sobota, 10 stycznia 2015

,,Świat ma dziwne poczucie humoru" #5- Znamię, krew i znów Luna.

Ohayou~!!!!
Już na wstępie bardzo Was przepraszam za to, że nie dawałam znaku życia przez tak długi okres, ale nastąpiły pewne drobne komplikacje jak i techniczne i prywatne. Jeszcze dodam, że jestem tak chora, że pisząc ten rozdział zużyłam chyba resztki mojej świadomości, więc na pewno wyjdzie głupio...
>.<
Doobra~!
Wracając do tematu dodaję tutaj już 5. rozdział mojego opowiadania! Nie wiem czemu, ale jestem strasznie tym podjarana i wgl :D
Jeszcze chcę podziękować Kiasarin i Sówce Kaze za te wszystkie komentarze! Arigatou~!! :*
Um, więc to by było na tyle z tego mojego ,,wstępu".
Zapraszam do czytania i komentowania :D
Enjoy~!
~Koniec~

 Następnego dnia już od rana wyczekiwałem telefonu od Tristana. Nie wiem czemu, ale czułem się winnych z powodu wczorajszego zajścia między nami. Po głowie cały czas obijały mi się jego słowa. Nie chciałem by coś takiego zepsuło naszą relację, choć trzeba przyznać, że to blondyn najwięcej się tu angażował. Ja tylko biernie przyglądałem się rozwojowi przypadków i nie mieszałem się w nic. 
Zszedłem na dół na śniadanie z nieciekawym nastrojem. Tsuki od razu to zauważył, bo poza ,,Dzieńdoberek" nie powiedział nic innego. Byłem mu za to wdzięczny, bo nie chciałem żadnego przesłuchania jak to robiła zawsze nasza mama. Mama- strasznie długo jej nie widziałem. Konkretnie to od śmierci taty. Po pogrzebie tak po prostu wysyłała mnie do wszystkich członków naszej rodziny pod pretekstem ,, chronienia mnie", ale i tak wiedziałem, że nie mogła na mnie patrzeć. Za bardzo przypominałem ojca. I to ją jeszcze bardziej raniło. Jednak rozumiałem ją- było i jest jej ciężko. Chciałbym znów ją zobaczyć, ale dostałem surowy zakaz kontaktu z nią i resztą bliskich mi osób z mojej rodziny. Wędrowałem tak przez kilka lat, aż wreszcie wylądowałem w Tokio u mojego brata. Mam tylko nadzieję, że zostanę tu już na zawsze. 
Jadłem tak rozmyślając, że nawet nie spostrzegłem, że już pora wychodzić do szkoły. Gdyby nie brat chyba nigdy bym tego nie zauważył. Piorunem pobiegłem po swoją torbę i wyszedłem z mieszkania. Zjechałem po poręczy, by być szybciej i o mało co nie wpadłem na kogoś. Podniosłem wzrok i zobaczyłem... Tristana ze swoim słynnym uśmiechem. Otworzyłem szeroko oczy i zaniemówiłem z zaskoczenia. Blondyn wpatrywał mi się głęboko w oczy przenikliwym spojrzeniem, że miałem wrażenie, że czyta mi w myślach. Nie wiem ile tak staliśmy, ale żadne z nas się nie odezwało. Wreszcie zamrugałem parę razy oczami, by uwolnić się tego ,,transu".
- Ne, Shima-kun, co tam?- zapytał jak nigdy nic Apollo. Spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Przecież wczoraj on... a teraz tak po prostu... Miałem ochotę zamienić go w dżdżownicę. Uśmiechnąłem się na tą myśl. Wizja Tristana w wersji glisty była kusząca, ale wiedziałem, że konsekwencje mogą być wręcz opłakane, więc wolałem nie ryzykować.
- Jak zawsze nic ciekawego.- odpowiedziałem ze sztucznym uśmiechem Tak szczerze to znów miałem TEN koszmar. Nie mogłem później przez niego zasnąć, więc wpłynęło to znacznie na mój humor. Jednak wolałem tego nie okazywać. W pewnym sensie zacząłem obawiać się Tristana. Dość późno spostrzegłem, że jest dla mnie pewnym zagrożeniem. Ta jego nieprzewidywalność może okazać się dla mnie zabójcza. Tak naprawdę to bardzo mało o nim wiem. To co mi mówił o sobie było dość mało istotne z tym co ja zdążyłem wyjawić mu o sobie. Mimo, że moje odpowiedzi były powściągliwe to i tak jakimś cudem zdobył mój dokładny adres i numer telefonu. Zawsze uważałem go za kolejnego półgłówka, który nic a nic nie ogarnia, ale te jego badawcze spojrzenia i ten wzrok przed chwilą lekko mnie zaniepokoił. Wolałem już się więcej nie odsłaniać przed nim i nie wcielać go w szczegóły mojego życia. 
- Aha.- mruknął tylko w odpowiedzi nadal uważnie mi się przyglądając. Zauważyłem w nim pewną zmianę. Mimo tego, że próbował zbagatelizować wczorajsze zajście to i tak bacznie obserwował moje reakcje. Na pewno nie uszło jego uwadze moje zdezorientowanie. Normalnie to by gadał o jakiś tam pierdołach, ale teraz był bardzo mrukliwy. Zamieniliśmy jeszcze parę jakiś tam półsłówek i wreszcie doszliśmy do szkoły. O dziwo przypałętała się do nas Ritsuko rzucając się Tristanowi na szyję i całując go w policzek. Do mnie pomachała i znów skupiła się na blondynie. 
I znów byłem znokautowany przez niego!  
Wczoraj jeszcze dobierał się do mnie,a teraz obściskuje się z Ritsuko! Zdenerwowany i zdezorientowany po raz drugi tego dnia szybko udałem się do klasy. Wchodząc do szatni wpadłem na niską dziewczynę o kocich oczach i białych jak śnieg włosach. Cofnąłem się trochę i powiedziałem:
- Wybacz, nie zauważyłem cię.
Ona natomiast zaśmiała się i rzekła aksamitnym głosem:
- Hm? Nie zauważyłeś mnie czy może nie chciałeś mnie zauważyć? Jestem Eloise Yagami z klasy Id,a ty?
- Um, jestem Shima Summaru z Ib, chyba mamy razem W-f, nie?
Eloise skinęła głową i odeszła. Ja wszedłem do szatni i zostawiłem tam kurtkę ,i przebrałem buty. Szybko udałem się do klasy, a na swojej ławce znalazłem liścik. Przeczytałem ją i o mało co nie upadłem na kolana. 

Witaj!
Jak tam twój nocny koszmar?
Nadal nie wierzysz w proroctwo? 
A może boisz się w w nie uwierzyć?
Trzymaj się i bądź ostrożny,
Luna.
Zgniotłem kartkę w dłoni dając upust swojej złości. Co to za gra? O co jej chodzi i kim ona jest? Jak mnie wyśledziła? Przecież w naszej rozmowie ani razu nie wspomniałem o swojej szkole ani o niczym innym. Widocznie to ktoś z mojego otoczenia, kto mnie choć trochę zna. Mam paru podejrzanych: Tristan, Ritsuko i... sam nie wiem... Może ktoś z mojej klasy? Ale jak? Poza blondynem nie utrzymuję z nikim żadnej głębszej znajomości. I to jest mój błąd. Mając tylko Tristana nie mam nikogo innego ,,w zapasie" z kim mógłbym szczerze porozmawiać. Ostatnio przestałem ufać blondynowi. Na przerwie zadzwonię do Sachi- jej mogę powiedzieć wszystko. 
Siedziałem na lekcji jak na szpilkach. Nie mogłem się na niczym skupić. Na dodatek Tristan co chwila się do mnie odwracał i pytał o coś. Miałem go powoli serdecznie dosyć. Co mnie skusiło, aby usiąść za nim? Sam nie wiem. Miałem wrażenie, że powoli umieram.
Wreszcie dzwonek! 
Wybiegłem z klasy jak z bicza strzelił i pobiegłem za szkołę. Wybrałem numer Sachi, ale nie odbierała. Po kilku razach zrezygnowałem. Schowałem komórkę do kieszeni i poszedłem do szkoły. Gdy już wchodziłem znów spotkałem Eloise. Patrzyła na mnie swoimi kocimi oczami z nieskrywaną ciekawością. Staliśmy tak w wejściu i oboje milczeliśmy. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy. 
- Do zobaczenia, Shima-kun.- powiedziała cicho i odeszła.
Pomachałem jej na pożegnanie i również skierowałem się do klasy. Następna lekcja to historia. Rany!
* * * 
Po lekcjach wracaliśmy do domu we trójkę. Znaczy ja, Tristan i Ritsuko. Oni oboje migdalili się, a ja szedłem trochę przed nimi. Nie chciałem na nich patrzeć. Mdliło mnie od tego. Jednak na głównym skrzyżowaniu Ritsuko poszła w swoją stronę, a my z Tristanem w swoją. Oboje w drodze do domu milczeliśmy. Jednak i tak widziałem te badawcze spojrzenia którymi mnie obdarzał. Gdy już zbliżaliśmy się do punktu rozstania Tristan powiedział:
- Um, wiesz stary... Przepraszam. Za wszystko. Jeśli chodzi o Ritę to kiedyś ci to wyjaśnię. Nie martw się, nie zmieniłem orientacji!- uśmiechnął się łobuzersko. Spojrzałem na niego groźnie, więc ten uśmieszek szybko zgasł jak się pojawił. Odwróciłem się na pięcie w milczeniu święcie obrażony. Koleś zaczynał mnie już na serio denerwować! Jednak zanim pomyślałem coś okrutnego na temat jego straszliwej śmierci zadzwoniła moja komórka. Spojrzałem na wyświetlacz z myślą, że jeśli to ten idiota to nie raczę odebrać, ale to była Sachi. 
- Siema....- mruknąłem na powitanie. 
- Hejka! Co tam, Shima? Dawno się nie widzieliśmy! Czytałeś maila? Co u Tsukiego? Jak w szkole? - dziewczyna wyrzucała pytania z siebie z prędkością światła. 
- Wow.- zdążyłem tylko tyle powiedzieć zanim zacząłem odpowiadać na jej pytania. - U mnie jest różnie. Tak czytałem. Tsuki ma sporo pracy i żadnych szans na urlop. W szkole dobrze. A co u ciebie?- zapytałem.
Sachi rozgadała się na temat tego jak minęły odwiedziny jej ojca i o swojej szkole. Poznała jakiegoś nowego chłopaka, który dopiero się wprowadził obok niej i codziennie chodzą do szkoły. Podobno coś między nimi iskrzy. Na dodatek Erin- siostra Sachi, jest w ciąży! Ta informacja zrobiła na mnie wrażenie.
- Coo?! Seryjnie? Nie wierzę!- tym razem to ja gadałem jak najęty. Erin, która za nic w świecie nie chciała mieć dziecka jest w ciąży!
- Noo... I nawet postanowiła je urodzić! Będę ciotką!- powiedziała tryumfalnie Sachi. Wiedziałem, że nie posiadała się radości. Ja również uśmiechnąłem się. 
- A ja chyba... wujkiem?- zapytałem mimochodem.
- No oczywiście! Jakżeby mogło by być inaczej! Witamy w rodzinie!- zawołała w stanie najwyższej euforii. 
Później zaczęliśmy rozmawiać już o mniej istotnych sprawach. Głównym tematem były zdjęcia Tsukiego bez koszulki- ciągle ich jej nie wysłałem. 
- No, ale co ja ci poradzę, że mam dużo na głowie i na dodatek jak mam mu wytłumaczyć, że chcę jego sexy zdjęcie?! Na pewniaka od razu zabierze mnie do psychiatry!- próbowałem się jakoś bronić.
- Um, no dobrze. Ale postaraj się mi jakieś znaleźć, ok?- powiedziała ugodowo.
Zgodziłem się i następnie znów gadaliśmy o jakiś pierdołach. Wkrótce pożegnaliśmy się, gdy akurat wchodziłem do mieszkania. O dziwo, Tsukiego jeszcze nie było w domu. Najwyraźniej coś go zatrzymało. Poszedłem od razu do swojego pokoju i włączyłem komputer. Wszedłem na stronę chat'u i zalogowałem się. Z zadowoleniem zauważyłem, że akurat była dostępna Hoshi. Otworzyłem prywatny pokój rozmów i zaprosiłem ją. Przyjęła natychmiastowo.
Saidoku: Siema. Co tam?
Hoshi: Sai! Długo cię tutaj nie było! Martwiliśmy się o ciebie, wiesz? Myślałam, że może coś ci się stało i w ogóle... 
Saidoku: Jak widzisz wszystko jest w porządku. Po prostu nawał pracy w szkole i takie tam. 
Hoshi: Ahaa... Cieszę się, że to nic poważnego. A tak napomykając to kiedy mamy zamiar się spotkać? Tak we trójkę?
 W tym momencie zastanowiłem się poważnie. Trochę przerażała mnie myśl o tym całym ,,spotkaniu". Wolałabym abyśmy nadal pozostali anonimowi, ale skoro oni chcą to zostałem najwyraźniej już dawno przegłosowany. Z drugiej strony byłem ciekaw i to bardzo, jak oni wyglądają i jacy są. 
Saidoku: Um, sam nie wiem. Póki nie ma z nami Tachi'ego- san to lepiej odłóżmy ten temat na bok, ok?
Hoshi: Dobrze. A co u ciebie?
Saidoku: Jak już wcześniej wspomniałem mam sporo nauki. Szczerze to rzadko wychodzę gdzieś na miasto. No chyba, że po zakupy. :-)
Hoshi: Serio? Jak mi cię szkoda. Ostatnio dość dużo się u nas dzieje. Znów okradli jakiś bank na naszej dzielnicy, zamordowali jakąś ciężarną kobietę i zaginęło jakieś małe dziecko. 
Saidoku: To dość przytłaczające. Żal mi tych wszystkich ludzi. Na pewno jest im bardzo ciężko, nie?
Hoshi: To chyba oczywiste! Nie codziennie zdarzają się takie wypadki. Oby nam się coś takiego nie przytrafiło...
Saidoku: Właśnie. Ostatnio aż strach wychodzić z domu, nie?
Hoshi: Taa... A wiesz, że to nawet dobra wymówka aby nie iść jutro do szkoły na klasówkę? Muszę koniecznie wypróbować!
Saidoku:... -.-"".....
Hoshi: Haha.... Spokojnie tylko żartowałam. Ja ,,kocham" chodzić do szkoły, ale uczyć się to już nie bardzo.... :)
Saidoku: Ne, Tachi-san jest już dostępny! Zaproszę go, dobra?
Hoshi: Spoko.
 Kliknąłem na nick Tachi'ego i wysłałem zaproszenie. On również szybko je przyjął.
Tachi-san: Ohayou~! Dawno nie pisaliśmy tak w grupie, nie? 
Hoshi: Taa....Co tam u ciebie Tachi-san?
Tachi-san: Nic ciekawego. Ostatnio ma dość sporo pracy. Istna mordęga.
Saidoku: Ne, a jeśli mogę spytać to gdzie właściwie pracujesz Tachi-san?
Tachi-san: Zajmuję się papierkową robotą jako księgowy. Uwierzcie mi, nie ma nic bardziej nudnego niż to.
Hoshi: Skoro tak bardzo jej nie cierpisz to czemu nadal ją wykonujesz? Nie możesz... nie wiem... zmienić jej na lepszą?
Tachi-san: To nie takie proste. W dzisiejszych czasach trudno o jakąkolwiek pracę, więc nie mogę zbytnio narzekać. Może kiedy sytuacja trochę się unormuje to może pomyślę o zmianie.
Saidoku: Wiecie, ja już będę się powoli zbierał. Mam masę pracy domowej i jeszcze parę obowiązków domowych, więc żegnam.
 Nie czekając na ich odpowiedź szybko wylogowałem się i wyłączyłem komputer. Nie miałem ochoty dalej pisać z nimi. Jakoś ostatnio mnie to nudzi. Nie wiem nawet dlaczego. 
Nagle poczułem silny ból w brzuchu, że aż się skuliłem. Leżałem tak jakbym był  w całkowitej agonii czekając na wybawienie z rąk śmierci. W pewnym momencie ból zniknął tak szybko jak się pojawił. Oddychając ciężko usiadłem. Jednak chwilę później znów uderzyła mnie jeszcze większa fala bólu. Tym razem rozlewała się po całym moim ciele. Krzyczałem i czułem w ustach niebezpieczny metaliczny posmak krwi. Tym razem wszystko to trwało kilkanaście minut. Gdy już wreszcie moje katusze ustały, jakimś cudem podniosłem się cały obolały i podążyłem do kuchni. Nalałem sobie wody do szklanki i drżąc na całym ciele wypiłem ją jednym haustem. Usiadłem na jednym ze stołków i nagle przypomniałem sobie, że tak samo się zachowywałem jak przyśnił mi się TEN koszmar. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego, ale w głębi ducha czułem, że te ataki bólu, koszmar i ta cała Luna są jakoś dziwacznie ze sobą powiązani. W pewnym momencie poczułem dziwne mrowienie w okolicach pępka. Poszedłem do łazienki i stanąłem przed lustrem podwijając koszulkę. To co zobaczyłem dosłownie zwaliło mnie z nóg. Klęcząc nie mogłem nawet pozbierać myśli. Mój cały przód tułowia pokrywał dziwny tatuaż albo znamię- nie wiem jak to nazwać, bo nawet nie wiem co to właściwie jest. Na czworaka doczołgałem się pod ścianę i skuliłem się pod nią. Nie wiem ile czasu upłynęło, ale w pewnym momencie usłyszałem zgrzyt klucza i do domu wszedł Tsuki. 
- Ne, Shima! Wróciłem.- zawołał i w wyobraźni widziałem jak szedł najpierw do kuchni, a później po schodach do mojego pokoju. Dopiero przez uchylone drzwi łazienki zobaczył mnie skulonego z cierpiętniczym wyrazem twarzy. Cały zmartwiony podszedł do mnie szybko i ukucnął przede mną i zapytał zdenerwowanym głosem:
- Shima, co się stało?
Ja tylko otworzyłem usta i natychmiast je zamknąłem niezdolny do wypowiedzenia choćby jednego słowa. Podwinąłem delikatnie koszulkę i pokazałem bratu to ,,coś". On natychmiast zbladł i usiadł na posadzce ciężko oddychając. 
- O-od kiedy to masz?- zapytał drżącym głosem. 
- Przed chwilą. Najpierw był okropny ból, a później mrowienie i gdy poszedłem do łazienki i podwinąłem koszulkę to ,,to" już było.- opowiedziałem mu wszystko najlepiej jak potrafiłem.  
Tsuki jeszcze raz spojrzał na mnie z obawą, a potem podniósł się i również pomógł mi wstać. Miałem lekkie zawroty głowy, ale czułem się już znacznie lepiej. Brat przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Staliśmy tak kilka minut, a gdy wreszcie się ode mnie odsunął powiedział stanowczym głosem:
- Obiecaj mi, że nikomu, ale to nikomu tego nie pokażesz, dobra?
Skinąłem głową i zapytałem cicho:
- Ale co to właściwie jest? 
Tsuki westchnął ciężko i przejechał sobie otwartą dłonią po twarzy aż do włosów. Było widać, że jest bardzo zdenerwowany i szuka odpowiedniej odpowiedzi na moje pytanie. 
- Shima, to nie powinienem ci to mówić, wiesz? Zaraz skontaktuję się z odpowiednią osobą i ją o to spytaj, jasne?- brat poważnie spojrzał mi w oczy, a jego wzrok był tak przenikliwy, że nie wytrzymałem i odwróciłem głowę. 
- Spoko. Kim jest ta osoba?- zapytałem cicho.
Jednak tym razem nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Tsuki znów ciężko westchnął i wyminąwszy mnie, wyszedł z łazienki zostawiając mnie samego z wielkim pytaniem w głowie: ,,O co tutaj do cholery chodzi?!!"
______________________________________________________
 Um, jak widać tekst był nie zbetowany, bo chciałam dodać chapter jak najszybciej i nie chciało mi się już wysyłać tego do mojej bety. Ogółem mam nadzieję, że mimo tego, że mogą pojawić się kolosalne błędy ( ja mistrz ortografii- fuck yeach!) i literówki- to rozdzialić Wam się spodobał. 
Wreszcie trochę jakiejś akcji, ne?
No to ja się żegnam i idę spać! Branoc~!
Kaomi :*


Brak komentarzy: