oddział króla, który zajmuje się całą "brudną robotą". Ja jak była dzieckiem osobiście mogłam doświadczyć ich brutalności...- w tym momencie na sekundę zaszkliły jej się oczy.-... i wielkiej mocy. Są bezwzględni i nie znają granic. Nie spoczną póki nie wypełnią do końca rozkazów swojego władcy. Akurat teraz przebywają w Tokio. Szukają cię.
Jakaś wielka gula utknęła mi gardle blokując dopływ powietrza. Łowcy mnie szukają? Dlaczego? Przecież nie popełniłem żadnego przestępstwa!
- Na pewno chcesz tego dalej słuchać? Możemy obgadać to kiedy indziej, bo widzę, że już nieznacznie pobladłeś...
-Nie!- powiedziałem szybko- Musisz mi powiedzieć wszystko lub najwięcej jak możesz! To nie może dłużej zwlekać.
Luna, bo tak teraz wolałem ją nazywać, skinęła głową na znaj zgody i ponownie zabrała głos:
- Tak, więc gdy już wiedziałam mniej więcej o co chodzi zaczęłam dokładniej się tobie przyglądać. Dość szybko spostrzegłam, ze nie jesteś śmiertelnikiem. Ten sen, te znamię- to bardzo dużo dało mi do myślenia. Na początku miałam nadzieję, że jesteś może czarownikiem, ale jednak szybko pozbyłam się wątpliwości. Później próbowałam znaleźć sposób jak się do ciebie dostać. Oczywiście rozmowa na chat'cie nie wchodziła w grę, więc postanowiłam, że zapiszę się do twojej szkoły, ale nie do klasy, bo to by było zbyt oczywiste i szybko by mnie wykryto. Obserwowałam cię przez kilka dni, aż wreszcie na siebie wpadliśmy w szkole. Wtedy postanowiłam dać ci jakiś sygnał. Nie było łatwo, bo uczennica z równoległej klasy nie mogła tak po prostu sobie wejść do waszej sali i szperać ci po rzeczach. Dlatego poprosiłam którąś z moich zaufanych koleżanek ze szkoły, aby podrzuciła ci ten liścik. Prawda, że sprytne?- tutaj zrobiła przerwę oczekując ode mnie owacji, jednak ja byłem bardziej zły niż zachwycony- Ogółem jak na razie żaden z Łowców nie kręci się wokół ciebie, więc masz na razie spokój, ale to tylko kwestia czasu gdy cię już namierzą i wtedy nie będzie przyjemnie.
- Myślisz, że już to zrobili?- zapytałem drżącym głosem.
Luna zamyśliła się na chwilę i po dłuższej pauzie rzekła cicho:
- Niewykluczone, że mają cię w kręgu podejrzanych. Trochę rzucasz się w oczy, ale bez obaw. W Tokio mieszka tyle dezerterów, że minie jeszcze trochę czasu zanim wreszcie się do ciebie dobiorą. Najpierw sprawdzają te najbardziej oczywiste dla nich przypadki. W przepowiedni nic nie wspomnieli o wieku, więc...
- Jakiej przepowiedni? Jest jakaś przepowiednia?- przerwałem jej któryś raz z kolei, ale cóż poradzić.
Luna delikatnie uderzyła się w czoło wnętrzem dłoni i powiedziała:
- Ach, całkiem bym zapomniała ci o tym powiedzieć! Oczywiście, że jest jakaś przepowiednia! O tym porozmawiamy innym razem, bo to dość długi temat i w ogóle. Nie martw się! Obiecuję, że wytłumaczę ci to najlepiej jak potrafię, więc szybko ogarniesz o co chodzi!
Spoglądałem na nią z pewnym zwątpieniem. Sam do końca nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie dość, że Łowcy na mnie polują, to jeszcze jest jakaś przepowiednia, która na pewno nie wróży mi nic dobrego.
- Dobra, wracając do tematu to jak już wspomniałam to szukają najpierw tych co najbardziej pasują do opisu. Ogółem nie musimy się zbytnio jeszcze tak tym martwić, ale mimo wszystko zachowajmy czujność, ok?- Luna spojrzała na mnie z jak największą uwagą na jaką ją było stać.
- Oczywiście... tylko co dalej?- spytałem.- A co będzie z moją rodziną, przyjaciółmi? Skoro już uda im się jakoś dojść do mnie to na pewno też do ludzi z mojego otoczenia! Oni są najbardziej zagrożeni!- wołałem cały rozgorączkowany.
- Spokojnie. Mamy jeszcze czas by dokładnie obmyślić plan działania. Najpierw musisz dowiedzieć się na czym dokładnie stoisz. Ja nie mogę udzielić ci odpowiedzi na wszystkie twoje pytania, ale to na pewno może.- poszperała w swojej torebce i wyciągnęła z niej małą, ale dosyć grubą książeczkę w czarnej, skórzanej oprawie i podała mi ją. Na okładce nie było tytułu ani autora i na dodatek emanowała jakimś dziwnym blaskiem. Spojrzałem na nią z niedowierzeniem. Udało jej się przemycić do świata ludzi księgę z Idylii! To było niezgodne z prawem i uważane za propagowanie wśród śmiertelników informacji o naszym świecie. Po chwili uświadomiłem sobie jedną rzecz i chwilę później moje szczęście przemieniło się we wściekłość.
- Jak możesz! Twierdzisz, że mi pomagasz, a mimo to chcesz mnie wydać! I po co mi to wszystko mówiłaś? Chciałaś mnie uświadomić o tym, że i tak zginę?!- całkowicie nad sobą nie panowałem.- Ile ci za mnie dadzą?
Ku mojej irytacji Luna zaczęła się trząść... ze śmiechu! Śmiała się jak opętana, aż wydyszała z wysiłkiem:
- Kheheh...Chyba się nie... zrozumieliśmy... khehe...!
- Ukradłaś tą książkę i na dodatek przemyciłaś ją tutaj! Dlatego się mnie uczepiłaś, bo ścigają cię za to Łowcy i na pewno chcesz mnie im wydać, by cię nie ukarali, prawda?- spojrzałem jej srogo w jej kocie oczy, które patrzyły na mnie z niedowierzeniem.
- Czy ty... naprawdę sądzisz, że chcę cię ot tak po prostu wydać, bo Łowcy chcą mnie zabić? Gdyby tak było to nie zadałabym sobie tyle trudu by cię chronić i nie mówiłabym ci tego wszystkiego tylko od razu zaprowadziła do nich. To trochę przykre, nie uważasz, Shima-kun?
Tym razem to ja byłem zbity z pantykału. Miała rację, a ja niepotrzebnie się uniosłem.
- Wybacz... ja..- głos ugrzązł mi w gardle.
- Spoko, wybaczam.- uśmiechnęła się.- Oj, chyba musimy się już pożegnać, bo mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia.- wstała i szykowała się do wyjścia- Radzę ci to dokładnie przeczytać.- powiedziała na odchodnym.
Gdy już opuściła lokal ja poprosiłem o rachunek i zapłaciłem za zamówienie, które przyniosła nam kelnerka w międzyczasie.
Wracając do domu zadzwoniła moja komórka. Odebrałem, nie sprawdzając numeru, i to był mój błąd:
- Ohayou~! Co tam, Shima?- zawołał Tristan.
Westchnąłem w duchu i odpowiedziałem równie radosnym tonem co mój rozmówca:
- Siemka. U mnie nic ciekawego. Właśnie wracam ze... spaceru.- jakoś nie miałem ochoty dzielić się z Apollem informacją o moim spotkaniu z
- Huh? Sam? No wiesz co? Mogłeś wcześniej odebrać to wybralibyśmy się razem! Taka... randka, nie?- zachichotał cicho.
Prychnąłem pod nosem i burknąłem:
- Jesteś idiotą, wiesz?
- No, coś tam słyszałem od paru nauczycielek, ale wiesz... plotki i plotki...
- Gadasz całkowicie bez sensu.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o jutrzejszym sprawdzianie aż Tristan zaproponował:
- Wiesz, a może przyjdziesz do mnie się pouczyć? Trochę mi pomożesz, bo ja... niezbyt ogarniam temat...
- Eee... wybacz, ale nie mam już czasu.... obiecałem Tsukiemu, że... pomogę mu sprzątać w gabinecie i ogółem lubię uczyć się sam...- wykręcałem się jak mogłem. Oczywiście był ze mnie dobry kłamca, więc blondyn gładko przełknął moją wymówkę.
Pożegnaliśmy się i gdy już się rozłączyłem spostrzegłem, że dotarłem pod drzwi mojego mieszkania. Już w progu wpadłem na Tsukiego, który był... nie w humorze.
- Gdzieś ty się podziewał tyle czasu?!- wrzasnął.
Spojrzałem na niego przestraszony. Ostatnio tak na mnie krzyczał gdy miałem sześć lat i podarłem jego komiks z limitowanej edycji.
- Przecież ci mówiłem, że wychodzę... byłem na spotkaniu...- wyjąkałem.
- Trzy godziny?! Nie odbierałeś ode mnie telefonu! Coś ty sobie myślał?!
- Gomene... Tsuki... nie chciałem...serio...- spojrzałem na niego ze skruchą.
Tsuki potarł czoło wierzchem dłoni i westchnął ciężko:
- Ja również przepraszam. Ostatnio tyle się dzieje, więc wiesz...
Skinąłem głową i przytuliłem się do niego, a on odwzajemnił mój uścisk. Później poszedłem do siebie i zamknąłem dokładnie drzwi na klucz. Następnie wyjąłem z kieszeni bluzy książkę od Luny i przekartkowałem ją niedbale. Nagle spośród jej stronic wypadł mały kartonik. Było na niej napisanej tylko trzy słowa:
Nie ufaj nikomu.
Zmarszczyłem brwi i zamyśliłem się. Dlaczego akurat nikomu? Chociaż to jest dość oczywiste. Łowcy mogą czaić się wszędzie- nawet w mojej szkole. Muszę być bardziej ostrożny. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi i głos Tsukiego:
- Ne, Shima! Telefon do ciebie!
Schowałem książeczkę w poszewce poduszki i otworzyłem drzwi. Tsuki podał mi telefon.
- Słucham?- powiedziałem do słuchawki.
- Cześć synku....
______________________________________________________
Kyooo~!!! I w tym monecie mogę dać ,,c.d.n.", ne? * uśmiecha się szatańsko*
No to skoro już porzuciliście chęć mordu względem mojej osoby to przechodzę do krótkich wyjaśnień:
# Jak już wspomniałam na początku powodem moje długiej nieobecności była ta cholerna szkoła!
# Cieszę się, że moja ostania notka ,,Cel podróży" osiągnął taki mały, ale zawsze jakiś, sukces. Koleżanka ze szkoły powiedziała, że ,,genialne" ( ja ją tylko cytuję xD)
# Wybaczcie, że aż roi się od błędów, ale moja kochana becia wyjechała i muszę radzić sobie sama xD
# Etto.. chyba to już wszystko! Pozdrawiam Was wszystkich, a już szczególnie mojego pysczunia, który z wielką niecierpliwością wyczekiwał tego rozdziału i skakał po internetach jak z kijkiem w dupie xD <3
Kaomiś :*
P.S: Z racji, że mam takie zajebiste ferie, czyli, że mogę siedzeć przy kompie to jutro też dodam jakiś mały rozdzialik, albo bonus w którym wyjaśnię o co chodzi, bo nie chciałam zbytnio przedłużać, więc nie wyjaśniłam Wam wszystkiego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz