środa, 3 grudnia 2014

[One-shot] Bal pełen grozy i...namiętności (Ciel x Alois)

Yo~!!!
No, więc jak obiecałam dodaję One-shota z Kuroshitsuji!!! Wiem trochę opóźniony, ale jest!
Ogółem mam wielkiego zaciesza z powodu Kiasarin, która zaczęła ostatnio komentować moje posty (jako pierwsza xD) i za co jestem jej ogromnie wdzięczna! Naprawdę dziękuję Ci za to :D
Tak, więc zapraszam do czytania i komentowania! <3

 -Paniczu, lady Elizabeth życzy sobie abyś towarzyszył jej jutrzejszego wieczora na balu z okazji urodzin hrabi Lawlietti. Z tego co mi wiadomo to nie mamy żadnych konkretnych planów w tym terminie. 
Niski brunet z przepaską na oku zmarszczył brwi i mruknął:
- Skoro Lizzy sobie tego życzy to niech będzie. Przekaż moją odpowiedź na jej propozycję.
Sebastian skłonił się w pas i bezszelestnie wyszedł z pokoju. Ciel usiadł z ciężkim westchnieniem na fotel i podparłszy się się na prawej dłoni mruknął sam do siebie:
- Ech, doprawdy Lizzy nie ma co robić. Jestem ciekaw kiedy skończą jej się pomysły na zajmowanie mojego cennego czasu...

****

 Sebastian wszedł do sypialni swojego panicza jak zawsze bezszelestnie by go obudzić. Najpierw rozsunął zasłony aby wpuścić pierwsze promienie słońca. Ciel poruszył się niespokojnie i otworzył oczy z ponurym pomrukiem. Demon uśmiechnął się promiennie i powiedział:
- Paniczu, już z samego rana otrzymaliśmy list od Jej Wysokości. O to on.- podał mu białą kopertę z pieczęcią. Ciel ziewnął i wziął ją otwierając od razu. Nie minęło nawet kilka chwil kiedy krzyknął na całą posiadłość.
- COOO?! Królowa chyba sobie żartuje!
- Z tego co nam wiadomo ma dość słabe poczucie humoru...- mruknął Sebastian.
 Chłopak rzucił mu gniewne spojrzenie spod opadających na nie włosów. 
- Jej Wysokość pragnie, abym udał się na dzisiejszy bal z okazji urodzin hrabiego Lawrietti i poszukał poszlak na temat ostatnich dziwnych zniknięć dzieci z zamożnych rodzin, które są dość blisko powiązane z dworem królewskim. Mam działać pod przykrywką, więc...- zrobił pauzę i westchnął ciężko zrezygnowany-... będę musiał ponownie udawać ją!- dokończył ze złością podkreślając ostanie słowo. Sebastian uśmiechnął się tym razem demonicznie, po czym klasnął w ręce i zawołał:
- To zacznijmy przygotowania! 
Gdy wyszedł Ciel syknął gniewnie i w myślach obmyślał okropne sposoby jak go ukarać. 
Sebastian w tym czasie zaniósł mu śniadanie i zacząl przygotowywać suknie dla swojego panicza. Wyjal z szafy piekna suknie koloru pudrowego rozu i wyprasował ja. Zamówił fryzjera by ten uczesał Ciela. Gdy już skończył pstryknął palcami i mruknął spoglądając na swój kieszonkowy zegarek mamrocząc pod nosem:
- Huh? To wprost nie do uwierzenia abym aż tak długo się tym zajmował. Panicz nie będzie tym zachwycony.
Jednak Ciel nie zaprzątam sobie głowy takimi drobnostkami. Dalej cierpliwie obmyślał jakim cudem uniknie spotkania Lizzy na tym przyjęciu. Wtem wszedł Sebastian i wręczył mu list ze słowami: ,,To od panienki Elizabeth" i uśmiechnął się pod nosem. Ciel też nie zwrócił na niego większej uwagi i zaczął czytać list od blondwłosej narzeczonej. Już na kilometr było czuć hektolitry wylanych na niego perfum.

Kochany Cielu!
Wybacz mi proszę, ale podła choroba (przeziębienie) przykuła mnie do łóżka. Muszę więc z przykrością Ci oznajmić, że nie mogę być towarzyszką dla Ciebie dzisiejszej wieczornej zabawy na którą mieliśmy wybrać się oboje.
Wybacz mi, proszę!
Lizzy

Ciel czytał ten list z niewzruszonym wyrazem twarzy. Pyf! Nawet lepiej się składa! Będzie mógł działać o wile swobodniej i nie okłamywać jej. Szczerze to miał zamiar wysłać Lizzy podobny list, ale skoro ona go uprzedziła to nie musi się już tak trudzić o swoje alibi. 
Sebastian jakby czytając mu w myślach mruknął:
- Czyli jednak twój plan paniczu ma większe powodzenie, nieprawdaż?
Hrabia skinął tylko głową i nie odezwał się. Nie był jednak do końca przekonany czy aby na pewno mu się uda...
***

- Paniczu! Jest już powóz. Możemy wyruszać.- oznajmił cicho Sebastian. Ciel w tym czasie przyglądał się w sobie w lustrze z groźnym grymasem na twarzy. Ta suknia przywołała wiele niezbyt miłych wspomnień. Szczególnie te z wicehrabią Druitt- lordem Aleisterem Chamberem (A ja się z tego śmieję~! :D- dop.Kaomi).
- Następnym razem każę spalić tą sukienkę!- szepnął do siebie Ciel.
***

Muzyka rozbrzmiewała po całej sali i wprost zapraszał do tańca. Ciel ,a raczej lady Cecylie Scearmond rozglądał się uważnie po sali. Jak na razie nie dostrzegł żadnych podejrzanych osób. Zmarszczył gniewnie brwi, gdy zdołał zauważyć w tłumie Lau z Ran-Mao. Szybko ukrył się w tłumie, ale pech chciał, że wpadł na kogoś i stracił równowagę. Lecz zanim zdołał upaść czyjeś mocne ramiona chwyciły go w talii. Gdy stanął już w pionie, odwrócił się a by zobaczyć kim był jego "wybawiciel", ale szybko pożałował swojej decyzji. Stał przed nim we własnej osobie sam wicehrabia Druitt z olśniewającym uśmiechem na twarzy. Ciel zamarł i wpatrywał się w niego z niepokojem. Ten natomiast ukłonił się w pas i szepnął:
- Jak miło cię znów wiedzieć, mój drogi słowiku. 
Ciel wziął głęboki wdech i powiedział zmienionym głosem:
- Och, dziękuję ci wicehrabio za ratunek. Nie wiem co bym zrobiła gdyby coś stało się mojej pięknej sukni. 
Wicehrabia uśmiechnął się szerzej i rzekł:
- Cóż, moim obowiązkiem jest chronić tak piękne istoty jak ty mój drogi słowiku. Zatańczysz?
Chłopak po krótkim namyśle skinął głową na znak głowy. Uznał, że może to znów naprowadzi go na pewne poszlaki w sprawie porwań. Szczerze mówiąc wicehrabia był jego głównym z niewielkiej grupy podejrzanych. 
Gdy wreszcie przystąpili do tańca "lady Cecilie" zapytała:
- Wicehrabio a co sądzisz o ostatnich niepojących zniknięciach dzieci? Trochę się obawiam, że to również może mnie spotkać.
- Ach! O nic się nie martw mój mały słowiku! Yard już od dawna prowadzi śledztwo i chyba nawet zdołali wykryć jakiś trop.
" Naprawdę? Ciekawe jaki..." pomyślał Ciel. Postanowił go o to spytać.
- Hmm...Niezbyt mogę udzielać innym takich poufnych informacji, ale dla ciebie moja droga zrobię wyjątek. Przecież nie mogę sobie pozwolić abyś nocami zamartwiała się z takiego powodu!- rzekł przyciszonym głosem wicehrabia- Otóż podobno to ma związek z pewną nowoutworzoną sektą, która od niedawna zaczęła swoją działalność na tak dużą skalę. Są nawet pewne podejrzenia, że to sama Jej Wysokość zleciła jej takie zadanie, bo ostatnio między nią,a jej bliskimi współpacownikami są pewne sprzeczki i zgrzyty. To jest w pewnym rodzaju ostrzeżenie. Pamiętaj tylko mój słowiku aby dochować sekretu!- puścił do "niej" oczko.
Gdy muzyka ustała obwieszczając koniec tańca Ciel szybko i dyskretnie udał się na taras. Postanowił, że nie będzie przebywał nazbyt długo w towarzystwie wicehrabi. 
Usiadł na pobliskiej sofie i czekał na Sebastiana. Wtem podszedł do niego ktoś. Tym kimś był blondwłosy młodzieniec o niebieskich oczach. Jego wzrost na oko dorównywał Cielowi razem z sylwetką. Ubrany był w niebieski mundur i spoglądał na niego spod grzywki opadającej mu na oczy. Uśmiechnął się szarmancko i rzekł:
- Witaj,lady. Czy mogę się przysiąść by ci dotrzymać towarzystwa?  
Ciel skinął delikatnie głową nadal uważnie przyglądając się młodzieńcowi. Ten natomiast lustrował go wzrokiem z drobnym przebłyskiem pożądania. Wpatrywali się w sobie w milczeniu aż Ciel nie zapytał:
- Mogę wiedzieć jak Ci na imię?
Blondyn uśmiechnął się szerzej i rzekł:
- A mogę wiedzieć czemu pytasz? 
Wypowiedział te jedno zdanie w taki sposób, że po plecach Ciela przeszedł dreszcz. Spojrzał uważniej w jego błękitne oczy i nic nie odpowiedział. Niepodobał mu się ten cały typek. W pewnym momencie usłyszał:
- Jestem hrabia Alois Trancy, a ty moja droga?
Ciel zamarł. Już kiedyś o nim słyszał i nie były to same pochlebstwa. Wiedział głównie, że także służy Jej Wysokości pod kryptonimem- Pająk. Chłopak mimo swojego niewinnego wyglądu skrywał w sobie wiele ciekawych tajemnic. Brunet uśmiechnął się do niego lekko i odrzekł cicho:
- Moje imię brzmi~Cecylie Scearmond, przyszła dziedziczka rodu.- postanowił,że może wzbudzi w nim jakikolwiek podziw i on także opowie coś interesującego na swój temat. Ciekawiło go czy również jest wtajemniczony w sprawę zaginionych dzieci. Postanowił go o to wypytać przy najbliższej okazji. 
- Och, jaki to zaszczyt spotkać tak piękną panienkę i do tego dziedziczkę. Jestem wprost oczarowany tobą mylady.- znów ten ton głosu.
- Hrabio Trancy czy mogę cię spytać o pewną sprawę?- Ciel postanowił odrazu przejść do rzeczy. Nie chciało mu się cackać w jakieś miłe pogaduszki w chwili niebezpieczeństwa. 
Alois zmrużył oczy z ciekawością i skinął głową. 
- Czy...czy to prawda, że ostatnio słyszy się dużo o wielu porwaniach dzieci z zamożnych rodzin? Podobno te dzieciaki są dziedzicami rodu i porywacze stawiają warunek, że je oddadzą, gdy te wyrzekną się rodzinnej fortuny. Czy to prawda?
Ciel dałby sobie uciąć rękę, ale przysiągłby, że dojrzał w oczach blondyna niebezpieczny błysk. Nie minęła jednak chwila, gdy nagle zgasły światła, a w sali balowej można było usłyszeć krzyki gości. "Lady Cecylie" szybkim ruchem "podniosła" rąbek swojej sukni i już "zamierzała" odejść gdy w jednym momencie ktoś pociągnął ''ją" za ramię i przycisnął swoje usta do jej. Ciel ponownie tego wieczoru zamarł. Po jego ciele przebiegł dreszcz i poczuł na swojej tali czyjeś natarczywe dłonie. Odepchnął nieznajomego i wybiegł w stronę sali. Kolana miał jak z waty i szedł chwiejnym krokiem potykając się co chwilę o kogoś. W tym całym chaosie to było nieuniknione. Zdenerwowany brunet krzyknął w ciemność przebijając się przez ten cały hałas:
- Sebastian! Natychmiast do mnie!
Wtem poczuł za sobą kogoś i gdy się obejrzał ujrzał swojego lokaja, który trzymał małą świeczkę w dłoni. Skłonił się lekko i zapytał:
- Jestem paniczu. Jakieś rozkazy?
- Tak. Zabierz mnie stąd do domu. Tam porozmawiamy na spokojnie. 
- Yes my lord!- odpowiedział i wziął swojego panicza na ręce. Z nieprawdopodobną siłą wyrzutu wyskoczył przez okno rozbijając je a odłamki szkła mieniały się w świetle gwiazd i Księżyca. Włosy Ciela majestatycznie powiewały na wietrze. Paręnaście metrów dalej stał powóz. Brunet wraz z Sebastianem wszedł do niej i gdy zasiadł naprzeciw demona zapytał:
- I jak? Dowiedziałeś się czegoś interesującego? 
Lokaj zmrużył oczy i uśmiechnął się diabolicznie. 
- Tak, paniczu. Myślę, że mój raport panicza zainteresuje.
Reszta rozmowy utonęła w stukocie kopyt koni.
***

Na tym samym tarasie i w tym samym czasie stały dwie postacie. Jedna z nich to niski blondyn o błękitnych oczach i cwanym uśmieszku, a druga to wysoki lokaj ubrany w samą czerń. Spoglądał na swojego pana spod prostokątnych okularów, a jego twarz była bezbarwna. Blondyn odezwał się, a jego głos ciął ciszę, która akurat w tym momencie panowała:
- Tak, więc to był sam hrabia Phantomhive. Hmm...Uroczy.- dotknął opuszkami palców swoich warg. Miłe wspomnienie powróciło i jeszcze na długo zamieszka w jego umyśle.- Claude! Wracajmy do posiadłości. 
Lokaj skłonił się w pas i zapytał:
- Panie wracamy tradycyjnym sposobem czy jak najszybszym?
- Może być tradycyjnym. 
- Dobrze. Idę przygotować powóz.
Gdy odszedł Alois usiadł na sofie, która tam stała i dotknął dłonią miejsca gdzie wcześniej siedział Ciel. Uśmiechnął się asymetrycznie i szepnął do siebie:
- Jeszcze się spotkamy hrabio Phantomhive...
______________________________________________

 Nom... wiem, wiem! Spóźniona notka i gdzie następny rozdział opowiadania?
No to już wam tłumaczę:
- Jestem trochę przeziębiona i na nic nie ma ochoty...
- Szkoła~to już było...:c
- Kara na kompa. O nic nie pytajcie! Tak się akurat złożyło....
Ogółem mam nadzieję, że Wam się spodobała notka i wgl. :D
Peace&Love
Kaomi :*




Brak komentarzy: