No Heeejka~!!!
Z racji tego, że mi się okropnie nudzi ( siedzę przed komputerem od ponad 4 godzin ) i moja wyobraźnia zaczęła wreszcie pracować na wysokich obrotach, to postanowiłam, że zacznę pisać jakieś swoje pierwsze opowiadanie o Yaoi. Juupii~!!!
Noo... Pomysł sam w sobie jest OK, ale jak znam życie na pewniaka go schrzanię... Jednak spróbuję, bo do odważnych świat należy, nie? Ogółem w paru zdaniach mam zamiar Wam streścić fabułę opowiadania, bo po pierwszym rozdziale nic nie załapiecie...
Jestem Shima i mam 16 lat. Przeprowadziłem się za namową mojego
starszego o 5 lat brata - Tsukiego do Tokio by uczęszczać do jednego z
najlepszych liceów.
Moje dotychczasowe życie nie było przepełnione adrenaliną lub
ekscytacją. Jednak mam zamiar to zmienić. Ogółem moją dziwną i tajemniczą
umiejętnością jest - Magiem. Tak, tak wiem to strasznie oklepane, ale tak
właśnie jest i nadal będzie. Nie mam nawet nadziei, że kiedyś się jej pozbędę.
Czemu akurat tego pragnę?
Odpowiedź jest prosta i niektórym dobrze znana.
Muszę się wciąż ukrywać. Nie mam ani chwili wytchnienia, ponieważ na
tym świecie nie powinni istnieć madzy (nie czarodzieje, oni są totalnymi
frajerami. Ja jestem magiem!) i inne osoby uważane za dziwadła i tego
typu rzeczy.
Szczerze mówiąc niezbyt mi to przeszkadza, ale jednak trochę wkurza.
No cóż... Myślę, że teraz już po trochu wiecie coś o mnie i mojej
wcześniejszej historii.
Bye ^^
Usiadłem na dużym dwuosobowym łóżku
i położyłem sobie na kolanach duży karton. Otworzyłem go i zacząłem wyjmować z
niego rzeczy. Zdjęcia, figurki, małe książki do czytania i wiele innych
drobiazgów. Westchnąłem ciężko na samą myśl o tym ile jeszcze tych "drobiazgów"
zostało mi do rozpakowania. Jęknąłem cicho i zakasałem rękawy biorąc się do
roboty.
Skończyłem gdzieś około... Pierwszej w nocy?! Nie no! To chyba
niemożliwe! Gdybym tylko mógł użyć, choć odrobiny magii na pewno skończyłbym o
wiele szybciej. Ech... Jednak to niemożliwe...
Spojrzałem
na swój już uporządkowany pokój i poszedłem do łazienki. Za kilka godzin muszę
zbierać się do szkoły. Lepiej wykorzystam te pozostałe godziny na sen.
Kładąc
się do łóżka jeszcze ledwo przytomnie pomyślałem, Wreszcie tutaj zaznam spokoju
i zdobędę szansę na normalne życie! Nawet nie miałem pojęcia jak bardzo się
wtedy myliłem...
Dźwięk
budzika obijał mi się niemiłosiernie o czaszkę, oznajmiając, że pora już wstać.
Zwlokłem się leniwie z łóżka i gdy się ubrałem zszedłem na dół na śniadanie.
Zapomniałem chyba wspomnieć, że mieszkam u brata? No to właśnie wspomniałem.
Tsuki uśmiechnął się radośnie na mój widok i postawił przede mną talerz z
gorącymi naleśnikami. Mmm...Pychota! Z wdzięcznością zabrałem się do
pałaszowania śniadania, a gdy skończyłem pognałem pędem do szkoły. Wpadłem do klasy tuż przeddzwonkiem.Zdziwiłem się trochę, bo nikt nie zwrócił na mnie żadnej uwagi. Chociaż z drugiej strony to nawet i lepiej. Cichaczem wybrałem sobie miejsce w przed ostatniej ławce pod oknem i wgapiałem się w jej pulpit. Chwilę później poczułem delikatne, ale stanowcze puknięcie w ramię. Podniosłem gwałtownie głowę i zobaczyłem wysokiego blondyna z miłym uśmiechem na twarzy. Ja także odwzajemniłem ten uśmiech i zapytałem:
~Stało się coś? Mam nadzieję, że to miejsce było puste i nikt tutaj nie siedzi.
~ Nie, akurat ja siedzę przed tobą, a za mną wcześniej nie siedział nikt, więc jest OK.- I znów uśmiechnął się tylko, że szerzej. Wpatrywałem się w jego twarz ze zdumieniem. Nigdy jeszcze nie spotkałem nikogo w świecie normalnych ludzi o tak idealnym uśmiechu. Spojrzałem mu w oczy. Były koloru ciemnego nieba, wręcz burzowego. Jego cera była jasna i nieskazitelna. Nos mały, a usta doskonale wykrojone. On nie mógł być człowiekiem! Czułem się jakby przede mną stał sam Apollo. Przełknąłem ślinę i szepnąłem:
~Aha... Cieszę się...- Jestem IDIOTĄ!!!
Chłopak znów uśmiechnął się szerzej i rzekł:
~Jestem Tristan Akahoshi, przewodniczący tej klasy, a ty?
~Shima Summaru.- Ze stresu nic nie mogłem więcej powiedzieć. On zaśmiał się krótko widząc moje speszenie i położył mi dłoń na ramieniu mówiąc:
- Nie martw się Shima, w tej klasie nikogo jak dotąd nie zjedli. Trochę słaby ten żart, ale może być, nie?
Kiwnąłem znacząco głową nic nie mówiąc. Wtedy do klasy wszedł, a raczej wpadł nauczyciel. Cały zdyszany i zaczerwieniony od długiego biegu wysapał:
~ Witam i... Przepraszam Was... Za spóźnienie, ale.. sami wiecie... zdarza się w życiu coś takiego jak... nagły wypadek, nie?
Uśmiechnął się do nas i zaczął sprawdzać obecność. Po chwili powiedział:
~A wy co? Nikt nie raczy mnie poinformować, że mamy w klasie nowego ucznia? Akahoshi, co z tobą? Myślałem, że to ty jesteś tutaj przewodniczącym. Naprawdę...Co ja z wami mam, ludzie?
W klasie momentalnie zapanował gwar i wszystkie spojrzenia padły na mnie. Wstałem zachęcany przez nauczyciela i podszedłem pod tablicę. Ukłoniłem się do wszystkich i wymamrotałem swoje imię i nazwisko i parę zdań o sobie. Gdy usiadłem Tristan od razu się do mnie odwrócił i rzekł:
~Nic nie mówiłeś, że przeprowadziłeś się aż z drugiego końca Japonii.
~Nie pytałeś.- Uciąłem i pochyliłem się nad zeszytem. Chciałem, aby piękny Apollo przestał mi przeszkadzać, ale od życia rzadko otrzymujemy to, czego chcemy, nieprawdaż? Tristan, co pięć minut zasypywał mnie gradem pytań na temat, kim jestem i skąd pochodzę. On sam wykorzystywał okazję, aby powiedzieć coś o na temat własnej osoby. W ciągu jednej lekcji dowiedziałem się o nim naprawdę sporo. Wiem, że mieszka na tej samej ulicy, co ja, że lubi słuchać rocka i dupstepu, a nawet, że w dzieciństwie nosił okulary, ale zmienił je na soczewki, które nosi do dziś. Zaś ja odpowiadałem na jego pytania powściągliwie i prosto. Nie chciałem, aby znał zbyt dużo szczegółów jak na jeden raz. Przecież dopiero, co się poznaliśmy. Na przerwie znów zostałem zaatakowany przez lawinę pytań tylko, że nie już ze strony Trsitana, ale całej klasy! Otoczyli moją ławkę zanim zdołałem się z niej podnieść i zaczęli mnie wypytywać:
~To prawda, że twoi rodzice się rozwiedli?
~Mieszkasz sam z bratem? Jak ma na imię?
~Ile razy już się przeprowadzałeś?
~Jaki jest twój ulubiony zespół?
~Oprowadzić cie po szkole?
Na każde pytanie odpowiadałem tak lub nie, a niekiedy, gdy wymagała tego sytuacja mówiłem konkretnie. Zauważyłem, że dawno chyba nie było u nich nikogo nowego w klasie, bo traktowali mnie jak nowy okaz w zoo lub muzeum. Czyli ostrożnie i z wielką uwagą. Spoglądali na mnie ukradkiem, gdy przechodziłem obok i szeptali miedzy sobą. Czułem się trochę niezręcznie z tym wszystkim, ale cóż poradzić... Odetchnąłem z ogromną ulgą, gdy zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec lekcji. Szybkim i pewnym krokiem wyszedłem z budynku. Nagle usłyszałem za sobą czyjeś natarczywe wołanie. Odwróciłem się i zobaczyłem biegnącego Tristana z wielkim zacieszem na twarzy. Jęknąłem w duchu, bo miałem go powoli dosyć po dzisiejszym dniu, ale nic nie powiedziałem, gdy wreszcie do mnie dotarł i zaczął nawijać o szkole i mieście. Słuchałem go cierpliwie, aż, gdy wreszcie dotarliśmy pod mój blok. Chłopak pożegnał się ze mną z wyraźnym żalem i ociąganiem i gdy wszedłem do klatki oparłem się o ścianę i westchnąłem ciężko. Coś mi podpowiadało, że znajomość z tym Apollem będzie nader kłopotliwa.
Wreszcie w domciu! Normalnie to bym się popłakał ze szczęścia, ale nie będę robił sobie wstydu przed znajomymi brata, którzy właśnie do niego wpadli. Przywitałem się i pognałem do swojego pokoju. Rzuciłem torbę w kąt i powaliłem się na łóżko. Rozmyślałem o dzisiejszym dniu. Nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, więc czemu mam takie niemiłe uczucie w brzuchu? Głodny byłem to pewne, ale to było coś zupełnie innego. Mam tylko nadzieję, że to nie oznaczałoby kolejnych kłopotów. I tak miałem ich już dosyć, więc, po co mi następne. Leżałem tak zamyślonych, że nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem...
~ Ototo! Shima, obudź się!- Jak przez mgłę zobaczyłem swojego brata pochylającego się nade mną i potrząsającego moim ciałem. Usiadłem i wymamrotałem:
~Spokojnie. Żyję, wiec, po co te nerwy?
Tsuki jednak myślał inaczej, bo odetchnął z ulgą i powiedział:
~Spałeś tak mocno, że wyglądało to jakbyś był trupem. Chcesz coś zjeść?
Kiwnąłem głową i powlokłem się leniwie do salonu, w którym panował istny chaos. Rozejrzałem się z niedowierzeniem po pomieszczeniu i westchnąłem:
~Huh? Ci twoich znajomi narobili tutaj niezłego bajzlu. Ja tego nie będę sprzątał!
Tsuki roześmiał się i powiedział:
~Nikt ci nie każe, królewno. Ogółem nie jest chyba aż tak źle, prawda?
Tym razem to ja się rozśmiałem. Salon wyglądał jak po przejściu tornada, delikatnie ujmując. Krzesła zostały powywracane, kwiaty leżały rozsypane po podłodze, a na nie walały się jeszcze jakieś puszki po piwach i papierki. Jak dla mnie było aż zanadto źle.
Wreszcie Tsuki postawił przede mną na stole talerz parującej zupy, więc zabrałem się od jedzenia, co jakiś czas opowiadając trochę o szkole. Brat był zapewne miło zaskoczony tym, że zacząłem dużo rozmawiać, bo zawsze zbywałem jego pytania milczeniem. Teraz jednak rozgadałem się na dobre i nawet przez przypadek opisałem mu bardzo dokładnie mojego Apolla.
~Twojego?
~Yhmm... No jakby to ująć to on... Sam nie wiem! Do diabła z nim!
~Ej! Coś się stało?
Spojrzałem na niego kwaśno i zbyłem go swoim milczeniem. To taka moja taktyka na wkurzające pytania. Jednak żeby już więcej się nie narażać na nie po obiedzie cały czas przesiedziałam w swoim pokoju.
Jednak mimo moich najszczerszych starań to dziwne uczucie nadal nie chciało zniknąć...
____________________________________________
No to jak na razie tyle! Myślę, że Wam się to spodobało i wyrazicie gorącą chęć na więcej! :D
To narazie,
Kaomi <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz