Baaardzo Was przepraszam, że ostatnio (prawie od 2-3 tygodni) nic nie dodawałam, ale jest koniec półrocza i muszę nadrobić zaległości...;___;
Ogółem stuknęło nam już ponad 200 wyświetleń, a konkretnie 221!!! xD Arigatou! :D
Nomm... nie przedłużając już bardziej niż to możliwe zapraszam do czytania i komentowania :D
P.S: Jeszcze dodam, że wygląd strony będzie się ciągle zmieniał, bo nie mogę wciąż go dopasować do własnego widzimisie i wgl xD.
~koniec nudnego wstępu~
Spadam.
Lecę w dół, a wokół mnie nie ma nic czego mógłbym się złapać.
Czuję jak ciśnienie rozsadza mnie od środka.
Czuję strach.
W pewnym momencie słyszę krzyk. Przeraźliwy krzyk.
Próbuję coś dostrzec wkoło siebie, ale nie mogę.
Macham ramionami jakby były skrzydłami ptaka. Ku własnemu zdziwieniu zaczynam powoli zwalniać i nawet unosić się wyżej.
Gdy uspokoiłem się trochę zacząłem lecieć do źródła tych przeraźliwych krzyków i wrzasków.
Ujrzałem wielką, ciemną dziurę. Postanowiłem tam wlecieć. Powoli i ostrożnie leciałem w dół przy akompaniamencie jak z największego horroru. Leciałem i leciałem, a tunel wydawał się nie mieć końca.
Wreszcie moje stopy uderzyły o twarde podłoże. Wszędzie panowała ogromna i nieprzenikniona ciemność. Jednak mimo tego nadal bardzo wyraźnie słyszałem krzyk.
Krzyk pewnej dziewczyny.
Szloch?
Nie namyślając się bardziej popędziłem przed siebie i jakimś cudem trafiłem do pewnego ciemnego pomieszczenia. Pomacałem ścianę po mojej lewej stronie i trafiłem na włącznik.
Rozbłysły światła.
A moim oczom ukazał się przerażający widok.
Mój oddech gwałtownie przyspieszył.
~Co-o?
Przedemną na środku pokoju stał wielki krzyż.
A na nim...
...wisiała dziewczyna...a raczej jej pokrwawione ciało...już na kilometr było czuć od niej śmiercią...
Moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
Wpatrywałem się w nią i nic nie mogłem z siebie wykrztusić.
Nagle jej dłoń poruszyła, a ja usłyszałem cichy głos:
~B-błagam...pomocy-y...
Wrzasnąłem ,gdy podniosła swoją głowę i ujrzałem twarz bez oczu, nosa i ust. Na ich miejscu zionęła wielka dziura pełna krwi. Poderwałem się i wybiegłem z tego pokoju. Biegłem przed siebie na nic nie patrząc. I tak nic bym nie zobaczył przez te egipskie ciemności. Nagle znów poczułem, że spadam...
Tylko tym razem czułem przeraźliwy ból...
Czułem jak moja dusza odrywa się od ciała i leci w niewiadomym mi kierunku. Leciałem w dół bezwładnie.
Nie było dla mnie ratunku...
Wreszcie moje stopy uderzyły o twarde podłoże. Wszędzie panowała ogromna i nieprzenikniona ciemność. Jednak mimo tego nadal bardzo wyraźnie słyszałem krzyk.
Krzyk pewnej dziewczyny.
Szloch?
Nie namyślając się bardziej popędziłem przed siebie i jakimś cudem trafiłem do pewnego ciemnego pomieszczenia. Pomacałem ścianę po mojej lewej stronie i trafiłem na włącznik.
Rozbłysły światła.
A moim oczom ukazał się przerażający widok.
Mój oddech gwałtownie przyspieszył.
~Co-o?
Przedemną na środku pokoju stał wielki krzyż.
A na nim...
...wisiała dziewczyna...a raczej jej pokrwawione ciało...już na kilometr było czuć od niej śmiercią...
Moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
Wpatrywałem się w nią i nic nie mogłem z siebie wykrztusić.
Nagle jej dłoń poruszyła, a ja usłyszałem cichy głos:
~B-błagam...pomocy-y...
Wrzasnąłem ,gdy podniosła swoją głowę i ujrzałem twarz bez oczu, nosa i ust. Na ich miejscu zionęła wielka dziura pełna krwi. Poderwałem się i wybiegłem z tego pokoju. Biegłem przed siebie na nic nie patrząc. I tak nic bym nie zobaczył przez te egipskie ciemności. Nagle znów poczułem, że spadam...
Tylko tym razem czułem przeraźliwy ból...
Czułem jak moja dusza odrywa się od ciała i leci w niewiadomym mi kierunku. Leciałem w dół bezwładnie.
Nie było dla mnie ratunku...
* * *
Obudził mnie mój własny wrzask. Sturlałem się z łóżka razem z kołdrą i uderzył boleśnie o podłogę. Próbowałem wyplątać się z pościeli. Po chwili już wybiegłem z pokoju do kuchni. Drżącymi dłońmi próbowałem nalać sobie wody do szklanki.
Wylałem połowę jej zawartości, ale i tak piłem jakby to była moja ostatnia szklanka wody w życiu. Po chwili siedziałem przy stole i oparłem łokcie o blat, a na nich głowę.
Zauważyłem, że drżę.
Zęby szczękały mi nieustannie. Potwornie się bałem. Od razu zapragnąłem, aby Tsuki wrócił już do domu. Chciałem do niego zadzwonić, ale postanowiłem, że nie będę zakłócać mu snu i go dodatkowo martwić. Na miękkich nogach udałem się do swojego pokoju i zamiast położyć się do łóżka, usiadłem przed komputerem.
Zalogowałem się na chat'cie. O dziwo była jedna osoba. Gdy spojrzałem pospiesznie na zegarek to dochodziła powoli trzecia na ranem. Wzruszyłem ramionami i zacząłem rozmowę.
Saidoku: Witaj~!
Luna: Cześć...
Saidoku: Też masz kłopoty ze snem?
Luna: Nie. Ja po po prostu nie chcę spać.To tylko strata czasu.
Saidoku: Huh? Nie rozumiem. Przecież trzeba czasem trochę odpocząć.
Luna: Ja wolę pospać trochę w dzień. Rano odsypiam najwięcej,a już później to tylko dość długie drzemki. W nocy wolę pracować.
Saidoku: Coś nie widać, abyś pacował/a.
Luna: Uno:Jestem dziewczyną, dos: Ja tak właśnie pracuję.
Saidoku: A co to za praca?
Luna: Nie twój interes. Pogadajmy o czymś innym, dobra?
Saidoku: Uch, OK.
Luna: Jak często zaglądasz na Chat?
Saidoku: Ogółem to tylko raz lub dwa. Dziś to wyjątek. Nie mogę zasnąć i pomyślałem, że może z kimś pogadam. A ty?
Luna: Cały czas. Czemu dziś jest taki mały wyjątek? Stało się coś szczególnego?
Saidoku: Cały czas?! Nie wierzę!
Luna: Raz: Nie musisz mi wierzyć, ale tak właśnie jest. Dwa: Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Saidoku: Ychm... No bo miałem taki strasznie dziwny koszmar. Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przyśniło, a dość rzadko miewam jakieś sny.
Luna: Ahaa... Opowiesz mi o nim?
Saidoku: Po co? Skoro chcesz to OK...
Opisałem jej swój sen ze wszystkimi szczegółami. Sam nie wiem czemu to zrobiłem. Czułem jednak tak ogromny ciężar, że samo to jakoś ze mnie wyszło. Ta dziewczyna jest jakaś dziwna. O wszystko się wypytuje, a sama mało o sobie mówi. I jeszcze ta jej tajemnicza praca. Jestem ogromnie ciekaw o co jej chodzi. Westchnąłem cicho i czekałem aż mi odpowie. Dość długo to trwało.
Luna: A znasz może tą dziewczynę? Przypominała ci kogoś znajomego?
Jej słowa dały mi do myślenia. Czy rzeczywiście mogę ją znać? Wytężyłem mózgownicę. Niee... Z całą pewnością jej nie znam.
Luna: I co? Przypomniałeś sobie coś? To ważne, bo ten sen może coś oznaczać. Jak sądzisz?
Saidoku: Nie jestem przekonany. Może kiedyś oglądałem jakiś podobny horror i mi się przyśnił.
Luna:Nigdy nie lekceważ przepowiedni, a już szczególnie snów. Mogą być zapowiedzią jakiegoś nieszczęścia. Uważaj...
Saidoku: Um, dzięki? Pomyślę jeszcze o tym. A tobie kiedyś przyśniło się coś podobnego?
Luna: Wiele razy. Za każdym razem się sprawdzały.
Wstrzymałem oddech. Może to jednak nie jest jakiś zwykły sen? Ta dziewczyna mówi sensownie. Chociaż trochę wyczuwam, że ma jakiś poważny problem. Mówi w taki... taki filozoficzny sposób...
Luna: Będę już kończyć. Muszę wracać do mojej pracy. Dziękuję za rozmowę...
Saidoku: Ja również. Do zobaczenia!
Rozłączyłem się i wyszedłem z chat'u. Wszedłem w wyszukiwarkę i wpisałem ,,znaczenie snów". Wyświetliło mi się wiele różnych stron pełnych linków do kolejnych witryn. Kliknął pierwszy. Sennik.
Wpisałem ,,krew" i wyświetliły mi się kilka terminów:
~płynąca krew- dobre wiadomości
~czarna krew- ciężka choroba,
~pić krew- spełnione nadzieje,
~pluć krwią- troska,
~zwierzęca krew- dobre interesy,
,,Pluć krwią" to trochę pasuje do mojego snu. Ta dziewczyna rzeczywiście pluła krwią, ale czy na pewno to ma takie znaczenie? Troska? O co niby mam się troszczyć?
Jednak niezrażony marnym wynikiem poszukiwać wpisałem dalej ,,krzyż".
~sen o krzyżu- szczęście w rodzinie,
~przy drodze- radosna wiadomość,
~klęczeć (pod krzyżem)- chrzest,
~nosić(krzyż)- obmowa,
~zasłonięty (krzyż)- wypadek w rodzinie,
Tutaj wystraszyłem się trochę, a nawet bardzo! Gdyby to był sam krzyż to dobrze, bo oznacza pozytyw, ale ten ,,zasłonięty" mnie lekko niepokoi. Ta dziewczyna wisiała na nim! Poklepałem się otwartą dłonią po policzku i odetchnąłem ciężko. Nie to na pewno coś zupełnie innego.
Gdy wpisałem ,,trup" o mało co nie spadłem z krzesła ze śmiechu.
~trup, nieboszczyk- oznacza wesele, narodziny jakiegoś dziecka,
Westchnąłem ciężko i szepnąłem do siebie:,, Może Tsuki spodziewa się dziecka? Może ma dziewczynę i ona zaszła w ciążę?! A może mnie okłamał i zamiast u przyjaciela jest u niej i robią te rzeczy??!!". Dobra! Zacząłem ostro panikować. Nawet mi przez głowę nie przeszła myśl, że mój brat mógł sobie kogoś znaleźć. Przecież nie zawsze mieszkaliśmy razem i w tym czasie mogły stać się różne rzeczy!
Zrezygnowany i lekko przerażony swoimi domysłami wyłączyłem komputer i położyłem się do łóżka. Wolałem jednak nie odsypiać dzisiejszej nocy w szkole.
Luna: A znasz może tą dziewczynę? Przypominała ci kogoś znajomego?
Jej słowa dały mi do myślenia. Czy rzeczywiście mogę ją znać? Wytężyłem mózgownicę. Niee... Z całą pewnością jej nie znam.
Luna: I co? Przypomniałeś sobie coś? To ważne, bo ten sen może coś oznaczać. Jak sądzisz?
Saidoku: Nie jestem przekonany. Może kiedyś oglądałem jakiś podobny horror i mi się przyśnił.
Luna:Nigdy nie lekceważ przepowiedni, a już szczególnie snów. Mogą być zapowiedzią jakiegoś nieszczęścia. Uważaj...
Saidoku: Um, dzięki? Pomyślę jeszcze o tym. A tobie kiedyś przyśniło się coś podobnego?
Luna: Wiele razy. Za każdym razem się sprawdzały.
Wstrzymałem oddech. Może to jednak nie jest jakiś zwykły sen? Ta dziewczyna mówi sensownie. Chociaż trochę wyczuwam, że ma jakiś poważny problem. Mówi w taki... taki filozoficzny sposób...
Luna: Będę już kończyć. Muszę wracać do mojej pracy. Dziękuję za rozmowę...
Saidoku: Ja również. Do zobaczenia!
Rozłączyłem się i wyszedłem z chat'u. Wszedłem w wyszukiwarkę i wpisałem ,,znaczenie snów". Wyświetliło mi się wiele różnych stron pełnych linków do kolejnych witryn. Kliknął pierwszy. Sennik.
Wpisałem ,,krew" i wyświetliły mi się kilka terminów:
~płynąca krew- dobre wiadomości
~czarna krew- ciężka choroba,
~pić krew- spełnione nadzieje,
~pluć krwią- troska,
~zwierzęca krew- dobre interesy,
,,Pluć krwią" to trochę pasuje do mojego snu. Ta dziewczyna rzeczywiście pluła krwią, ale czy na pewno to ma takie znaczenie? Troska? O co niby mam się troszczyć?
Jednak niezrażony marnym wynikiem poszukiwać wpisałem dalej ,,krzyż".
~sen o krzyżu- szczęście w rodzinie,
~przy drodze- radosna wiadomość,
~klęczeć (pod krzyżem)- chrzest,
~nosić(krzyż)- obmowa,
~zasłonięty (krzyż)- wypadek w rodzinie,
Tutaj wystraszyłem się trochę, a nawet bardzo! Gdyby to był sam krzyż to dobrze, bo oznacza pozytyw, ale ten ,,zasłonięty" mnie lekko niepokoi. Ta dziewczyna wisiała na nim! Poklepałem się otwartą dłonią po policzku i odetchnąłem ciężko. Nie to na pewno coś zupełnie innego.
Gdy wpisałem ,,trup" o mało co nie spadłem z krzesła ze śmiechu.
~trup, nieboszczyk- oznacza wesele, narodziny jakiegoś dziecka,
Westchnąłem ciężko i szepnąłem do siebie:,, Może Tsuki spodziewa się dziecka? Może ma dziewczynę i ona zaszła w ciążę?! A może mnie okłamał i zamiast u przyjaciela jest u niej i robią te rzeczy??!!". Dobra! Zacząłem ostro panikować. Nawet mi przez głowę nie przeszła myśl, że mój brat mógł sobie kogoś znaleźć. Przecież nie zawsze mieszkaliśmy razem i w tym czasie mogły stać się różne rzeczy!
Zrezygnowany i lekko przerażony swoimi domysłami wyłączyłem komputer i położyłem się do łóżka. Wolałem jednak nie odsypiać dzisiejszej nocy w szkole.
* * *
Obudził mnie natarczywy dźwięk budzika. Ziewając i przeciągając się jak kot powoli się budziłem. Po nocnym koszmarze nie śniło mi si.ę nic nowego. Spałem jak niemowlak. Zaśmiałem się w duchu na to słowo. Odruchowo pomyślałem o Tsukim. Może na serio ma dziewczynę, ale niekoniecznie w ciąży? Ten sen to mógł być zwykły przypadek. Ta cała Luna się myliła.
Po szybkim prysznicu poszedłem do kuchni na śniadanko. Otworzyłem lodówkę i zobaczyłem pojemnik owinięty folią a na nim karteczkę samoprzylepną.
Kochany braciszku!
Zanim wyszedłem z domu zrobiłem ci małe śniadanie, abyś nie musiał się trudzić rano gdy już wstaniesz.
Mam nadzieję, że będzie ci smakować, bo robiłem je tak pospiesznie, więc niekoniecznie się starałem.
Smacznego!
Tsuki
P.S: Proszę, wynieś śmieci!
Przeczytałem wiadomość kilka razy i spojrzałem na swoje ,,śniadanie" Otworzyłem pojemnik i zobaczyłem dwie zwykłe kanapki z sałatą, jajkiem i serem. Uśmiechnąłem się. No Tsuki na prawdę się nie starał. Gdy już zjadłem zadzwoniła moja komórka.
Tristan!
Odebrałem i usłyszałem jego podekscytowany głos:
~Ohayou!!! Shiiima-kuun... czekam na ciebie pod twoją klatką! Zbieraj się już!
~Coo?! Po co na mnie czekasz? Nie umawialiśmy się przecież!
~Mam po drodze, więc zaszedłem przy okazji. Nie marudź już tylko schodź! Spóźnimy się do szkoły prze twoje ślamazarstwo! Jestem przewodniczącym klasy i muszę dawać przykład!
" Ciekawe kto cię wybrał?" pomyślałem z przekąsem, ale odpowiedziałem:
~No już schodzę, nie popędzaj mnie.
Rozłączyłem się i poszedłem do swojego pokoju po torbę. Chciałem zapalić światło, ale gdy tylko włączyłem przełącznik błysnęło na sekundę i zgasło.
~No pięknie! Jeszcze żarówka się przepaliła!
Wziąłem torbę, wyszedłem z domu, wcześniej zamykając dokładnie drzwi wejściowe i zszedłem na dół. Na dole stał Apollo z uśmiechem godnym jego tytułu. Olśniewał to za słabe słowo. On oślepiał innych! Ja sam uśmiechnąłem się słabo i powiedziałem:
~No i co się tak szczerzysz, idioto?
~Nie codziennie mam okazję widzieć takiego anioła jak ty...- ton jego głosu mnie zaniepokoił. Spojrzałem na niego szczerze zdziwiony, a on w jednej chwili wybuchnął śmiechem i powiedział:
- Bez obaw! To tekst na taką jedną laskę, która mi się podoba. Ćwiczę jak to brzmi w praktyce. I jak?
W tej chwili miałem ochotę zdzielić go w łeb. Westchnąłem ciężko i odpowiedziałem:
~Szczerze? Kiczowaty. Jeśli nie chcesz wrócić do domu z podbitym okiem i złamanym sercem to lepiej się nie odzywaj, a jeśli już musisz to nie wyjeżdżaj do niej z takimi tekstami.
Blondyn pokiwał głową ze zrozumieniem i powiedział cicho:
~Myślisz, że mam u niej jakieś szanse? Choćby najmniejsze?
Spojrzałem na niego zdziwiony. Jakoś inaczej się czułem w jego towarzystwie gdy popadał w taki stan spokoju. Zlustrowałem go uważnie i uznałem, że to jeszcze dziwne, że nie ma dziewczyny. Chociaż może to nie jest takie dziwne. Teraz dziewczyny patrzą też na IQ, a u Tristana....
W każdym razie postanowiłem być neutralny:
~To zależy od niej samej. Jeśli lubi tylko jeden typ faceta to możesz mieć mały problem.
~Ne, a wiesz, że ma młodszą siostrę?- zapytał z ni tego, ni z owego.
~Teraz już tak.- wzruszyłem ramionami w geście rezygnacji. To trzeba mu przyznać- jest mistrzem w zmienianiu tematu w błyskawicznym tempie.
~Co dziwniejsze ona pytała mnie ostatnio o ciebie! Twierdzi, że cię zna i w ogóle...
~Serio? A niby czemu? Przecież mieszkam tutaj dopiero od kilku dni...- w pewnym momencie urwałem. Automatycznie pomyślałem o Hoshi. Pamiętam, że pochwaliła się, że kiedyś widziała mnie w dniu kiedy się przeprowadziłem. Ale jakoś nie wierzyłem w takie zbiegi okoliczności. Spoglądałem na Tristana milcząc.
~HuuuuH?! Patrz!Patrz, Shima~!!! To ONA!!!!- wydarł się nagle blondyn. Do tego bezczelnie pokazywał palcem. Mam ochotę go zamordować.
Spojrzałem we wskazanym kierunku i ujrzałem niską brunetkę o ładnych błękitnych oczach. Takich trochę kocich. Miała jasną cerę i parę piegów. Włosy miała luźno upięte w wysoki kucyk. W chwili gdy Tristan podniósł głos ONA spojrzała się na nas. Było to dosyć chłodne i przenikliwe spojrzenie.
~Nie wydzieraj się tak baranie! Robisz z nas kompletnych idiotów!!!
Apollo zaśmiał się i zapytał już ciszej:
~No i co? Niezła, nie?
Jeszcze raz szybko zlustrowałem ją od stóp do głów i stwierdziłem, że to nie jego liga. Nie da rady nawet do niej po prostu zagadać nie wspominając już o reszcie.
~Szczerze? Nie masz szans, stary. Spójrz na nią. Nie twój poziom. Odpuść lepiej, bo jednak zrobisz sobie krzywdę.
Tristan nadął się i obrażony pomaszerował do szkoły. Zgryzłem dolną wargę. Nie zachowałem się zbyt dobrze. Mogłem mu to powiedzieć o wiele delikatniej. Idiota ze mnie!
Pobiegłem za nim. Złapałem go tuż przy wejściu do klasy. Chwyciłem go za ramię. Pech chciał, że szarpnąłem nim zbyt mocno i oboje straciliśmy równowagę i upadliśmy na podłogę.
On leżał na mnie,
a ja pod nim.
Nieciekawa kombinacja....
~Huuuh?! Shima-kun, gomenesai!!!!Gomenesai!!!- Tristan znów wydarł się na całą okolicę.
Szybkim ruchem zrzuciłem go z siebie i wstałem. Wiedziałem, że za mniej niż dwie sekundy zbiegną się wszyscy zaciekawieni całym tym zamieszaniem.
Zatkałem blondynowi usta własną dłonią i walcząc z obrzydzeniem trzymałem ją tam póki się nie uciszył. Nastąpiło to dość szybko.
Odsunąłem się od niego i powiedziałem:
~Yhmm...Przepraszam! Nie powinienem ci tego mówić tak wprost!
~Oj, tam...! Zapomniałem już. Słyszę takie rzeczy prawie codziennie. Norma.
Prychnąłem. Wcale mu się nie dziwię. Serio.
~HuuuuH?! Patrz!Patrz, Shima~!!! To ONA!!!!- wydarł się nagle blondyn. Do tego bezczelnie pokazywał palcem. Mam ochotę go zamordować.
Spojrzałem we wskazanym kierunku i ujrzałem niską brunetkę o ładnych błękitnych oczach. Takich trochę kocich. Miała jasną cerę i parę piegów. Włosy miała luźno upięte w wysoki kucyk. W chwili gdy Tristan podniósł głos ONA spojrzała się na nas. Było to dosyć chłodne i przenikliwe spojrzenie.
~Nie wydzieraj się tak baranie! Robisz z nas kompletnych idiotów!!!
Apollo zaśmiał się i zapytał już ciszej:
~No i co? Niezła, nie?
Jeszcze raz szybko zlustrowałem ją od stóp do głów i stwierdziłem, że to nie jego liga. Nie da rady nawet do niej po prostu zagadać nie wspominając już o reszcie.
~Szczerze? Nie masz szans, stary. Spójrz na nią. Nie twój poziom. Odpuść lepiej, bo jednak zrobisz sobie krzywdę.
Tristan nadął się i obrażony pomaszerował do szkoły. Zgryzłem dolną wargę. Nie zachowałem się zbyt dobrze. Mogłem mu to powiedzieć o wiele delikatniej. Idiota ze mnie!
Pobiegłem za nim. Złapałem go tuż przy wejściu do klasy. Chwyciłem go za ramię. Pech chciał, że szarpnąłem nim zbyt mocno i oboje straciliśmy równowagę i upadliśmy na podłogę.
On leżał na mnie,
a ja pod nim.
Nieciekawa kombinacja....
~Huuuh?! Shima-kun, gomenesai!!!!Gomenesai!!!- Tristan znów wydarł się na całą okolicę.
Szybkim ruchem zrzuciłem go z siebie i wstałem. Wiedziałem, że za mniej niż dwie sekundy zbiegną się wszyscy zaciekawieni całym tym zamieszaniem.
Zatkałem blondynowi usta własną dłonią i walcząc z obrzydzeniem trzymałem ją tam póki się nie uciszył. Nastąpiło to dość szybko.
Odsunąłem się od niego i powiedziałem:
~Yhmm...Przepraszam! Nie powinienem ci tego mówić tak wprost!
~Oj, tam...! Zapomniałem już. Słyszę takie rzeczy prawie codziennie. Norma.
Prychnąłem. Wcale mu się nie dziwię. Serio.
* * *
Gdy wyszliśmy już z budynku szkoły znów wpadliśmy na ukochaną Tristana. Tym razem uśmiechała się promiennie i nawet spojrzała się na nas życzliwie. Ku własnemu zdziwieniu podeszła do nas i powiedziała z lekkim zachodnim akcentem:
~Hay! Jestem Ritsuko Takanashi i miło mi was poznać. Już rano chciałam do was podejść, ale jakoś tak... się trochę...wstydziłam...
Oboje spojrzeliśmy na siebie pytająco. W końcu podjąłem inicjatywę i rzekłem:
~Um, siema. Ja jestem Shima Summaru i od kilku dni tutaj jestem. A to jest...
~Anioł w ludzkiej postaci! Niesamowity, olśniewający i zabójczo przystojny... Tristan Akahoshi!!!- wpadł mi w słowo blondyn.
~Serio? Anioł? Ile ty masz lat, dzieciaku, że nadal wierzysz w aniołki?
Spojrzałem szybko na Tristana. Jestem pewien, że ta uwaga miała mu dogryźć. Trafiła w sedno. Tristan od dawna wierzy w anioły. No tyle się dowiedziałem od niego. Te bajeczne postacie są dla niego częścią jego codziennego świata i jest gotów zamordować każdego, nawet taką laskę jak Ritsuko, kto naśmiewa się z nich. Jednak o dziwo Apollo nie wywołał burzy ani nic podobnego tylko nadal wpatrywał się w dziewczynę cielęcym wzrokiem. Westchnąłem cicho i dyskretnie wycofałem się. Wolałem, aby zostali sami. W razie czego to tylko oberwie blondyn, bo ja będę poza jej zasięgiem, gdy już będzie chciała mu przywalić.
Szedłem powolnym krokiem rozglądając się na boki. Nie wiem czemu, ale miałem ogromną ochotę spotkać siostrę Tristana. Opowiadał mi o niej przez całą lekcję historii i kawałek matmy póki nauczycielka nas nie przesadziła. Z jego opisu wynika, że to może być Hoshi. Wiem, że to głupie, ale od kiedy dowiedziałem się, że mieszkamy w jednym mieście i do tego na tej samej ulicy to ciągle jej wypatruję. Mam ogromną nadzieję, że ją spotkam. Jestem też ciekawy jak wygląda i kim w ogóle jest Tachi-san. I do tego jeszcze ta cała Luna. Nazbierało mi się tych znajomków, nie ma co!
Gdy wreszcie dotarłem do domu to od razu przy wejściu rzuciły mi się w oczy płaszcz i buty Tsukiego. Podbiegłem do kuchni i zobaczyłem brata, który właśnie stawiał talerze i nakładał obiad.
~Tsuki! Co tam wcześnie?
Brat zaśmiał się i powiedział:
~Wcześnie? To ty się akurat spóźniłeś? Skończyłeś lekcje jakąś godzinę temu! Gdzie byłeś?
Zdziwiony spojrzałem na zegar naścienny i z przerażeniem stwierdziłem, że ma rację!
~Ych, przepraszam aniki!-jęknąłem ze skruchą- Tak się akurat złożyło, serio!
Tsuki pokiwał głową ze zrozumieniem i podał mi talerz z jedzeniem życząc jak zawsze smacznego. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością i zacząłem pałaszować ze smakiem posiłek. Gdy skończyłem, zmyłem po sobie naczynia i poszedłem do swojego pokoju.
Położyłem się już na łóżku gdy nagle zadzwoniła moja komórka.
Tristan.
Jęknąłem cicho w poduszkę i odebrałem.
~Shima! Gdzie ty polazłeś?! Wszędzie cię szukałem! Mogłeś na mnie zaczekać, idioto!- z każdym wykrzyknikiem głos blondyna pogłaśniał się.
~Poszedłem do domu. Nie chciałem wam przeszkadzać. I nie wspomniałeś nawet słowem, że chcesz wracać ze mną do domu.
~To chyba oczywiste, że chcę! Ty chyba nigdy się z nikim na poważnie nie przyjaźniłeś!
Poczułem niemiłe ukłucie w sercu. To prawie prawda. Oprócz Sachi nigdy nie miałem przyjaciela. Tak się akurat złożyło, że nie miałem możliwości zawrzeć jakiejkolwiek głębszej znajomości.
~Ne, Shiima! Jesteś tam jeszcze?- usłyszałem natarczywy głos Tristana.Nawet nie zauważyłem, że milczę. Odchrząknąłem na znak, że go słucham i powiedziałem:
~Przepraszam.
~Ej, no nic się nie stało wielkiego tylko się martwiłem. Gdy spostrzegłem, że już poszedłeś to pożegnałem się z Rit i pobiegłem do ciebie do domu, ale twój brat powiedział, że jeszcze nie wróciłeś i wtedy zacząłem wariować. Wysłałem ci chyba ze sto esemesów! Czytałeś je chociaż?
Dałem sobie mentalnego kopa w zadek. Zapomniałem, że wyciszyłem telefon i dopiero po powrocie do domu ustawiam go normalnie. Nie sprawdziłem nawet skrzynki, bo od razu poszedłem spotkać się z bratem.
~Um, nie. Miałem wyłączony telefon i nie było ze mną kontaktu.
~No tyle to ja też zdążyłem już zauważyć! A gdzie ty w ogóle polazłeś?
Właśnie! Gdzie byłem? Przecież wracałem tą samą drogą co zawsze i nie zajmowała mi dłużej niż 10 minut! O co tutaj chodzi? Postanowiłem jednak skłamać, bo Apollo jest gotów stwierdzić u mnie jakąś chorobę psychiczną. Wymówka była raczej słaba, ale Tristan połknął ją bez zastanowienia.
~Chodziłem tak sobie po mieście i w ogóle trochę zwiedzałem...
~Shima! Nidy, ale to nigdy nie wybieraj się sam na miasto bez kogoś kto je dobrze zna! Mogłeś się przecież zgubić!
~Nomm... Soreczka. Wpadniesz do mnie?- w jednej chwili uświadomiłem sobie co przed sekundą powiedziałem.- Oczywiście zrozumiem, że może nie masz czasu czy jesteś zaję...- próbowałem naprawić swój błąd.
~Ależ oczywiście! Będę za 10 minut! Do zoba!- przerwał mi podekscytowany.
Gdy już się rozłączył ja miałem ochotę powalić się na łóżko i krzyczeć. Czemu to powiedziałem? Dlaczego?!!
Usiadłem na łóżku i wpatrywałem się w zegar, który stał na mojej nocnej szafce. Odliczałem czas do mojej śmierci.
Zostało 8 minut... Co ja będę z nim robił? Odrabiał lekcje?
Siedem minut. Nawet dobry pomysł. Później sobie pójdzie i będzie dobrze...
Szósta minuta! Niee.... Lepiej do niego zadzwonię i powiem, że wypadło mi coś w ostatniej chwili! Już sięgałem po komórkę, ale rozmyśliłem się. Nie chcę zachować się jak jakiś cham!
5 minut! Umrę! Ja tu umrę!!!
Cztery minuty i 36 sekund! Co ja mam z tym zegarkiem?
Dwie minuty!!! O rany!
Minuta! Jedna minuta!!!!!
50 sekund,
43 sekundy,
30 sekund,
21 sekund,
10,
9,
8,
7,
6,
5,
4,
3....
W tym momencie zabrzmiał dzwonek do drzwi. Poderwałem się z łóżka i pobiegłem do przedpokoju. Otworzyłem je i zobaczyłem blondwłosą burzę loków. Uśmiechnąłem się słabo, a on rzucił mi się na szyję z okrzykiem:
~Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie mnie tu zaprosiłeś!
~Yghh... Taa, ja również... możesz już mniee.. puścić?- wysapałem z trudem. To trzeba mu przyznać- jest silny.
Gdy już mnie wypuścił ze swoich żelaznych objęć poszliśmy do mojego pokoju. Oczywiście nie obyło się bez wylewnych zachwytów na temat architektury wewnętrznej mojego mieszkania, a raczej mieszkania mojego brata.
Jednak mój pokój wywołał u niego chyba największy zachwyt. Skakał od kąta w kąt dotykając i oglądając wszystko. Komentarze też były przy tym załączone. Za każdym razem wzdychałem cicho i przyglądałem mu się z politowaniem. W pewnym momencie doskoczył do mnie i powalił mnie na łóżko. Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy i zawołałem:
~E-ej!!! Trsitan co ty robisz?!
~Ćśś... Spokojnie Shima-kun. Nic ci nie grozi.- szepnął mi do ucha. Jego ciepły oddech muskał przyjemnie moją szyję i policzek. Zaczerpnąłem głęboko powietrza i powiedziałem cicho:
~Zostaw mnie. Nie wiem czego chcesz, ale mnie zostaw.
Nawet nie zauważyłem, że drżę, ale blondyn to zauważyłem, bo rzekł:
~Boisz się mnie, prawda?
Odwróciłem wzrok i milczałem. Czemu ja zachowuję się tak idiotycznie? Jeszcze brakuję tutaj moich rumieńców!
Wtem poczułem jak Tristan poruszył się i zszedł ze mnie. Ja usiadłem natychmiast i podkurczyłem jedną nogę i oparłem na niej nogę. Chciało mi się śmiać. Tak po prostu śmiać.
Nagle poczułem jak jego ręka wylądowała delikatnie na mojej głowie delikatnie ją gładząc. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że blondyn...płacze? Otworzyłem szerzej oczy i szepnąłem:
~W porządku? Wiesz... ja nie wiedziałem, że ty...
Głos ugrzązł mi w krtani nie nie mógł się dalej wydostać. Nie miałem nawet siły mu tego mówić. On wiedział.
~Nie, nie jest ani trochę w porządku. Pospieszyłem się, wybacz. Myślałem, że ty też jesteś...- usłyszałem chichot, a później głośny śmiech. Poderwałem gwałtownie głowę i zobaczyłem jak Tristan tarza się ze śmiechu, że o mało co się nim nie krztusi. Wstałem i krzyknąłem zdenerwowany:
~O co ci chodzi do cholery?!! Najpierw chcesz mnie zgw.... ughr! A teraz tutaj się... tak po prostu... Rany!!!
Szczerze mówiąc to aż się zapowietrzyłem z emocji. Blondyn przestał się śmiać i wstał. Spoglądałem na niego "spod byka" i rzekłem złowrogo:
~Po kiego czorta ja cię tutaj zaprosiłem?
~A bo ja wiem? Nie siedzę ci w głowie!- powiedział uśmiechnięty Tristan. "I twoje szczęście!"-pomyślałem.
~Dobra. Uznajmy, że tego co było przed chwilą nie było, jasne?- powiedziałem ugodowo.
Ty razem to Tristan spojrzał na mnie, a jego wzrok mógłby kruszyć skały. Przełknąłem ślinę i zapytałem:
~No co? Wolałbyś pamiętać ten niezręczny moment? Ja jednak podziękuję. Stary ja jestem tolerancyjny, ale...- nie skończyłem, bo usta blondyna zatkały moje i słowa utonęły w jego pocałunku. Jego, bo ja ani trochę myślałem by go odwzajemnić. Jednak stałem posłusznie i nie odpychałem go. Niech cię nacieszy. Później będę mieć już spokój.
Gdy już oderwaliśmy się od siebie, Tristan wybiegł z mojego pokoju i skierował się do przedpokoju. Ja jednak stałem jak słup. Myślałem o tym jak ja jutro spojrzę mu w oczy. Najpierw mówię, że NIE, a teraz pozwoliłem mu na pocałunek i powiedziałem mimowolnie TAK. Chwilę później usłyszałem głośne trzaskanie drzwiami i znów nastała cisza.
Nagle zabrzęczała moja komórka. Esemes od Tristana.
______________________________________________________ No hejka!!!
Wreszcie! Wreszcie po tym ciężkim tygodniu gdy już wzięłam się ostro do roboty skończyłam ten rozdział! A było naprawdę momentami trudno!
Co do reszty one-shot'ów i innych pierdółek to przez tą przerwę świąteczną mam zamiar dodawać i nadrobić zaległości. Yaaay~!!!
No to się żegnam i do zoba.~!!!
Kaomi :*
~Anioł w ludzkiej postaci! Niesamowity, olśniewający i zabójczo przystojny... Tristan Akahoshi!!!- wpadł mi w słowo blondyn.
~Serio? Anioł? Ile ty masz lat, dzieciaku, że nadal wierzysz w aniołki?
Spojrzałem szybko na Tristana. Jestem pewien, że ta uwaga miała mu dogryźć. Trafiła w sedno. Tristan od dawna wierzy w anioły. No tyle się dowiedziałem od niego. Te bajeczne postacie są dla niego częścią jego codziennego świata i jest gotów zamordować każdego, nawet taką laskę jak Ritsuko, kto naśmiewa się z nich. Jednak o dziwo Apollo nie wywołał burzy ani nic podobnego tylko nadal wpatrywał się w dziewczynę cielęcym wzrokiem. Westchnąłem cicho i dyskretnie wycofałem się. Wolałem, aby zostali sami. W razie czego to tylko oberwie blondyn, bo ja będę poza jej zasięgiem, gdy już będzie chciała mu przywalić.
Szedłem powolnym krokiem rozglądając się na boki. Nie wiem czemu, ale miałem ogromną ochotę spotkać siostrę Tristana. Opowiadał mi o niej przez całą lekcję historii i kawałek matmy póki nauczycielka nas nie przesadziła. Z jego opisu wynika, że to może być Hoshi. Wiem, że to głupie, ale od kiedy dowiedziałem się, że mieszkamy w jednym mieście i do tego na tej samej ulicy to ciągle jej wypatruję. Mam ogromną nadzieję, że ją spotkam. Jestem też ciekawy jak wygląda i kim w ogóle jest Tachi-san. I do tego jeszcze ta cała Luna. Nazbierało mi się tych znajomków, nie ma co!
Gdy wreszcie dotarłem do domu to od razu przy wejściu rzuciły mi się w oczy płaszcz i buty Tsukiego. Podbiegłem do kuchni i zobaczyłem brata, który właśnie stawiał talerze i nakładał obiad.
~Tsuki! Co tam wcześnie?
Brat zaśmiał się i powiedział:
~Wcześnie? To ty się akurat spóźniłeś? Skończyłeś lekcje jakąś godzinę temu! Gdzie byłeś?
Zdziwiony spojrzałem na zegar naścienny i z przerażeniem stwierdziłem, że ma rację!
~Ych, przepraszam aniki!-jęknąłem ze skruchą- Tak się akurat złożyło, serio!
Tsuki pokiwał głową ze zrozumieniem i podał mi talerz z jedzeniem życząc jak zawsze smacznego. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością i zacząłem pałaszować ze smakiem posiłek. Gdy skończyłem, zmyłem po sobie naczynia i poszedłem do swojego pokoju.
Położyłem się już na łóżku gdy nagle zadzwoniła moja komórka.
Tristan.
Jęknąłem cicho w poduszkę i odebrałem.
~Shima! Gdzie ty polazłeś?! Wszędzie cię szukałem! Mogłeś na mnie zaczekać, idioto!- z każdym wykrzyknikiem głos blondyna pogłaśniał się.
~Poszedłem do domu. Nie chciałem wam przeszkadzać. I nie wspomniałeś nawet słowem, że chcesz wracać ze mną do domu.
~To chyba oczywiste, że chcę! Ty chyba nigdy się z nikim na poważnie nie przyjaźniłeś!
Poczułem niemiłe ukłucie w sercu. To prawie prawda. Oprócz Sachi nigdy nie miałem przyjaciela. Tak się akurat złożyło, że nie miałem możliwości zawrzeć jakiejkolwiek głębszej znajomości.
~Ne, Shiima! Jesteś tam jeszcze?- usłyszałem natarczywy głos Tristana.Nawet nie zauważyłem, że milczę. Odchrząknąłem na znak, że go słucham i powiedziałem:
~Przepraszam.
~Ej, no nic się nie stało wielkiego tylko się martwiłem. Gdy spostrzegłem, że już poszedłeś to pożegnałem się z Rit i pobiegłem do ciebie do domu, ale twój brat powiedział, że jeszcze nie wróciłeś i wtedy zacząłem wariować. Wysłałem ci chyba ze sto esemesów! Czytałeś je chociaż?
Dałem sobie mentalnego kopa w zadek. Zapomniałem, że wyciszyłem telefon i dopiero po powrocie do domu ustawiam go normalnie. Nie sprawdziłem nawet skrzynki, bo od razu poszedłem spotkać się z bratem.
~Um, nie. Miałem wyłączony telefon i nie było ze mną kontaktu.
~No tyle to ja też zdążyłem już zauważyć! A gdzie ty w ogóle polazłeś?
Właśnie! Gdzie byłem? Przecież wracałem tą samą drogą co zawsze i nie zajmowała mi dłużej niż 10 minut! O co tutaj chodzi? Postanowiłem jednak skłamać, bo Apollo jest gotów stwierdzić u mnie jakąś chorobę psychiczną. Wymówka była raczej słaba, ale Tristan połknął ją bez zastanowienia.
~Chodziłem tak sobie po mieście i w ogóle trochę zwiedzałem...
~Shima! Nidy, ale to nigdy nie wybieraj się sam na miasto bez kogoś kto je dobrze zna! Mogłeś się przecież zgubić!
~Nomm... Soreczka. Wpadniesz do mnie?- w jednej chwili uświadomiłem sobie co przed sekundą powiedziałem.- Oczywiście zrozumiem, że może nie masz czasu czy jesteś zaję...- próbowałem naprawić swój błąd.
~Ależ oczywiście! Będę za 10 minut! Do zoba!- przerwał mi podekscytowany.
Gdy już się rozłączył ja miałem ochotę powalić się na łóżko i krzyczeć. Czemu to powiedziałem? Dlaczego?!!
Usiadłem na łóżku i wpatrywałem się w zegar, który stał na mojej nocnej szafce. Odliczałem czas do mojej śmierci.
Zostało 8 minut... Co ja będę z nim robił? Odrabiał lekcje?
Siedem minut. Nawet dobry pomysł. Później sobie pójdzie i będzie dobrze...
Szósta minuta! Niee.... Lepiej do niego zadzwonię i powiem, że wypadło mi coś w ostatniej chwili! Już sięgałem po komórkę, ale rozmyśliłem się. Nie chcę zachować się jak jakiś cham!
5 minut! Umrę! Ja tu umrę!!!
Cztery minuty i 36 sekund! Co ja mam z tym zegarkiem?
Dwie minuty!!! O rany!
Minuta! Jedna minuta!!!!!
50 sekund,
43 sekundy,
30 sekund,
21 sekund,
10,
9,
8,
7,
6,
5,
4,
3....
W tym momencie zabrzmiał dzwonek do drzwi. Poderwałem się z łóżka i pobiegłem do przedpokoju. Otworzyłem je i zobaczyłem blondwłosą burzę loków. Uśmiechnąłem się słabo, a on rzucił mi się na szyję z okrzykiem:
~Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie mnie tu zaprosiłeś!
~Yghh... Taa, ja również... możesz już mniee.. puścić?- wysapałem z trudem. To trzeba mu przyznać- jest silny.
Gdy już mnie wypuścił ze swoich żelaznych objęć poszliśmy do mojego pokoju. Oczywiście nie obyło się bez wylewnych zachwytów na temat architektury wewnętrznej mojego mieszkania, a raczej mieszkania mojego brata.
Jednak mój pokój wywołał u niego chyba największy zachwyt. Skakał od kąta w kąt dotykając i oglądając wszystko. Komentarze też były przy tym załączone. Za każdym razem wzdychałem cicho i przyglądałem mu się z politowaniem. W pewnym momencie doskoczył do mnie i powalił mnie na łóżko. Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy i zawołałem:
~E-ej!!! Trsitan co ty robisz?!
~Ćśś... Spokojnie Shima-kun. Nic ci nie grozi.- szepnął mi do ucha. Jego ciepły oddech muskał przyjemnie moją szyję i policzek. Zaczerpnąłem głęboko powietrza i powiedziałem cicho:
~Zostaw mnie. Nie wiem czego chcesz, ale mnie zostaw.
Nawet nie zauważyłem, że drżę, ale blondyn to zauważyłem, bo rzekł:
~Boisz się mnie, prawda?
Odwróciłem wzrok i milczałem. Czemu ja zachowuję się tak idiotycznie? Jeszcze brakuję tutaj moich rumieńców!
Wtem poczułem jak Tristan poruszył się i zszedł ze mnie. Ja usiadłem natychmiast i podkurczyłem jedną nogę i oparłem na niej nogę. Chciało mi się śmiać. Tak po prostu śmiać.
Nagle poczułem jak jego ręka wylądowała delikatnie na mojej głowie delikatnie ją gładząc. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że blondyn...płacze? Otworzyłem szerzej oczy i szepnąłem:
~W porządku? Wiesz... ja nie wiedziałem, że ty...
Głos ugrzązł mi w krtani nie nie mógł się dalej wydostać. Nie miałem nawet siły mu tego mówić. On wiedział.
~Nie, nie jest ani trochę w porządku. Pospieszyłem się, wybacz. Myślałem, że ty też jesteś...- usłyszałem chichot, a później głośny śmiech. Poderwałem gwałtownie głowę i zobaczyłem jak Tristan tarza się ze śmiechu, że o mało co się nim nie krztusi. Wstałem i krzyknąłem zdenerwowany:
~O co ci chodzi do cholery?!! Najpierw chcesz mnie zgw.... ughr! A teraz tutaj się... tak po prostu... Rany!!!
Szczerze mówiąc to aż się zapowietrzyłem z emocji. Blondyn przestał się śmiać i wstał. Spoglądałem na niego "spod byka" i rzekłem złowrogo:
~Po kiego czorta ja cię tutaj zaprosiłem?
~A bo ja wiem? Nie siedzę ci w głowie!- powiedział uśmiechnięty Tristan. "I twoje szczęście!"-pomyślałem.
~Dobra. Uznajmy, że tego co było przed chwilą nie było, jasne?- powiedziałem ugodowo.
Ty razem to Tristan spojrzał na mnie, a jego wzrok mógłby kruszyć skały. Przełknąłem ślinę i zapytałem:
~No co? Wolałbyś pamiętać ten niezręczny moment? Ja jednak podziękuję. Stary ja jestem tolerancyjny, ale...- nie skończyłem, bo usta blondyna zatkały moje i słowa utonęły w jego pocałunku. Jego, bo ja ani trochę myślałem by go odwzajemnić. Jednak stałem posłusznie i nie odpychałem go. Niech cię nacieszy. Później będę mieć już spokój.
Gdy już oderwaliśmy się od siebie, Tristan wybiegł z mojego pokoju i skierował się do przedpokoju. Ja jednak stałem jak słup. Myślałem o tym jak ja jutro spojrzę mu w oczy. Najpierw mówię, że NIE, a teraz pozwoliłem mu na pocałunek i powiedziałem mimowolnie TAK. Chwilę później usłyszałem głośne trzaskanie drzwiami i znów nastała cisza.
Nagle zabrzęczała moja komórka. Esemes od Tristana.
Wybacz. Nie chciałem tego robić, ale musiałem sobie coś udowodnić. Pogadamy jutro, ok?
Uśmiechnąłem się mimowolnie i opadłem lekko na łóżko. Wciąż czułem na nim zapach blondyna. Taki charakterystyczny. Jakby lekko cynamonowy. Leżałem tak przez kilka minut myśląc o jutrzejszym dniu. Nawet nie chcę wiedzieć jak będzie wyglądał...______________________________________________________ No hejka!!!
Wreszcie! Wreszcie po tym ciężkim tygodniu gdy już wzięłam się ostro do roboty skończyłam ten rozdział! A było naprawdę momentami trudno!
Co do reszty one-shot'ów i innych pierdółek to przez tą przerwę świąteczną mam zamiar dodawać i nadrobić zaległości. Yaaay~!!!
No to się żegnam i do zoba.~!!!
Kaomi :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz